fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Operacja "Walkiria": Jak Niemcy chcieli obalić Hitlera

Bundesarchiv, Bild 146-1984-079-02 / CC-BY-SA 3.0 [CC BY-SA 3.0 de (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en)]
Przypadająca 20 lipca kolejna rocznica nieudanego zamachu na Hitlera z 1944 roku skłania, jak zawsze, do refleksji. Dla współczesnego społeczeństwa niemieckiego stanowi powód do dumy i ma świadczyć o tym, że nie wszyscy obywatele III Rzeszy dali się uwieść dyktatorowi i nie wszyscy godzili się na jego zbrodniczą politykę

Warto jednak wiedzieć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu większość Niemców uważała spiskowców - z płk. hr. Clausem von Stauffenbergiem na czele - za zdrajców, którzy zaplanowali zabójstwo Adolfa Hitlera, Naczelnego Dowódcy Wehrmachtu i wodza narodu niemieckiego w sytuacji, gdy wojska niemieckie doznawały klęsk na wszystkich frontach. A przecież śmierć wodza spowodowałaby chaos i przyspieszyłaby klęskę Niemiec.                                                                                                                                    

W tym kontekście warto się zastanowić, dlaczego grupa wyższych rangą oficerów i urzędników oraz część kół arystokratycznych, postanowiła wyeliminować Hitlera na 10 miesięcy przed całkowitą klęską „tysiącletniej” III Rzeszy i czy w Niemczech istniał antynazistowski ruch oporu?

Odpowiedź na to pytanie jest w zasadzie prosta. Kiedy III Rzesza zwyciężała, kiedy podporządkowała sobie kolejne państwa Europy (które bezlitośnie grabiła), wówczas o żadnym zorganizowanym ruchu oporu nie było mowy. Po klęsce „odwiecznego wroga” – Francji - zapanowała wprost euforia. Co prawda nie wszystkim Niemcom odpowiadał reżim hitlerowski, ale woleli go bezpiecznie przeczekać.

Chlubnym wyjątkiem była grupa młodzieży studenckiej z Monachium, na czele z 21-letnią Sofie Scholl, znana dziś pod nazwą „Biała Róża”, która w 1942 roku kolportowała ulotki nawołujące społeczeństwo niemieckie do opamiętania. Ulotki informowały także o zbrodniach hitlerowskich w okupowanych krajach, w tym i w Polsce. Bohaterscy konspiratorzy zostali jednak wkrótce ujęci przez Gestapo i straceni.

Opór wobec spodziewanej klęski

Zorganizowany spisek w kręgach wyższych rangą wojskowych i konserwatywnych kołach arystokratycznych zaczął się powoli zawiązywać po niespodziewanym wypowiedzeniu wojny Stanom Zjednoczonym, a zwłaszcza po klęskach Wehrmachtu na froncie wschodnim. W pewnym momencie zdano sobie sprawę, że tej wojny nie da się już wygrać - należy więc jak najszybciej zawrzeć rozejm z Aliantami zachodnimi, przerzucić wszystkie siły na front wschodni i ratować co się jeszcze da, łącznie za zdobyczami terytorialnymi. Jedyną przeszkodą na drodze do realizacji tych celów był Hitler, który nie chciał nawet słyszeć o jakimkolwiek zawieszeniu broni z Zachodem. Dlatego należało go wyeliminować. Dylematem dla spiskowców była konieczność złamania przysięgi wojskowej na wierność Fuhrerowi, ale kalkulowano, że po śmierci Hitlera, przysięga przestanie obowiązywać niemieckich żołnierzy.

Centrum wojskowe spisku tworzyli wojskowi skupieni wokół gen. Ludwika Becka, byłego szefa sztabu generalnego wojsk lądowych, który jeszcze przed wojną wystąpił z wojska, przestraszony awanturniczymi planami wojennymi Hitlera. Zamieszani w spisek byli także generałowie: Friedrich Olbricht, Hans Oster z Abwehry i Henning von Tresckow. Co ciekawe ten ostatni, podobnie jak wielu innych, był wcześniej entuzjastą nazizmu i Hitlera.

Później w centrum spisku znalazł się płk Claus von Stauffenberg. Płk Stauffenberg, arystokrata, dzielnie walczył za Fuhrera i III Rzesze. Brał udział w kampanii przeciwko Polsce w 1939 r. W listach do żony niepochlebnie wyrażał się o Polakach. Podkreślał, że w Polsce wszechobecny jest brud i bałagan i że wszędzie roi się od Żydów. Sugerował, że Polacy mogliby być parobkami w majątkach niemieckich. Później walczył w Afryce Północnej. Szybko awansował. W Afryce został ciężko ranny, stracił oko i rękę. Po wyleczeniu, będąc inwalidą, nadal pozostał w Wehrmachcie. W czerwcu 1944 roku, w stopniu pułkownika, objął stanowisko szefa sztabu Armii Rezerwowej dowodzonej przez gen. Fromma w Berlinie. W związku z tym stał się cennym nabytkiem dla spiskowców - sprawując taką funkcje miał bezpośredni dostęp do Hitlera, co było nieosiągalne nawet dla ważnych generałów.

Aby w pełni oddać sprawiedliwość spiskowcom trzeba nadmienić, że ważnym motywem ich działania była – oprócz nadchodzącej klęski Niemiec - także wiedza o ogromie zbrodni wojennych popełnianych przez SS, a także, niekiedy, i przez żołnierzy Wehrmachtu.

Raczej jakość niż ilość

Oprócz przywództwa wojskowego istniał też drugi krąg spiskowców, stanowiący centrum cywilnej opozycji. Na jego czele stali hr. Helmut Moltke i hr. Peter York. Carl Gordeler były burmistrz w Lipsku (gdzie nie dopuścił do usunięcia pomnika Mendelssohna, kompozytora pochodzenia żydowskiego), miał po Hitlerze objąć stanowisko kanclerza Niemiec. Spiskowcy spotykali się w Krzyżowej (Kreisau). Marion hrabina Donhoff,, również zamieszana w spisek, po wojnie orędowniczka polsko-niemieckiego pojednania, w swojej książce „W imię honoru” napisała że „ruch oporu w Trzeciej Rzeszy był raczej kwestią jakości niż ilości”. Ze słów tych wynika, że mimo znakomitych, nazwisk (hr. Moltke był potomkiem słynnego feldmarszałka, zwycięzcy w wojnie prusko francuskiej z 1870 r) spiskowców nie było zbyt wielu. Warto też wiedzieć, że przyszły kanclerz Gordeler zakładał jako jeden z warunków zawieszenia broni z Aliantami po zabójstwie Hitlera, uznanie granic Rzeszy według stanu z 1914 r., a ponadto przyłączenie Austrii do Niemiec oraz Sudetów zabranych Czechosłowacji. Nie trzeba chyba dodawać, że według koncepcji spiskowców zarówno cywilnych, jak i wojskowych, powojenna Polska miała być pozbawiona Poznańskiego, Śląska z Katowicami, Pomorza z Gdańskiem, Powiśla, a także Warmii i Mazur.

Zgodnie z planem spiskowców, przygotowanym pod kryptonimem „Walkiria”, zabicie Hitlera miało być tylko „zapalnikiem”, W pierwszej fazie zamachu błyskawicznie miały zostać zajęte dzielnice rządowe, stacje radiowe, ważne punkty dowodzenia oraz centrale łączności. Oddziały SS miały być zneutralizowane. Później przewidywano, że wszystkie kluczowe stanowiska rządowe i wojskowe oraz administracyjne uda się obsadzić odpowiedzialnymi osobami. Naczelnym dowódcą Wehrmachtu miał zostać feldmarszałek Erwin von Witzleben.

A gdyby zamach się udał?

Jak powszechnie wiadomo, operacja „Walkiria” nie powiodła się. Mimo eksplozji ładunku wybuchowego podłożonego przez Stauffenberga w sali, gdzie odbywała się narada w Wilczym Szańcu pod Kętrzynem, Hitler ocalał i odniósł tylko niegroźne obrażenia. Gdy po kilku godzinach przemówił przez radio, pucz został stłumiony. Gen. Fromm kazał natychmiast rozstrzelać gen. Olbrichta, płk. Stauffenberga, płk. Quirnheima i por. von Haeftena na dziedzińcu Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu. Fromm bał się, że spiskowcy w śledztwie mogą wymienić jego nazwisko. Niewiele mu to pomogło, bo też został skazany na śmierć. Rozwścieczony Himmler nakazał rozstrzelanych spiskowców odgrzebać, pozdejmować im odznaczenia a ciała skremować. W sumie po 20 lipca stracono ponad 200 osób, w tym feldmarszałka von Witzlebena, 19 generałów i wielu oficerów, ambasadorów, dyplomatów, szefa policji kryminalnej i innych. Łącznie represje dotknęły ok. 5 tys. osób.

A co by się stało gdyby zamach się udał? Myślę, że spiskowcy mogliby się srogo rozczarować. Celem Aliantów była walka do końca, zakończona bezwarunkową kapitulacją Niemiec. Już na konferencji w Casablance, w styczniu 1943 r., ustalił to prezydent USA Franklin Delano Roosevelt z premierem Wielkiej Brytanii Winstonem Churchillem. Zaakceptował to także Józef Stalin. Znamiennym w tym względzie może być fakt zakazania brytyjskim służbom specjalnym prowadzenia jakiejkolwiek operacji mających na celu zabicie Hitlera.

Wydaje się, że fiasko „Walkirii” było także korzystne dla Polski. Wyobraźmy sobie, że zamach się udał i Hitler zginął a Alianci zachodni, nie czekając na Stalina, zgodzili się na zawieszenie broni z Niemcami i zakończyli wojnę na Zachodzie. I co by się stało z naszą granicą z zachodnią? Tak zwane Ziemie Odzyskane liczą 103 tys. km kw., czyli ok. 30% terytorium dzisiejszej Polski.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA