fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

II wojna światowa. Nieznana bitwa o Kaukaz

Niemiecka artyleria przeciwlotnicza na Kaukazie, początek września 1942 r.
getty images
W 1942 r. hitlerowska armia rozpoczęła ofensywę na Kaukaz. Oficjalnie chodziło o zdobycie pól naftowych i wywalczenie szlaku do brytyjskich Indii. Ale czego na Kaukazie szukała z uporem formacja SS „Ahnenerbe”? I dlaczego po wojnie Sowieci ogłosili rejon hitlerowskich badań strefą zamkniętą?

21 sierpnia 1942 r. hitlerowscy alpiniści zdobyli Elbrus i zatknęli sztandar ze swastyką na szczycie najwyższej góry Europy (5642 m n.p.m.). Elitarny oddział należał do dywizji górskiej „Edelweiss” (Szarotka), której żołnierzami byli tyrolscy górale.

Cztery miesiące wcześniej zbrodniarz wszech czasów zatwierdził plan podboju Kaukazu o kryptonimie identycznym z nazwą górskiej dywizji. W operacji „Szarotka” Berlin chciał zdobyć pola naftowe Groznego i Baku. To stamtąd pochodziło 90 proc. sowieckiego paliwa niezbędnego w zmechanizowanej wojnie. Ponadto Hitler marzył o podboju brytyjskich Indii, a najkrótszy szlak prowadził przez Kaukaz. Gdyby plany zdobycia Azerbejdżanu, Gruzji i Armenii doszły do skutku, to, jak kalkulował Berlin, przyłączenie Turcji do państw Osi byłoby tylko kwestią czasu.

Operacja „Szarotka”

W maju 1942 r. kilkusettysięczna Grupa Armii „A” ruszyła do gwałtownego natarcia na Kubań i Północny Kaukaz. Przez sześć miesięcy padały kolejne linie sowieckiej obrony. W hitlerowskie ręce wpadły: Adygeja (Czerkiesja), Kałmykia, Kabardo-Bałkaria, Północna Osetia (Alania) oraz znaczne obszary Czeczeno-Inguszetii. Impet natarcia zatrzymał się dopiero na początku października. Potem był Stalingrad, po którym Grupa Armii „A” zagrożona odcięciem pospiesznie zrejterowała na Ukrainę.

Tyle oficjalna historia, zza której mimo krótkiej okupacji wyzierają zagadki. Dlaczego w sierpniu, gdy sowiecka obrona tężała, Berlin odwołał z frontu 40 tys. żołnierzy? Cały korpus górski rzucono do zdobywania najwyższego pasma w Kabardo-Bałkarii. Rzekomo po to, aby strzelcy alpejscy przełęczami wdarli się do Gruzji. W takim razie dlaczego pokonanie Elbrusu wywołało u Hitlera atak furii? O jego niezwykłej sile wspominał po latach minister przemysłu Albert Speer. Hitler krzyczał, że strzelców alpejskich trzeba oddać pod sąd polowy: gdy ważą się losy wojny, elitarna formacja dokonuje bezsensownych popisów.

Swanetia – kraina kamiennych wież i ośnieżonych szczytów. Trzypiętrowe baszty mają wejście na poziomie pierwszego piętra i tylko jedno okno zwrócone zawsze na południe
shutterstock

Pewna wersja mówi, że złość Hitlera wynikała z niesubordynacji Heinricha Himmlera, który stał za alpinistycznym wyczynem. Z tym, że dowódcą SS nie kierowały potrzeby militarne, tylko okultystyczne, o czym nie raczył powiadomić wodza.

Autorzy innego scenariusza twierdzą, że było odwrotnie. Hitler się wystraszył, że głośne propagandowo zdobycie Elbrusu zwróci uwagę przeciwnika i Sowieci pokrzyżują plany mistycznej operacji, z którą wiązał ogromne nadzieje.

Oba warianty związane są z ezoteryką zajmującą wśród elit III Rzeszy niepoślednie miejsce. Okultyzm tłumaczy na pozór nieracjonalne postępowanie hitlerowców. Po co podnóża Elbrusu otoczyły oddziały pancernej dywizji SS „Wielkie Niemcy”? Czemu służyło lotnisko zbudowane natychmiast na stokach góry?

Wyróżnia się również odmienna polityka Berlina wobec rdzennych mieszkańców. Zgodnie z rasową teorią kaukaskie narody uznano za aryjskie, a więc sojusznicze, co było nie do pomyślenia ze Słowianami. Kaukaz był jedynym regionem okupowanego ZSRR, w którym pozwolono rozwiązać kołchozy.

Kaukaskie dolmeny pochodzą z II–III w. p.n.e. Wyglądają niczym starożytne bunkry z jedną strzelnicą
shutterstock

Istnieją także fakty świadczące o skrajnej determinacji III Rzeszy w poznaniu lub ukryciu tajemnic Kaukazu. Dlaczego hitlerowski oddział dywersyjny przedzierał się przez sowieckie linie, aby wystrzelać stado żubrów w górskim rezerwacie? Czego latem 1944 r. szukał na Kaukazie niemiecki desant spadochronowy, w czasie gdy front wschodni stał na Wiśle?

Tajemnice

Aby choć częściowo rozwikłać hitlerowskie zagadki, trzeba odwołać się do historii. Pisarz Ernst Junger jako niemiecki oficer czasowo przebywał w Rosji. Zanotował: „Kaukaz to coś więcej niż kolebka narodów, języków i ras. Jak w skarbcu chroni stworzenia, rośliny oraz kulturę Europy i Azji”.

Z taką opinią trudno się nie zgodzić, spojrzawszy na mapę. Kaukaz stanowi najkrótszą drogę pomiędzy Wschodem i Zachodem. Historia regionu jest tak burzliwa, jak intensywne były wędrówki ludów. Od zamierzchłych wieków kaukaską bramą przechodzili Kimeryjczycy, Scytowie, Sarmaci, Hunowie i Goci. Ich spadkiem jest 50 miejscowych narodowości, a przede wszystkim antropologiczne pojęcie kaukaskiej, czyli europejskiej rasy. Z kolei o szlaki handlowe walczyły imperia helleńskie, rzymskie, bizantyjskie, a wreszcie tureckie, rosyjskie i perskie. Pozostawiły po sobie mieszankę kulturową i mnóstwo zaginionej wiedzy przodków, która przetrwała w krzywym zwierciadle lokalnych wierzeń.

Najprościej odwołać się do konkretnych przykładów. Najstarsza zagadka Kaukazu wiąże się z losami Noego, który w czasie potopu zacumował Arkę na górze Ararat. Z kolei Hellenowie nazywali region Kolchidą sławioną w micie o wyprawie Argonautów po Złote Runo.

Prawdziwą łamigłówką archeologii jest Ściana Abchaska, kamienne umocnienia o wysokości 12 metrów, wzmocnione 160 basztami. Ciągną się nieprzerwanie przez 120 km i do dziś nie wiadomo, kim byli budowniczy: gruzińskimi władcami czy bizantyjskimi inżynierami?

Kaukaz jest także skarbcem w bardzo dosłownym sensie. W 1918 r. Rada Kozacka, uchodząc przed bolszewikami, ukryła w górach złote rezerwy Wojska Dońskiego szacowane obecnie na 5 mld dolarów.

Lecz największymi zagadkami o wręcz mistycznym wymiarze są liczne anomalie. Za takie uznaje się trzy tysiące dolmenów pochodzących z II–III w. p.n.e. Ich sakralną moc potwierdzać mają pomiary energetyczne, ale prawdziwe przeznaczenie nie jest znane. Z pewnością nie były miejscami pochówku. Bogato zdobione wyglądają raczej jak starożytne bunkry z jedną strzelnicą. A przecież kultura dolmenów przyszła raczej z Afryki i Hiszpanii.

A co powiedzieć o źródłach naturalnej radioaktywności w adygejskim Kanionie Kiszynskim albo o klasztorze wykutym w abchaskich skałach, którego budowniczym był jeden z 12 apostołów? Przecież Ormianie oraz Gruzini należą do najstarszych wspólnot chrześcijańskiego świata.

Bez względu na postęp nauki świat zadziwia długowieczność mieszkańców Kaukazu. Liczne badania nie dały jednoznacznej odpowiedzi. Za jedno ze źródeł „wiecznej młodości” uważana jest woda o unikalnym składzie chemicznym.

Nierozwiązana pozostaje również przeznaczenie wież Swanetii. To górska część Gruzji słynąca ze średniowiecznych budowli. Trzypiętrowe baszty mają wejście na poziomie pierwszego piętra i tylko jedno niewielkie okno zwrócone zawsze na południe.

Czego zatem z taką zawziętością szukali na Kaukazie hitlerowcy? Oficjalna historia mówi o ropie naftowej i innych surowcach przydatnych w prowadzeniu wojny. Alternatywna snuje natomiast rozważania wokół miejscowych tajemnic. Przecież okupacyjnej eksploracji dokonały oddziały SS „Ahnenerbe”, a nie cywilni specjaliści.

Kaukaska matrioszka

„Ahnenerbe” to skrót od Dziedzictwa Niemieckich Przodków, paranaukowego towarzystwa powstałego w latach 30. XX w. wcielonego następnie przez Himmlera do imperium SS. W polu zainteresowań znalazły się wszystkie artefakty, które udowadniały aryjskie, a więc boskie pochodzenie rasy niemieckich „nadludzi”. SS nie skąpiło środków na pseudobadania szarlatanów w mundurach z trupią czaszką. Ściśle tajne wyprawy docierały do Tybetu, na Antarktydę oraz do Ameryki Południowej. Od 1939 r. „Ahnenerbe” przystąpiło do rabunku skarbów kultury podbitych narodów oraz archeologicznej eksploracji okupowanych terenów.

Nie inaczej było na Kaukazie, którym Niemcy interesowali się na długo przed wojną. Hitlerowscy szpiedzy podający się za sportowców zdobyli najważniejsze szczyty górskie i spenetrowali sieć komunikacyjną. Ba, jako sojusznicy Stalina budowali nawet kaukaskie drogi. Dlatego w 1942 r. III Rzesza dysponowała mapami lepszymi niż ZSRR. SS doskonale wiedziało, czego szuka, i właśnie dlatego umiejętnie kamuflowało działania, co tworzy z tajemnic „Ahnenerbe” swoistą matrioszkę.

Pierwszą hipotezą jest Święty Graal. Hitler przywiązywał wręcz maniakalną wagę do relikwii, np. Włóczni Świętego Maurycego. Na poszukiwania Graala przemawiają historyczne fakty. Już w XIX w. rosyjscy i europejscy naukowcy wysnuli tezę, że pewne grupy etniczne Kaukazu są potomkami krzyżowców, którzy po odwrocie z Ziemi Świętej osiedli w chrześcijańskiej Gruzji i Armenii. Nieprzypadkowo, ponieważ ich zadaniem było ukrycie i strzeżenie tajemniczych relikwii wywiezionych z Jerozolimy przez templariuszy. Mają o tym świadczyć broń, zwyczaje, pamiątki architektury obronnej oraz sakralnej zadziwiająco zbieżne z europejskim stylem romańskim. Na początku XX w. teorię tę badał nawet opat jednego z włoskich klasztorów benedyktyńskich, który udał się na Kaukaz w poszukiwaniu zaginionych manuskryptów wczesnochrześcijańskich.

Lecz Graal mógł być tylko hitlerowską dezinformacją. Prawdziwym celem zajęcia Elbrusu było nawiązanie kontaktu ze światami równoległymi. Na pozór brzmi niedorzecznie, a jednak III Rzesza odwoływała się do tradycji starogermańskich opiewanych w sagach lub zapisanych alfabetem runicznym. Bogowie tacy jak Thor nie przybywali z chrześcijańskiego nieba, ale władali królestwami w rodzaju mitycznego raju wojowników – Asgardu. Początkowo „Ahnenerbe” poszukiwało portalu do boskich krain w Tybecie. Ale ponoć lamowie przyznali, że wiedza o świecie równoległym przyszła do nich z Zachodu, a więc z Kaukazu. Tak hitlerowscy okultyści wytypowali Elbrus na bramę czasu i przestrzeni. Wyjaśnia się przeznaczenie wysokogórskiego lotniska. Z miejscowych relacji wynika, że samoloty przetransportowały 60 specjalistów „Ahnenerbe”, w tym grupę tybetańskich mnichów, którzy mieli odprawić rytuały nawiązania łączności z obcymi bytami. Co ciekawe, cała ekspedycja zaginęła bez śladu, ale na jej trop naprowadza tzw. zamarznięta kompania SS.

W XXI w. alpiniści odkryli niedaleko szczytu ponad 100 ciał żołnierzy SS wmarzniętych w lodowiec. Sylwetki można dostrzec i zidentyfikować dzięki warstwie przezroczystego lodu. Nie wyglądają na ofiary lawiny, a raczej na strażników naukowego obozu. Wiadomo, że kilka oddziałów chroniło okultystyczną ekspedycję.

I wreszcie: tezę o portalu ma potwierdzać najnowsze znalezisko. Kabardyjski pustelnik przyniósł do miejscowego muzeum przenośny kontener z napisem „Ahnenerbe” i wygrawerowanymi runami ochronnymi. Wewnątrz znajdowały się dwie czaszki istot niepodobnych do ludzkich ani zwierzęcych. Jakoby nie posiadają szczęk, a w ich miejscu jedynie koncentryczne otwory. Co prawda, antropolodzy z Petersburga są zdania, że to efekt skamienienia piasku. Czaszki najprawdopodobniej długo leżały w górskim strumieniu. Jednak dla zwolenników alternatywnej historii to dowód, że SS poszukiwało śladów obcej cywilizacji.

Są też inne teorie, a jedna z nich mówi, że Niemcom chodziło o wodę z wysokogórskich źródeł Kabardo-Bałkarii. Ze względu na unikalny skład chemiczny okazała się idealnym surowcem do wytwarzania ludzkiej plazmy, niezbędnej w ratowaniu setek tysięcy rannych żołnierzy.

Kolejna tajemnica łączy się z dolmenami. Jak twierdzi miejscowa ludność, hitlerowcy atakowali szczególnie zajadle dolinę z największą liczbą artefaktów. Mimo ogromnej przewagi nie dotarli do celu ze względu na doskonałe rozmieszczenie sowieckich pozycji obronnych. Tyle że te znajdowały się wokół dolmenów, które już starożytni zbudowali w strategicznych punktach. A jako że antyczni przodkowie nie znali karabinów maszynowych, dzisiejsi entuzjaści tajemnic przeprowadzili badania. Okazało się, że dolmeny są wzmacniaczami akustycznego lub elektromagnetycznego rezonansu. Inaczej mówiąc, są bronią, której używają współczesne policje świata do rozpędzania demonstracji. Fale dźwiękowe określonej częstotliwości atakują zmysły, zmuszając ludzi do ucieczki. W przypadku dolmenów wielką niewiadomą pozostaje jednak źródło antycznego zasilania.

Na koniec trzeba wspomnieć, że „Ahnenerbe” penetrowała nie tylko Kaukaz. Podobne badania prowadzono pod Murmańskiem, w poszukiwaniu śladów cywilizacji hiperborejskiej. Na sąsiednim Krymie zbrojne ekspedycje SS tropiły skarb Gotów wykopany przed wojną z kurhanu. Było to jedno z największych odkryć archeologicznych w ZSRR o wartości na miarę Bursztynowej Komnaty.

Sowieci wprawdzie ewakuowali artefakty z Krymu, ale w walkach odwrotowych stracili nad nimi kontrolę. Ostatnie informacje dotyczą oddziału dywersyjnego otoczonego na Kaukazie przez pacyfikacyjną grupę SS. Skarb do dziś uważa się za zaginiony, czeka on być może wśród tamtejszych gór na swoich odkrywców. Coś musi być na rzeczy, skoro miejsca hitlerowskich badań tuż po wojnie ogłoszono zamkniętą strefą wojskową. Zakaz wstępu obowiązywał, aż do lat 60. XX w.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA