fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Basil Kerski: Otwieramy stocznię na miasto, miasto na stocznię

Fotorzepa, Bogusław Chrabota
Subiektywnie dla mnie najważniejszym wydarzeniem wieńczącym obchody 40. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych będzie wiec poparcia dla demokratów Białorusi. Bo nasze obchody zawsze mają swój kontekst - mówi w rozmowie z redaktorem naczelnym "Rzeczpospolitej" Bogusławem Chrabotą Basil Kerski, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.

Bogusław Chrabota: Te najbliższe trzy dni to jest kulminacja obchodów rocznicy Sierpnia?

Basil Kerski: Tak, kulminacja, bo to są trzy dni – weekend i poniedziałek – nie tylko w ECS, ale w specjalnie stworzonej strefie społecznej, przy Placu Solidarności, przy bramie numer dwa. Spotkania społeczników współczesnych, spotkania z bohaterami Sierpnia, rozmowy o historii, o przyszłości. No i wszystko w ograniczeniach oczywiście pandemicznych.

Jaka jest skala tego przedsięwzięcia?

Sami nie wiemy, bo to zależy od COVID-u. W ubiegłym roku podobne wydarzenie, z okazji 4 czerwca, w ciągu tygodnia zebrało ćwierć miliona ludzi do Gdańska. Ale myślę, że to było związane z tym, że ludzie chcieli obronić pamięć… Ja mówię o tej neutralnej pamięci, to już nie chodzi o partyjną, że jednak 1989 r. był ważnym dla nas przełomem. Debata wokół ECS-u, odebranie ECS-owi środków na obchody 4 czerwca to wszystko zmobilizowało… Ale to co zaproponowaliśmy, od momentu otwarcia, prostą formułę – że tutaj przed bramą wszyscy są równi. Bo ECS otwierał przed bramą (Lech) Wałęsa, (Paweł) Adamowicz, ja – i ci ludzie, którzy przyszli. Nie było strefy VIP-ów, nie było specjalnego wejścia dla VIP-ów. Także tą filozofię tego miejsca przekształciliśmy w zeszłym roku na gigantyczną strefę społeczną, no i było możliwe spotkanie tysiąca ludzi bezpośrednio. Dzisiaj zrekonstruowaliśmy tą strefę z myślą o tym, że ta działka zostanie przestrzenią publiczną, bo to nie jest działka prywatna. Także rozwija się Plac Solidarności, to miejsce coraz bardziej staje się żywym placem, a nie tylko miejscem pomnika. Ale powiem szczerze – to są bardzo trudne warunki, bo widzimy chociażby bardzo ograniczoną liczbę gości z zagranicy.

Ludzi będzie mniej ze względu na COVID, ale imprez jest bardzo dużo. Cały czas trwają debaty, nie tylko w jednym miejscu.

Z prostego względu, bo wszystkie te trzy dni są na żywo transmitowane, każdy ma dostęp, tłumaczone też na język angielski, także myślę, że rzeczywiście wiele, wiele tysięcy ludzi ma do nich dostęp.

Jaka jest myśl przewodnia tych debat?

To jest bardzo ważne pytanie. Spotkałem się na początku roku, jeszcze przed pandemią, specjalnie się spotkałem z głównymi bohaterami. Pomyślałem sobie, że to jest jednak ich święto. Wiadomo, że robimy to dla wszystkich. Ale chciałem wysłuchać ich głos. I byłem zachwycony. Mówili: wiesz co, nas interesuje historia, szczególnie jeśli jest manipulowana, fałszowana, chcemy bronić prawdy, szczególnie jeśli wymyka się kontekst. Ale tak naprawdę to my też tutaj jesteśmy zainteresowani przyszłością. O, Władek Frasyniuk powiedział: „Wiesz co, bardzo ważnym tematem dla nas Polaków jest nowy kontrakt społeczny, niezależnie od wyborów, niezależnie od rozwoju strefy politycznej. 30 lat minęło od początku transformacji. Skupmy się na tym”. I to dało taką główną myśl. Tzn. łączymy spotkania ze świadkami, oni opowiadają historię, spotykamy się też z historykami, pytamy się ich: to jak tą historię opowiadać, co źle robimy, jakich kontekstów może brakuje, jak ją opowiadać dla młodszych. Ale stawiamy te główne pytania o przyszłość Polski. Już niezależnie od agendy tej strasznie długiej kampanii wyborczej w Polsce, która mam wrażenie, że zabiła jakąkolwiek debatę publiczną w Polsce i chyba w każdym kraju by zabiła, gdybyśmy mieli tak przez półtora roku tyle wyborów. Także myślą przewodnią jest to, że to święto dzisiaj jest spotkaniem kilku generacji dorosłych obywateli, którzy dzisiaj podejmują decyzję na temat przyszłości tego społeczeństwa. I prawdopodobnie nie tylko tego społeczeństwa, bo Polska jest za dużym krajem, żeby nie odegrać roli w Europie.

Widzę tutaj ludzi głównie ze starej opozycji, założycieli, twórców tego związku: Bogdan Lis, Bogdan Borusewicz, wielu ludzi związanych z historyczną „Solidarnością”. Ale nie widać współczesnej „Solidarności”, ani nie widziałem nikogo z kręgów rządowych. Czy ten konflikt pomiędzy ECS a rządem jest na tyle poważny, że nie należy się ich spodziewać?

Z mojej perspektywy nie ma konfliktu między ECS a rządem czy „Solidarnością” z prostego względu: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest nadal organizatorem tego miejsca, odpowiadam przed nim. „Solidarność” zawiesiła członkostwo, nie wycofała się. Mamy bardzo konkretny konflikt, którego nie udało się rozwiązać, i to jest problem też już społeczny, bo w Polsce brakuje jednak nam instytucji, autorytetów, które by przy takim konflikcie zapewniły okrągły stół, który da szansę wszystkim zachować swoją twarz. Co mam na myśli? 23 października Paweł Adamowicz, no wielki wróg, wygrywa I turę wyborów samorządowych w Gdańsku, niespodziewanie dla różnych stron. I ja nagle dostaję list, że z dnia na dzień dotacja dla ECS jest obcinana. Pytam się „dlaczego?”, argumentacja jest czysto polityczna: bo pomysłodawcą, założycielem jest Adamowicz i to jest jego instytucja.

Czy coś się zmieniło po jego śmierci?

Pytanie o śmierć jest bardzo ciekawe, bo pierwszą rzeczą którą zrobił jego następca, Bogdan Lis jako przewodniczący… I ja go też o to prosiłem: Bogdan, ty jako bohater, z twoim autorytetem, zwróć się do ministerstwa. To jest szansa, żeby zatrzymać jakikolwiek konflikt, wokół Adamowicza, wokół ECS-u. I niestety okazało się, że ten konflikt się pogłębił. Pojechała też nowa prezydent, Aleksandra Dulkiewicz, też wyciągając rękę, a jedyną ofertą jaką dostała to był podział instytucji, ale taki własnościowy. Wicedyrektor autonomiczny, a dyrektor niby wasz. Nas zaskoczyła ta oferta, bo wyszła z ministerstwa, które jest instytucją profesjonalną i wie, że tylko i wyłącznie dyrektor odpowiada za całość, nie tylko za program, za bezpieczeństwo. Jest to ważna kwestia w instytucji przez którą się milion osób przewija rocznie. Ale jest drugi konflikt chyba ważniejszy, bardziej bym zwrócił na niego uwagę, bo tutaj do dnia dzisiejszego nie mam odpowiedzi. W tym roku, w którym rozstrzygnęły się wybory samorządowe w Gdańsku, wiosną, w kwietniu 2018 roku, obywatele Gdańska doznali szoku: na Długim Targu ustawił się ONR, na Placu Solidarności ustawił się ONR, ale ONR wszedł też do Sali BHP, występując pod znakiem „Solidarności” historycznej głosząc slogany ksenofobiczne, absolutnie niezgodne z tradycją „Solidarności”, z dokumentami. My na to zaprotestowaliśmy też wysyłając odpowiednie, niepubliczne listy do „Solidarności”, ja też dzwoniłem, ponieważ razem z „S” odpowiadaliśmy za salę BHP wówczas, ja dysponowałem, środkami Ministerstwa Kultury i byłem współodpowiedzialny. I te rozmowy trwały bardzo długo, właśnie do śmierci Adamowicza – i się skończyły na niczym. „S” nie chciała powiedzieć: to nie było mądre, nie wpuszczamy tej tradycji – bo mówiłem, że to jest tradycja, która jest sprzeczna z  ideałami „S”. Powiem jeszcze więcej, powiedziałem wprost: Ludzie, czy wy nie znacie historii Polski? Wszystkie skrajne tradycje, antysemickie, ksenofobiczne, często były na usługach rosyjskich, żeby nas Polaków dyskredytować. Bądźcie ostrożni z jakąkolwiek taką formacją. Także nie był to tylko język idealistyczny. Mówię: mamy wspólny interes: obronę dobrego imienia Polski. To nie jest dobre dla nas.
No i to się skończyło na niczym, na wyjściu „S” z ECS, no i ministerstwie, które od tego czasu właściwie milczy.

Jest jeszcze konflikt o tablice, który relacjonowaliśmy w „Rzeczpospolitej” dość często. Czy jest szansa, że to się skończy pozytywnie?

Brakuje nam tutaj takich naturalnych mediatorów, w sensie polskiej tradycji. Powiem wprost: brakuje np. odpowiednich przedstawicieli Kościoła tutaj. Bardzo liczę na to, to mogę otwarcie powiedzieć, że nowy arcybiskup być może będzie takim mediatorem. Ja za każdym razem, jak wybucha jakaś sprawa, dzwonię do Piotra Dudy, ostatnio też, kiedy mnie skrytykował za tablice, zadzwoniłem do niego. Współpracowaliśmy wiele lat, znamy różnice między nami. Więc pytanie jest: chcemy współpracować dla dobra Polski, czy chcemy pielęgnować krótkotrwałe, krótkofalowe konflikty. Jeśli chodzi o logo, to sprawa – powiem hasłowo – protest przeciwko medalowi wdzięczności dla Fransa Timmermansa, zapominając jak ogromną rolę odegrał w promocji historii Polski, polskiej „S”. A spór o tablice jest właściwie prosty: ci, którzy pretendują do własności, nigdy nie rozmawiali z autorami i właścicielami: z Aramem Rybickim, ale są jego spadkobiercy, no i Maciejem Grzywaczewskim.     

(Piotr) Duda grozi, że przyjdzie tutaj z robotnikami i siłą odbierze te tablice. Wierzysz w to?

Dziwię się, że przewodniczący wielkiej „S”, który w swoim gabinecie ma zawieszone portrety wszystkich przewodniczących, także Lecha Wałęsy, odnosi się do całej tradycji, mówi językiem jakiejś formy przemocy. To nie jest język „Solidarności”.

Czyżby to były tylko groźby?

To zawsze są groźby, żeby zastraszyć ludzi, też nas, mnie. Dlatego po tych groźbach zaproponowaliśmy okrągły stół, którego głównymi bohaterami mają być autorzy i właściciele tych tablic. Z nimi trzeba sprawy uregulować, to jest kwestia prestiżu każdej placówki muzealnej: czy Narodowego Muzeum Morskiego, czy naszej. Ministerstwo też milczy w tej sprawie, „S” milczy w tej sprawie. Otrzymałem wczoraj list Muzeum Morskiego, w którym Muzeum Morskie jeszcze raz podkreśla, że tablice są ich własnością, ale rzeczywiście proponuje też rozmowy, proponuje dialog.

Czyli jest jakieś zielone światło?

Zielonym światłem jest kulminacja obchodów, komisja kultury Senatu. Senat stanął po stronie tych, którzy chcą rzeczowej dyskusji. Szczególnie z autorami i właścicielami.

Jakie będzie najważniejsze wydarzenie wieńczące obchody?

Subiektywnie dla mnie wiec poparcia dla demokratów Białorusi. Bo nasze obchody zawsze mają swój kontekst.

Kiedy?

O godzinie 20:00 31 sierpnia. I powiedzmy sobie szczerze – to jest dramatyczny kontekst, bo to jest przyszłość Europy, ale to jest też proces, który się rozpoczął w 1991 roku. Czyli jest to część nadal naszej rewolucji, to są nadal te rewolucje, które nie doprowadziły do demokracji i wolności. Ale zwracam uwagę od wielu lat, od momentu otwarcia ECS-u tradycją jest to, że Lech Wałęsa, z obywatelami, otwiera o 10 bramę numer dwa.

Symboliczne otwarcie nawiązuje do tradycji.

Symboliczne otwarcie było symbolem zwycięstwa. Tak jak w grudniu tradycyjnie składamy kwiaty pod pomnikiem poległych stoczniowców, tak teraz składamy kwiaty przed bramą, ale właściwie ją otwieramy i otwieramy całą przestrzeń Stoczni na miasto, miasto na stocznię.         

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA