fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

D-Day: Zwycięstwo we własnym gronie

6 czerwca 2019 r. Donald Trump i Emmanuel Macron z małżonkami w Normandii
AFP
Trzecia Rzesza została pokonana przez Amerykę, Wielką Brytanię i Francję – wynika z obchodów 75. rocznicy D-Day.

Donald Trump wykonał w czwartek elegancki gest pod adresem naszego kraju. W przemówieniu w Colleville-sur-Mer, gdzie znajduje się jeden z amerykańskich cmentarzy wojennych, prezydent USA wymienił „dzielnych Polaków" na trzecim miejscu po Brytyjczykach i Kanadyjczykach, oddając hołd bohaterom lądowania w Normandii. Dopiero później przeszedł do długiego opisu heroizmu własnych rodaków.

Przemawiający chwilę wcześniej Emmanuel Macron potraktował Polskę już mniej hojnie. Znaleźliśmy się w jego przemówieniu na ostatnim miejscu wśród narodów, które brały udział w wyzwoleniu Normandii, choć prezydent przyznał, że „rola polskich czołgów okazała się decydująca przy zamknięciu worka w Falaise".

27 milionów ofiar

W czwartek za sprawą Macrona Francja odkryła, że jej żołnierze jednak brali udział 6 czerwca w operacji Overlord. Chodzi o oddział kierowany przez Philippe'a Kieffera: 177 ludzi, z których 10 zginęło w dniu lądowania w Normandii, a 10 dalszych – w kolejnym tygodniu. Ich pamięci francuski przywódca poświęcił oddzielną ceremonię w Caen. Ale w najlepszym przypadku chodzi tylko o zupełnie symboliczne uratowanie honoru kraju, skoro tego dnia lądowało na normandzkich plażach 132 tys. żołnierzy alianckich, a kolejnych 24 tys. zostało tego dnia zrzuconych z powietrza.

Mimo to dla prezydenta „przesłaniem Normandii" jest przede wszystkim alians Francji i Ameryki.

– Jesteśmy gotowi go odnowić – rzucił Macron, zwracając się do Trumpa. – Ameryka nigdy nie jest tak wielka jak wtedy, gdy jest wierna swoim uniwersalnym wartościom, których bronili jej ojcowie założyciele, kiedy prawie dwa i pół wieków temu Francja przyszła wesprzeć niepodległość Stanów – przekonywał francuski przywódca nieco protekcjonalnym tonem.

Mateusz Morawiecki, który poprzedniego dnia brał udział w obchodach rocznicy przygotowania do D-Day w Wielkiej Brytanii, do Normandii już nie przyjechał. Ale i bez tego udział Polski w operacji wyzwolenia Francji został zepchnięty na daleki plan. W samym Falaise już miesiąc temu został postawiony autentyczny amerykański Sherman, ale przed memoriałem ku czci ofiar ludności cywilnej. I – jak już wcześniej pisała „Rzeczpospolita" – dopiero 10 czerwca w obecności przedstawicieli lokalnych władz zostanie odsłonięty w miejscowości Plumetot pomnik ku czci polskich lotników, którzy brali udział w operacji wyzwalania Francji.

Ale czwartek, wielki dzień obchodów, poza ceremonią odsłonięcia kamienia węgielnego pod budowę w Ver-sur-Mer nowego memoriału ku czci brytyjskich żołnierzy Macron właściwie w całości poświęcił udziałowi Francji i Ameryki w pokonaniu III Rzeszy.

– To była jedna z największych krucjat, jakie znał świat. Chodziło po prostu o obronę cywilizacji – mówił w Colleville-sur-Mer o Amerykanach walczących z nazistami prezydent Trump.

Antony Beevor, brytyjski historyk i jeden z najbardziej znanych specjalistów od II wojny światowej, nie ma wątpliwości, że to jest pisanie na nowo historii, bo los Hitlera został przesądzony nie w D-Day, tylko zimą 1941 r., kiedy nie udało mu się zdobyć Moskwy, i rok później, gdy został odrzucony spod Stalingradu. Podczas gdy Związek Radziecki stracił w tym konflikcie 27 mln osób, to Ameryka – 67 razy mniej (400 tys.).

Jednak na uroczystości w Normandii Władimir Putin – podobnie jak Angela Merkel – nie został zaproszony, choć był obecny na plażach D-Day pięć lat temu, a więc tuż po zajęciu Krymu i rozpoczęciu walk w Donbasie.

Wytłumaczenie Pałacu Elizejskiego, że przedstawicieli Rosji zaprasza się tylko w rocznice dziesiętne, Francuzów najwyraźniej nie przekonały: 82 proc. z nich uważa, że Putin powinien jednak być obecny w ten czwartek we Francji – pokazuje sondaż „Le Figaro". Z naszych informacji wynika, że Polska wystosowała takie zaproszenie do Moskwy na 75. rocznicę wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Auschwitz 27 stycznia przyszłego roku.

Ocena społeczna

Zapewne biorąc pod uwagę, że nie może być w Normandii, rosyjski prezydent zaprosił właśnie tego dnia do Moskwy chińskiego przywódcę Xi Jinpinga: potężny symbol, że Rosja zwraca się na wschód kosztem Europy.

– Lądowanie w Normandii nie miało aż tak wielkiego znaczenia. To jest katastrofalna interpretacja historii – uznała rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.

Ta walka o pamięć historyczną i podporządkowanie jej bieżącej polityce trwa już od dłuższego czasu. Zachodni przywódcy odmówili udziału w wielkiej defiladzie z okazji 70. rocznicy zwycięstwa na placu Czerwonym 9 maja 2015 r. Wszystko to przekłada się jednak na ocenę społeczną dziejów. AFP przypomina, że w 1945 r. 57 proc. Francuzów uważało, że to Związek Radziecki ma największą zasługę w pokonaniu Hitlera, a tylko 20 proc. wskazywało na USA (12 proc. na Wielką Brytanię). Jednak w 2015 r. już tylko 23 proc. pytanych we Francji uważało, że to ZSRR ma główny udział w zwycięstwie nad III Rzeszą, podczas gdy 54 proc. przypisywało go Ameryce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA