fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Henryk Bista. Demoniczny kameleon

Henryk Bista w monodramie „Oferta Josepha Fouche” Rolfa Schneidera, reż. Roman Załuski (Teatr Telewizji, 1996 r.)
MAREK WACHOWICZ/TVP/EAST NEWS
W teatrach przez blisko cztery dekady często grał główne role, natomiast w kinie i telewizji dostawał zwykle epizody. Ale to właśnie kreowane przez niego na ekranie drugoplanowe postaci najsilniej zapadły widzom w pamięć.

W 2012 r. raper Ten Typ Mes (właśc. Piotr Szmidt) wypuścił klip „Henryk Bista” (projekt „A pamiętasz jak?”), by przypomnieć młodemu pokoleniu kilku aktorów, których on sam podziwiał i cenił. Rapuje o Wojciechu Pokorze, Wiesławie Gołasie i Henryku Biście, co zilustrowane zostało kadrami z ich najważniejszych i najlepszych ról filmowych. Warto zobaczyć i usłyszeć całość – do znalezienia w serwisie YouTube. W ostatniej zwrotce słyszymy: „W »Nic śmiesznego« tylko krótki epizod, a rozjaśnia do dziś każdy telewizor/ Przewijam jego filmografię, aż się męczy myszka/ »Ekstradycja«, a nawet »Schindlera lista« – to jest Henryk Bista. Dzieciak – czapki z głów!”. W owym „przewijaniu filmografii” nie ma żadnej przesady: nazywano go tytanem pracy, w swoim dorobku miał bowiem występy w blisko 150 filmach (także zagranicznych), ponad 30 serialach, 150 sztukach teatralnych i 125 spektaklach Teatru Telewizji.

Grał do końca, choć zmagał się z nowotworem – nikomu zresztą nie opowiadał o swojej chorobie. W 1997 r. rak nie odpuszczał, a mimo to Bista zagrał jeszcze w kilku spektaklach telewizyjnych, m.in. „Ambasadorze” według Mrożka i w reżyserii Erwina Axera, a także w komedii sensacyjnej „Sztos” – debiucie reżyserskim Olafa Lubaszenki. Niezwykle ciekawą postać stworzył także w „Ekstradycji” – o przygodach komisarza Halskiego (Marek Kondrat), głównego bohatera najpopularniejszego polskiego serialu kryminalnego lat 90. Bista zagrał Henia Dobrackiego, niepozornie wyglądającego informatyka, który współpracuje z Halskim i wie znacznie więcej, niż się komukolwiek wydaje. Niestety, aktor nie dożył premiery trzeciego sezonu „Ekstradycji” (8 kwietnia 1999 r.). Przegrał walkę z rakiem 8 października 1997 r. w wieku zaledwie 63 lat. Stworzył setki postaci, nie sposób wymienić wszystkich, ale były wśród nich takie, które okazały się przełomowe w jego aktorskiej karierze i na stałe weszły do kanonu filmu i teatru.

W 1988 r. w filmie „Piłkarski poker” w reżyserii Janusza Zaorskiego Bista zagrał pozbawionego zasad sędziego Jaskółę
RENATA RAJCHEL/EAST NEWS

Niedoszły architekt

Henryk Bista urodził się 12 marca 1934 r. w Kochłowicach (od 1959 r. to dzielnica Rudy Śląskiej). Jego ojciec, Mikołaj, przed wojną był pracownikiem tamtejszego urzędu gminy, a matka prowadziła dom. Miał o pięć lat starszego brata, Stanisława, który w 1953 r. przyjął święcenia kapłańskie, a w kolejnych latach uzyskał tytuł doktora teologii i godność prałata. Zmarł w 1985 r. Henryk Bista nie utrzymywał kontaktów z bratem – dzieliły ich różnice światopoglądowe. W październiku 2005 r. ich los został złączony, upamiętniono ich więzy krwi i wspólnie spędzone dzieciństwo. Na ścianie domu przy ul. Radoszowskiej 167 w Kochłowicach, gdzie obaj się urodzili i wychowali, odsłonięto tablicę pamiątkową z ich wizerunkami. Jej autorem był Wawrzyniec Woźniak, wówczas 19-letni uczeń Liceum Plastycznego im. Pankiewicza w Katowicach. W uroczystości wzięła udział kuzynka obu braci Mieczysława Bista, która przy okazji powiedziała, że Henryk „już jako dziecko wykazywał zadatki na aktora. Podczas zabawy robił wszystko, żeby na niego patrzeć. Kiedy jednak zdecydował się zdawać do szkoły teatralnej, to rodzicom powiedział, że studiuje budownictwo. Przez cały ten czas był w Warszawie, więc trudno było to odkryć. Prawda wyszła na jaw dopiero po dwóch latach. Ukrywał się z tym, bo wiedział, że rodzice uważają aktorstwo za zawód bez perspektyw” (za: www.rudaslaska.naszemiasto.pl).

Rzeczywiście Henryk Bista – ze względu na swoje zamiłowanie do nauk ścisłych – początkowo studiował mechanikę na Politechnice Gliwickiej i architekturę na Politechnice Krakowskiej. Marzył jednak o reżyserii. Okazało się, że najpierw musi zostać aktorem – i tym samym przypieczętował swój los. Zdał do warszawskiej PWST, którą ukończył w 1958 r. (w przedstawieniu dyplomowym „Głupi Jakub” Tadeusza Rittnera w reżyserii Janiny Romanówny zagrał dwie role: Teofila i Lokaja).

Dostał angaż w warszawskim Teatrze Ateneum. 1 października 1958 r. odbyła się premiera „Lekarza mimo woli” Moliera w reżyserii Jerzego Rakowieckiego, gdzie zadebiutował rolą Arlekina. Drobnej postury, bez urody amanta, stał się tzw. aktorem charakterystycznym. Ale te niby-braki stały się jego atutem. Gdy wychodził na scenę, mało kto się spodziewał, że ten niepozorny mężczyzna potrafi wykrzesać z siebie tak wiele cynizmu, ironii, furii, komizmu – w zależności od roli. Był niczym kameleon.

W Ateneum pozostał przez dwa sezony, grając m.in. w „Śnie nocy letniej” i „Królu Henryku IV” Szekspira (obie sztuki w reżyserii Aleksandra Bardiniego). W grudniu 1960 r. pojawił się na scenie Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie, tam jednak zagrał tylko kilka ról. Ostatnią była drugoplanowa postać Waltera w „Operze za trzy grosze” Brechta w reżyserii Jerzego Golińskiego. I to właśnie Goliński, który został dyrektorem artystycznym Teatru Wybrzeże, przyczynił się do tego, że w 1962 r. Bista przeniósł się do Gdańska. Nie wyjeżdżał jednak sam – zabrał ze sobą żonę, Urszulę Mordzewską, wówczas stażystkę łódzkiej reżyserii. Co ciekawe, w początkowym okresie ich znajomości Bista „nie śmierdział groszem” i choć zapraszał ukochaną do restauracji czy kawiarni, często to ona płaciła rachunki. Ponoć uwielbiał ciasta, pierogi ruskie i barszcz czerwony. Kiedy przeprowadzali się z Lublina do Sopotu, nie przypuszczali zapewne, że spędzą tam niemal trzy dekady.

Henryk Bista jako Szymon Stimson w „Naszym mieście” Thorntona Wildera w reżyserii Marii Zmarz-Koczanowicz (Teatr Telewizji, 22 maja 1997 r.)
JAN BOGACZ/TVP/EAST NEWS

Eksplozja talentu

Teatr Wybrzeże stworzył Bistę jako aktora. Od 1960 r. teatr dysponował dwoma scenami: w Gdańsku i Sopocie. Było to miejsce, gdzie pokazywano nowatorskie spektakle, a o charakterze obu scen decydowali kolejni dyrektorzy artystyczni. W latach 50. Lidia Zamkow ściągnęła do Wybrzeża plejadę świetnych aktorów i aktorek, m.in. Zbigniewa Cybulskiego, Bogumiła Kobielę i Kalinę Jędrusik. I to oni nadali kształt temu teatrowi i zapewnili mu sukces.

W czasach dyrektorowania Jerzego Golińskiego (1960–1967) Bista szlifował swoje aktorskie umiejętności, dochodził do indywidualnego stylu. Występy na deskach Teatru Wybrzeże rozpoczął od roli Leona w dramacie Słowackiego „Sen srebrny Salomei” w reżyserii Golińskiego (premiera: 17 listopada 1962 r.). Potem były kolejne mniej lub bardziej udane role (w sumie przez blisko trzy dekady było ich ponad 80!), przełom zaś nastąpił w 1968 r. wraz z postacią Łazarza w „Tragedii o bogaczu i Łazarzu”, na podstawie XVI-wiecznego tekstu Anonima Gdańskiego i w reżyserii Tadeusza Minca. Ale na prawdziwy sukces musiał Bista poczekać jeszcze pięć lat.

23 sierpnia 1973 r. odbyła się premiera Szekspirowskiego „Otella” w reżyserii Marka Okopińskiego. Bista nie zagrał tytułowej roli, a mimo to jego Jagon zawładnął sceną i publicznością. Jego sceniczny partner Stanisław Michalski w 2008 r. w „Polska. Dziennik Bałtycki” wspominał: „Klęskę poniosłem, grając Otella. Heniek był Jagonem. Rola szła dwadzieścia metrów za mną, a Henryk »zamiatał mną po scenie«. Jeden z recenzentów napisał: »Jak miał ten biedny Michalski walczyć z facetem, który trzyma żyletkę w ręku i tnie po oczach«”. Dzięki temu cały spektakl zyskał nowy wymiar. Andrzej Żurowski tak go oceniał w 1977 r. na łamach „Teatru”: „Rola Bisty uczyniła z »Otella«, granego zwykle jako studium zazdrości – studium zła. (…) Ten Jagon zdecydowanie górował intelektualnie nad resztą bohaterów – na nich sprawdzał swą ideologię, koncepcję działania, u której podstaw – bardziej niż cynizm – znajdował się wieloznaczny stosunek do Desdemony. Tak pomyślany Jagon przestawał być szablonem psychopatologicznego »czarnego bohatera« – stawał się wielowymiarowy, psychicznie skomplikowany”.

Niezwykle sugestywne i pełne ekspresji aktorstwo Bisty znalazło ujście w „demonicznych” rolach „niejednoznacznych bohaterów, rozpiętych między absolutnym złem a ludzkimi słabościami i skazami charakteru” (Monika Mokrzycka-Pokora, Culture.pl), czego przykładem stały się występy m.in. w „Samuelu Zborowskim” Słowackiego (jako Lucyfer), „Makbecie” Szekspira (tytułowa rola) czy „Sprawie Dantona” Przybyszewskiej jako Robespierre, o którym Irena Keller napisała: „Robespierre Bisty nie jest upostaciowieniem idei, formy, ducha czy wreszcie utopii. Jest żywą jednostką ludzką walczącą o realizację – idei czy utopii, w którą przecież najgłębiej wierzy. I pełną rozpaczy, gdy okazuje się, że człowiek, który rozpędził koła rewolucji, nie jest już w stanie opanować jej biegu, powstrzymać do staczania się w otchłań... przyszłości” („Teatr”, 26/1980).

To były intensywne zawodowo lata w życiu Henryka Bisty. Swój czas musiał dzielić pomiędzy występami na deskach Teatru Wybrzeże a coraz częstszym udziałem w filmach i spektaklach Teatru Telewizji. Ta mnogość zajęć doskwierała żonie, która w jednym z wywiadów przyznała: „Wolę, gdy [Henryk] wyjeżdża na dwa tygodnie i potem jest dłużej w domu. Koszmarem były krótkie wyjazdy, ale nawet wówczas utrzymywaliśmy ciągły kontakt telefoniczny” (za: „Rewia” nr 13, www.e-teatr.pl). W Wybrzeżu grał nie tylko w klasycznym repertuarze i nie tylko „uosobienia zła”. Świetnie czuł się także w sztukach współczesnych, a nawet komediach – jako np. Fujarkiewicz w „Domu otwartym” Bałuckiego w reżyserii Jerzego Kreczmara (1971 r.), Dziadek w „Białym małżeństwie” Różewicza w reżyserii Ryszarda Majora (1976 r.) czy Papkin w „Zemście” Fredry w inscenizacji Stanisława Hebanowskiego (1982 r.).

Choć za życia powszechnie był podziwiany i ceniony jako aktor, to w 1998 r. („Dialog” nr 3) Lidia Górska, dokonując analizy dokonań Bisty, napisała: „Charakterystyczne dla niego wężowate ruchy rąk i nieporadność, którą podkreślał przez stale tę samą minę, z opuszczonymi kącikami ust i maślanymi oczami oraz przez dreptanie po scenie, zaczęły powoli przechodzić w manierę. Widać to wyraźnie w rolach różnych staruszków – niepewnych, zagubionych i safandułowatych – których w ostatnich latach grywał dość często”. Inaczej ową „manieryczność” ocenił Maciej Englert: „To bardzo wielka umiejętność pokazać w jednym błysku, czasem w jednej krótkiej scenie, skondensowanymi środkami całą prawdę o granej postaci” („Teatr”, 11/1997). Tę wyjątkową ekspresję, aktorską wyobraźnię i technikę Henryka Bisty szybko dostrzegli reżyserzy filmowi.

Henryk Bista jako Wielki Elektronik w filmie „Pan Kleks w kosmosie” (1988 r.), reż. Krzysztof Gradowski
EAST NEWS/INPLUS

Zanim został Senatorem w „Lawie”

Jak już wyżej wspomniano, Bista zagrał w blisko 150 filmach. Równie liczne były jego występy w Teatrze Telewizji (do dziś cenionym przez polskich widzów). Przed oko kamery przeniósł swoje teatralne doświadczenie i sposób gry.

Przygodę z celuloidową taśmą zaczynał w latach 60. (choć dla porządku trzeba odnotować epizodyczną rolę marynarza w filmie Leonarda Buczkowskiego „Orzeł” z 1959 r.). Oficjalnym i poważnym debiutem na dużym ekranie był jego występ w „Rzeczywistości” (1961 r.) Antoniego Bohdziewicza na podstawie powieści Jerzego Putramenta. Co ciekawe, rok wcześniej „Rzeczywistość” została pokazana jako spektakl telewizyjny – w tamtych czasach nikogo to nie dziwiło, wystarczy choćby przypomnieć dzieje serialu „Stawka większa niż życie”, który zaczynał jako Teatr Telewizji. W obu adaptacjach Bista zagrał Andrzejewskiego, członka redakcji „Rzeczywistość”. Była to literacko-filmowa interpretacja wydarzeń z 1937 r. – procesu wileńskich komunistów skupionych wokół pisma „Po prostu”. Na stronie Filmpolski.pl czytamy: „Głównym wątkiem uczyniono tragiczne losy Julka Szulca, współpracownika »Rzeczywistości«, którego policja starała się użyć przeciwko pozostałym oskarżonym. Proces kończy się moralnym sukcesem oskarżonych i kompromitacją władz. Wkrótce jednak Szulc zostaje powtórnie aresztowany i zamordowany w więzieniu przez policjantów”.

Bista przed kamerą rzadko miał okazję zagrać większe role, były to raczej postaci drugoplanowe czy wręcz epizody. Ale jak mało kto potrafił zaznaczyć swoją obecność, „kradł” sceny głównym bohaterom, widzowie zapamiętywali właśnie jego. Tak się stało choćby w przypadku roli policjanta Stefana Wańka w dramacie kryminalnym „Wśród nocnej ciszy” z 1978 r., w reżyserii Tadeusza Chmielewskiego. Ważną rolą w dorobku Bisty była też postać doktora Kautersa w „Szpitalu Przemienienia” (1978 r., reż. Edward Żebrowski). To film wstrząsający w swej wymowie – rzecz dotyczy szpitala psychiatrycznego, którego pacjenci i personel zostali rozstrzelani przez hitlerowców – a wielu wybitnych aktorów stworzyło w nim zapadające w pamięć role, by wymienić tylko Zbigniewa Zapasiewicza, Gustawa Holoubka, Jerzego Bińczyckiego czy Ewę Dałkowską.

W latach 80. było go pełno na dużym i małym ekranie. W środowisku filmowym żartowano nawet, że „film się nie uda, jeśli do jakiejś roli nie będzie zatrudniony Bista” (za: Encyklopediateatru.pl), nawet gdyby miał to być epizodzik. Grał więc w niemal wszystkim, co wówczas kręcono – w komediach, dramatach psychologicznych, serialach kostiumowych i obyczajowych. Wystąpił m.in. w „Królowej Bonie” Janusza Majewskiego (1980 r.), „Stacji” Antoniego Krauzego, „Vabanku” Juliusza Machulskiego (oba z 1981 r.) i „Yesterday” Radosława Piwowarskiego (1984 r.). Zagrał u Piotra Szulkina w „O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji” (1984 r.) i „Ga, ga. Chwała bohaterom” (1985 r.) oraz w kilku filmach Filipa Bajona: „Magnacie” (1986 r.), „Balu na dworcu w Koluszkach” (1989 r.) i „Saunie” (1992 r.). Odnalazł się w kinie dla dzieci („Akademia pana Kleksa”, 1983 r., jako Dziadek do Orzechów; „Pan Kleks w kosmosie”, 1988 r., jako Wielki Elektronik). Był cynicznym i pozbawionym zasad sędzią w „Piłkarskim pokerze” Janusza Zaorskiego (1988 r.) i bezradnym dyrektorem szkoły w „Ostatnim dzwonku” Magdaleny Łazarkiewicz (1989 r.). Rok 1989 obfitował w premiery z jego udziałem, by wspomnieć jeszcze „Porno” Marka Koterskiego i „Konsula” w reżyserii Mirosława Borka (z brawurową tytułową rolą Piotra Fronczewskiego). Ale najważniejsza okazała się „Lawa” Tadeusza Konwickiego.

Najlepsza drugoplanowa rola męska

Już wcześniej był wielokrotnie nagradzany, by wymienić tylko niektóre laury za występy na scenie: 1978 r. – na 4. Opolskich Konfrontacjach Teatralnych (Lucyfer w „Samuelu Zborowskim”), 1981 r. – Złota Kareta, nagroda redakcji „Nowości” za najwybitniejszą kreację aktorską festiwalu, rolę Wilhelma Tona w „Kniaziu Patiomkinie” Micińskiego w reżyserii Macieja Prusa z Teatru Wybrzeże na 23. Festiwalu Teatrów Polski Północnej w Toruniu, 1983 r. – nagroda za rolę Pijaka w „Ślubie” Gombrowicza w reżyserii Ryszarda Majora z Teatru Wybrzeże na 25. Festiwalu Teatrów Polski Północnej w Toruniu, 1985 r. – nagroda za rolę Łopachina w „Wiśniowym sadzie” Czechowa w reżyserii Krzysztofa Babickiego z Teatru Wybrzeże na 25. Kaliskich Spotkaniach Teatralnych oraz w 1989 r. – Złoty Ekran za role w widowiskach Teatru Telewizji.

Ukoronowaniem wcześniejszych sukcesów stała się nagroda na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w 1990 r.: „Lawę” obsypano laurami. Oczywiście, nagrodzony został Tadeusz Konwicki „za twórczą interpretację »Dziadów« Adama Mickiewicza”, także Gustaw Holoubek za wybitną kreację Gustawa-Konrada („Wielka improwizacja” w jego wykonaniu to niedościgniony wzór dla kolejnych pokoleń aktorów), Teresa Budzisz-Krzyżanowska uzyskała nominację do nagrody za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą (pani Rollinson). Notabene w scenach „Balu u Senatora” doszło do aktorskiego pojedynku, z którego to Henryk Bista wyszedł zwycięsko – otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora drugoplanowego.

W poświęconym Biście portrecie Monika Mokrzycka-Pokora o roli Senatora napisała: „W tej postaci, tak samo jak w swoich największych scenicznych rolach, Bista pokazał człowieka o diabolicznym obliczu. Zawarł w niej przerażający obraz satrapy, a równocześnie żałosnego człowieka władzy, przechodząc od tonu dramatycznego w komediowy” (Culture.pl).

W 1990 r. wraz z żoną przenieśli się do Warszawy. Nie było im łatwo, bo żyli w wynajmowanym mieszkaniu – a marzyli o własnym, opowiadali przyjaciołom, jak je urządzą. Henryk Bista w tym czasie występował na scenach warszawskich teatrów, w Północnym, Dramatycznym, Na Woli i we Współczesnym. Jego ostatnią rolą teatralną była postać Prezesa w „Martwych duszach” Gogola w reżyserii Macieja Englerta (1995 r.). Ale to dla kina i telewizji Bista przeniósł się do Warszawy. Grał – choćby epizody – w wielu filmach z pierwszej połowy lat 90. Jedną z najważniejszych ról, choć niewielką, okazała się postać Żyda Lowensteina w „Liście Schindlera” (1993 r.) Stevena Spielberga. Nieco dłużej na ekranie mogliśmy go podziwiać w „Nic śmiesznego” (1995 r.) Marka Koterskiego.

Niestety, 8 października 1997 r. Henryk Bista przegrał walkę z chorobą nowotworową. Spoczął na Starych Powązkach, ale po śmierci żony Urszuli (2006 r.) został ekshumowany i pochowany wraz z nią na Cmentarzu Komunalnym we Włocławku. Historyk teatru, prof. Jan Ciechowicz w 2015 r. w „Dzienniku Bałtyckim” tak go wspominał: „Bista mógł zagrać właściwie wszystko. Analityk, pedant, aktor, który pracował jak matematyk”. Mistrz szczegółu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA