fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

"Haaretz": W Warszawie zapomniano o jednym: o Żydach

AFP
Prawicowy nacjonalistyczny rząd w Polsce może świętować wielkie zwycięstwo. W długiej wojnie o „kulturę pamięci” - cel, który postawił sobie po dojściu do władzy w 2015 r. - wczoraj został zdobyty ostatni bastion - pisze korespondent izraelskiego dziennika "Haaretz" Ofer Aderet o uroczystościach związanych z 80. rocznicą wybuchu II wojny światowej.

"Po uznaniu przez Izrael w ubiegłym roku polskiej narracji, podkreślającej cierpienie narodu polskiego i minimalizującej jego udział w powodowaniu cierpienia innego narodu - teraz Niemcy i Stany Zjednoczone również są przekonane o słuszności polskich roszczeń" - pisze korespondent.

Aderet zauważa, że podczas wczorajszych uroczystości, odbywających się w Wieluniu, Gdańsku i w Warszawie, wszyscy mówcy - od prezydenta Andrzeja Dudy, przez niemieckiego prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera i wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a - wszyscy mówili o polskich ofiarach i polskim cierpieniu.

"Polacy zostali opisani jako bohaterowie i bojownicy o wolność, którzy ryzykowali życie dla całej Europy i zapłacili najwyższą cenę i w wojnie z Niemcami zapłacili najwyższą cenę: ich kraj przestał istnieć, ich miasta zostały zniszczone, a trzy miliony Polaków-chrześcijan zapłaciło życiem"  - czytamy w dzienniku.

Korespondent pisze, że jeszcze dalej w swoim przemówieniu poszedł prezydent Niemiec, który przeprosił Polaków za zbrodnie popełnione przez Niemców na ich narodzie i na ich ziemi i oddał hold polskim rodzinom, które zapłaciły najwyższą cenę, a nawet odważnie walczyły przeciwko niemieckiemu okupantowi. Wiceprezydent USA z kolei mówił, że Polska jest „narodem bohaterów”.

"Ale Żydzi - grupa, która zapłaciła najwyższą cenę w czasie II wojny światowej - byli prawie całkowicie nieobecni w przemówieniach, zgromadzeniach, ceremoniach i marszach" - pisze Aderet. "To prawda, że ??prezydent Duda wspomniał w jednym zdaniu, że polscy obywatele żydowskiego pochodzenia zostali uwięzieni w gettach i zesłani do obozów zagłady - ale dodał, że był to 'element terroru', który był udziałem 'całego' narodu polskiego".

"Możliwe, że organizatorzy ceremonii i mówcy czuli, że kalendarz jest pełen dni pamięci o żydowskiej Zagładzie i że teraz nadszedł czas, aby zwrócić uwagę na cierpienie narodu polskiego - na którego okupowanej ziemi miał miejsce Holokaust. Dowody takiego podejścia można znaleźć w komentarzu polskiego ambasadora w Niemczech Andrzeja Przyłębskiego pod koniec ubiegłego roku: 'Można by pomyśleć, że Hitler zajmował się głównie lub wyłącznie mordowaniem Żydów'" - cytuje Aderet

Autor zauważa, że można zrozumieć polską potrzebę radzenia sobie z cierpieniem podczas wojny. "Ale powinniśmy być wściekli, że cierpienia narodu żydowskiego -  zamordowanych podczas wojny  sześciu milionów ludzi, w tym połowa obywateli polskich - nie odbiła się echem oficjalnych państwowych uroczystościach" - pisze Aderet dodając, że kwestia ta została pominięta, jakby się  nigdy nie wydarzyła.

Ofer Aderet przypuszcza, że stało się tak dlatego, iż "organizatorzy uroczystości i prelegenci nie chcieli otworzyć puszki Pandory, ponieważ wszelkie wzmianki o żydowskich cierpieniach podczas Holokaustu wymagałyby rozwiązania delikatnej i złożonej kwestii roli, jaką odgrywali obywatele polscy w zbrodniach nazistów: znaczącej - według historyków polskich i izraelskich, minimalnej - według polskiego rządu i innych polskich historyków".

Bez względu jednak na to, jakie były przyczyny tego pominięcia, Aderet uważa, że "przeprowadzenie sponsorowanego przez państwo międzynarodowego  wydarzenia poświęconego wybuchowi II wojny światowej bez odniesienia do jej żydowskich ofiar, jest wypaczaniem historii".

Dziennikarz zauważa też, że również Izrael ponosi za tę sytuację odpowiedzialność, bo to władze Izraela podpisały z Polską wspólną deklarację, w której antysemityzm jest utożsamiany z antypolonizmem,  podkreśla się, że "wielu" Polaków ratowało Żydów, a bagatelizuje fakt udziału Polaków w zbrodniach nazistów.

Aderet zauważa, że Izrael odmawia podania nazwisk osób, które ze strony izraelskiej były autorami tej "kontrowersyjnej wspólnej deklaracji" - jak ją nazywa.

"Możliwe, że priorytetem była polityka zagraniczna Izraela. Ale nie ma wątpliwości, że ta polityka podważa coś innego - pamięć ofiar Holokaustu" - konkluduje Ofer Aderet w "Haaretz".

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA