fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Aleksandr Gurjanow: Milej jest słuchać o zwycięstwach

Kolumna wojsk sowieckich na obszarach Polski - wrzesień 1939 roku
Fotorzepa/ Repr. Piotr Mecik
Kreml poczuł się urażony, że odpowiedzialnością za wybuch II wojny obarczono i III Rzeszę, i ZSRR - mówi „Rzeczpospolitej” Aleksandr Gurjanow, rosyjski historyk ze stowarzyszenia Memoriał.

Rzeczpospolita: W poniedziałek w rządowej rosyjskiej stacji Rossija 1 jeden z „ekspertów" stwierdził, że Polska i państwa bałtyckie „przygotowują się do kolejnej wojny" z Rosją. Antypolska kampania propagandowa w rządowych mediach nasila się od kilku tygodni. Dlaczego Polska znalazła się na celowniku Kremla?

Aleksandr Gurjanow: Nie oglądam tej telewizji i nie sięgam do rządowym mediów. Słyszałem o tym, że antypolska kampania trwa, to krytykują niezależne media takie jak Nowaja Gazeta, radio Echo Moskwy czy stacja Dożd. Dlaczego tak się dzieje? Słyszałem takie opinie, że to nerwowa reakcja Kremla odnośnie wrześniowej rezolucji Parlamentu Europejskiego, który uznał zrównał odpowiedzialność III Rzeszy i ZSRR co do wybuchu II wojny światowej. Takie opinie wygłasza się na Zachodzie już od trzydziestu lat. Rządzący w Rosji, którzy odwołują się do legendy o zwycięstwach i ofiarności Związku Radzieckiego jako wyzwoliciela Europy od faszyzmu, poczuli się urażeni. Zwłaszcza w obliczu zbliżających się obchodów 75. rocznicy z okazji zwycięstwa. Stalinowski Związek Radziecki ponosi odpowiedzialność za rozpętanie II wojny światowej, ale odpowiedzialność ta była nieco mniejsza. ZSRR był takim młodszym partnerem i wspólnikiem hitlerowskich Niemiec jeżeli chodzi o wybuch wojny, to moje zdanie.

Władimir Putin obarczył jednak niedawno odpowiedzialnością za wybuch II wojny światowej Polskę.

Nie właściwie jest porównywać układ monachijski z paktem Ribbentrop-Mołotow, który zawierał tajny protokół o rozbiorze terytorium Europy Wschodniej. Układ monachijski nie przewidywał jakichś terytorialnych ekspansji Anglii czy Francji, którzy próbowali ugodzić Niemcom by ograniczyli swoją agresję wyłącznie do Sudetów. Tymczasem pakt Ribbentrop-Mołotow został podpisany głównie z tą myślą o ekspansji terytorialnej ZSRR. Chodzi o połowę terytorium przedwojennej Polski, państwa bałtyckie, północna Bukowina, Besarabia. Różnica więc pomiędzy partem ZSRR z Niemcami i układem monachijskim jest jakościowa i tych dwóch rzeczy nie wolną zrównywać.

A czy w rosyjskiej przestrzeni publicznej jest miejsce na inną, nie radziecką, wykładnie historii Rosji? Tej drugiej ciemniejszej strony historii ZSRR.

Niezależni media próbują walczyć z taką oficjalną wykładnią historii oraz wszechstronnie przedstawiają informacje na temat przyczyn wybuchu II wojny światowej. Jest nieudolne z punktu widzenia naukowego Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne, którego honorowym przewodniczącym jest Władimir Putin, a przewodniczącym minister kultury. Z drugiej zaś strony jest Wolna Towarzystwo Historyczne, a także są czasopisma Ekspertyza Historyczna i Dyletant. Tam jest poddawana analizie i jest demaskowana oficjalna fałszywa narracja historyczna. Prawda jest taka, że takie media nie mają dużej ilości odbiorców, ale oni są i wciąż walczą w miarę swoich sił.

Rozumiem, że oficjalne media i władze przedstawiają historię ZSRR wyłącznie w pozytywnych barwach?

Taka narracja jest łatwiej połykana przez masowego odbiorcę. Tu chodzi o komfort psychologiczny człowieka. Z punktu widzenia psychologicznego trudniej jest zastanawiać się i uświadamiać, że twoje państwo robiło straszne rzeczy. Łatwiej jest przyjmować informacje o tym, że twoja ojczyzna w swojej historii miał wyłącznie ciąg wybitnych zwycięstw i osiągnięć. Tak jest łatwiej i spokojniej żyć.

Wiele wskazuje na to, że Władimir Putin będzie miał taki komfort psychologiczny podczas Światowego Forum Holokaustu w Izraelu, które ma odbyć się 23 stycznia. Nie pojedzie tam prezydent Andrzej Duda, ponieważ którego wystąpienia nie przywidzieli organizatorzy z instytutu Yad Vashem.

Nie jestem pewnie czy Izrael odmówiłby prezydentowi Polski pod jakąś presją Moskwy. Wydaje mi się, że gdyby polska strona okazała stanowczość i nalegała w tej sprawie, prezydent Duda otrzymałby taką możliwość, ale to moje przypuszczenia. Z mojego punktu widzenie polski prezydent powinien być 23 stycznia w Izraelu i powinien mieć możliwość wystąpienia podczas tej uroczystości. Co prawda, byłoby wtedy ryzyko wybuchu jakiegoś skandalu, mogłoby dojść do jakieś wymiany zdań pomiędzy prezydentem Rosji i Polski.

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA