fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Berlin: Nie wiadomo, czy pomnik upamiętniający ofiary niemieckiej okupacji w Polsce powstanie

fot. United States Holocaust Memorial Museum
W sprawie projektu pomnika w Niemczech poświęconego wojnie i okupacji w Polsce nic już nie jest pewne. Ani to, czy miałby stanąć na Askanischer Platz (Placu Askańskim) w centrum Berlina, ani kiedy miałoby to nastąpić, ani też to, czy w ogóle powstanie.

A to dlatego, że w Bundestagu zaczęto poważnie rozważać ideę wspólnego miejsca pamięci dla wszystkich cywilnych ofiar niemieckich zbrodni nazistowskich w całej Europie. Od Pirenejów po Ural, jak to ujęto w najnowszej propozycji.

Zgłosił ją prof. Wolfgang Benz, przewodniczący rady naukowej Fundacji Pomnika Pomordowanych Żydów Europy, tzw. pomnika Holokaustu, w sąsiedztwie Bramy Brandenburskiej. – Dostrzegamy w tym projekcie (tzn. pomnika dla polskich ofiar – przyp. red.) niebezpieczeństwo nacjonalizacji pamięci – napisał w imieniu rady naukowej do przewodniczącego Bundestagu Wolfganga Schäublego (CDU), znanego zwolennika miejsca pamięci polskich ofiar. Zwrócił uwagę, że pojawić się mogą inne żądania narodowe, co już słychać w środowisku ukraińskim.

– Jestem świadom argumentów za i przeciw wobec pomnika polskich ofiar – napisał w Wolfgang Schäuble w odpowiedzi na list prof. Benza. Zwrócił jednak uwagę, że nadal wspiera pomysł „wywodzący się z centrum parlamentu”.

SPD ma wątpliwości

Inicjatorem upamiętnienia sześciu milionów ofiar niemieckich zbrodni na ziemiach polskich był w listopadzie 2017 r. Florian Mausbach, 73-letni wtedy emerytowany urbanista, który był w przeszłości inicjatorem kilku innych pomników związanych z upamiętnieniem żydowskich ofiar nazizmu.

Polska miała być wyróżniona, bo od napadu na nią zaczęła się druga wojna światowa i tu proporcjonalnie było najwięcej ofiar. Pomysł poparła ponad setka niemieckich polityków, ludzi nauki i działaczy społecznych. Przed rokiem apel w tej sprawie poparli przedstawiciele pięciu frakcji w Bundestagu, a więc zdecydowana większość parlamentu. Nie chciała nic o tym słyszeć jedynie skrajnie prawicowa AfD.

Ale już wtedy w postkomunistycznej Lewicy dały się słyszeć głosy, czy nie lepiej opowiedzieć się za „jednym centralnym miejscem pamięci” poświęconym ofiarom niemieckiej wojny w Europie Wschodniej. A więc wspólnego dla Polaków, Białorusinów, Ukraińców i innych narodów.

Po liście Benza wątpliwości pojawiły się we frakcji SPD, partnera koalicyjnego CDU/CSU, gdzie zwolenników znalazła idea utworzenia ośrodka informacji i dokumentacji poświęconego niemieckiej okupacji w całej Europie.

– Mamy rzeczywiście problem. Na porządku dziennym są więc obecnie dwa pomysły: pomnika polskich ofiar oraz pomnika uwzględniającego ofiary w całej Europie. Uważam, że nie muszą się one wykluczać i nic nie powinno stać na przeszkodzie aby zostały zrealizowane niezależnie od siebie – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Dietmar Nietan, poseł SPD od początku zaangażowany w ideę nowego pomnika. Jest dobrej myśli i wskazuje, że za tym pomysłem nadal opowiada się przewodniczący Bundestagu jako prominentny polityk CDU, a także Heiko Mass, szef dyplomacji z SPD. Nietan zapewnia, że jest też w stałym kontakcie z Paulem Ziemiakiem, sekretarzem generalnym CDU urodzonym w Szczecinie, który rozumie problem i go wspiera.

Benzowi się nie odmawia

Nikt w Niemczech nie może ignorować zdania prof. Benza, znanego historyka zajmującego się badaniami nad antysemityzmem. Ma poparcie w środowiskach żydowskich nie tylko w Niemczech – mówi mój rozmówca z kręgów niemieckiego MSZ w Berlinie, pragnący zachować anonimowość.

Zwraca uwagę, że znaczna część społeczności żydowskiej w Niemczech wywodzi się z byłego ZSRR, co może mieć wpływ na opinię prof. Benza. Realizacja jego idei sprowadza się do ponownego uhonorowania żydowskich ofiar niemieckiego nazizmu, poza istniejącym pomnikiem Holokaustu.

– Uważam, że jego pomysł jednego miejsca dla ofiar niemieckiej okupacji od Pirenejów po Ural może doprowadzić w przypadku Polski do relatywizacji znaczenia paktu Ribbentrop-Mołotow. Grozi to nieuwzględnieniem wydarzeń pomiędzy napaścią III Rzeszy na Polskę a rozpoczęciem wojny Niemiec z ZSRR – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Stefan Troebst, historyk.

Zwraca uwagę na rosnącą w SPD akceptację strategii politycznej zakładającej konieczność porozumienia z putinowską Rosją, co może być jedną z przyczyn zmiany postawy części posłów SPD w sprawie pomnika polskich ofiar.

– Powinniśmy być świadomi, że projekt tego pomnika jest swego rodzaju papierkiem lakmusowym dla niemiecko-polskiej współpracy w dziedzinie polityki historycznej. Stawianie tu znaków zapytania czy też fiasko projektu oznaczałoby otwarcie pola do manipulowania polityką historyczną w relacjach polsko-niemieckich. Wzmocniłoby też w Polsce obawy, występujące nie tylko po jednej stronie sceny politycznej, że Niemcy kreślą grubą linię w odniesieniu do niemieckich zbrodni w czasie wojny w Polsce – mówi „Rzeczpospolitej” poseł Zielonych Manuel Sarrazin, przewodniczący polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej w Bundestagu. Jest przekonany, że projekt uda się zrealizować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA