fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Edward Mosberg: Winni są jedynie Niemcy

Fotorzepa/ Piotr Guzik
Gdyby nie zagłosowali na Hitlera, to nie byłoby nazistów i obozów koncentracyjnych – mówi Edward Mosberg.

Jak dbać o pamięć o Holokauście, gdy zabraknie świadków?

Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo mnie wtedy nie będzie. Ważne, by nie zapominać o tym, co dzieje się dzisiaj i o tym, co wydarzyło się kiedyś. Za Holokaust obwiniam naród niemiecki. Gdyby Niemcy nie głosowali na Hitlera, to nie byłoby nazistów, obozów koncentracyjnych, obozów zagłady, które Niemcy stworzyli na terenie Polski. Gdyby Niemcy nie głosowali wtedy za Hitlerem, nie byłoby tego wszystkiego.

Czy teraz dobrze dba się o pamięć?

Ja staram się nie zapomnieć. Po pierwsze, przypominam, żeby świat wiedział, że nie było polskich obozów zagłady czy obozów koncentracyjnych. To wszystko były obozy niemieckie, na terenie Polski. I musimy też pamiętać, że było bardzo wielu Polaków, którzy pomagali Żydom.

Jak pan reaguje na głosy, że to Polacy są współwinni?

Ja się z tym nie zgadzam. Polacy nie są winni, jedynie Niemcy. Są w Izraelu ludzie, którzy obwiniają Polskę, że zabitych zostało 200 tys. ludzi. Jeśli nie wie się dokładnie, to nie powinno się wypowiadać. Można powiedzieć, że byli zamordowani, ale nie dawać liczb z powietrza. W taki sam sposób można stwierdzić, ja mogę tak powiedzieć, że byli tacy, którzy pomagali. Było wtedy 25 mln Polaków, zatem można powiedzieć, że jeśli tylko 2 proc. spośród tych osób chciało pomagać Żydom, to już jest pół miliona.

Skąd bierze się określenie: „polskie obozy koncentracyjne"? Jak z tym walczyć?

Gdy takie myślenie pojawiło się w debacie publicznej rok temu, została wydana ustawa, stanowiąca, że za stwierdzenie „polskie obozy" można zostać ukaranym. Ja byłem z tej ustawy bardzo zadowolony. Poprzedni prezydenci Polski, od zakończenia komunizmu, nigdy nie mówili o tym, czy były polskie czy niepolskie obozy. I wtedy świat się nad tym nie zastanawiał. Gdy pojawiła się ta ustawa, cały świat oburzył się na Polskę za ustanowienie tej ustawy. Ja uważałem, że ta ustawa była bardzo dobra, ponieważ cały świat, choć był zły na Polskę, zrozumiał, że to nie były polskie obozy. To były niemieckie obozy – zagłady i koncentracyjne.

Wokół tej ustawy pojawiło się wiele kontrowersji, tak, że w końcu została zmieniona.

Wiem, że została zmieniona, ale to było dobrze przygotowane, że taka ustawa się pojawiła, ja byłem zadowolony z tego powodu, żeby nie posądzać o te obozy całego narodu polskiego.

Co powinno się stać, by Polacy i Żydzi lepiej się zrozumieli?

Zależy, jak się na to patrzy. Wiemy, że byli tacy, którzy współpracowali z Niemcami, ale nie znamy liczb. Kolejna kwestia to Jedwabne i Jan Gross, który podał chyba, że zabitych zostało tysiąc osób. Tam nie było tylu osób, ale chcieli to stwierdzić, wykopywać trupy i je liczyć. Ja się z tym nie zgadzałem. Dlaczego? Powiedzmy, że wykopaliby 300 osób, a może było ich jeszcze 10? Najlepiej byłoby powiedzieć: była grupa Żydów, która została zamordowana. Ponieważ nikt temu nie zaprzecza, ani polski naród, ani polski prezydent.

Czy Polacy nie mówili o tym za mało, jakby chcieli zapomnieć?

Chcieli zapomnieć, ale to nie jest ważne. Przyznano, że to miało miejsce. Tak jak o historii rodziny Ulmów, która przyjęła do siebie ośmiu Żydów, ktoś zadenuncjował o tym Niemcom. Niemcy pojawili się w miasteczku i wezwali sołtysa, aby ludzie z tego miasteczka przyszli pod ten dom, po czym weszli do tego domu i zabili tych ośmiu Żydów, zabili pana i panią Ulm, która była wtedy w ciąży i zabili także sześcioro małych dzieci. Następnie zebranym przekazali, że to samo stanie się z tymi, którzy pomagają Żydom. Często mówię o tym Polakom i Żydom, co by było, gdybym to ja miał pomagać i kogoś przechowywać. Mówię wtedy, że gdybym ja miał ryzykować za kogoś swoje życie, odpowiadam, że starałbym się pomagać. Gdybym miał ryzykować życie całej rodziny, to nie mógłbym tego zrobić. Trzeba pamiętać, że mogły być dziesiątki lub setki tysięcy Polaków, którzy by chcieli pomagać, ale nie chcieli ryzykować życia rodziny. Ja ich za to nie obwiniam.

Czy powrót do Krakowa był dla pana trudny?

Życie tutaj stało się trudne, gdy wiedziałem już, że moja matka została zamordowana, że mój ojciec został zamordowany, moi dziadkowie, wujkowie, kuzynostwo, ciotki, wszyscy zostali zamordowani w niemieckich obozach zagłady. Pretensje mogę mieć jedynie do Niemców. Szukałem tylko moich sióstr, spotkałem pewną panią na rynku w Krakowie, która znała moje siostry, była z nimi w Szczutowie i dowiedziałem się, że tam Niemcy pewnego wieczoru sprowadzili 7 tys. kobiet i zabili je karabinami maszynowymi. Ta kobieta tam była, uratowało się jeszcze pięć kobiet. Wiedziałem, że poszukiwanie mojej rodziny jest zakończone. Miałem wtedy gruźlicę płuc i kości, lekarze w Krakowie powiedzieli, że nie będę już długo żył. Wyjechałem do Włoch, leczyłem się przez osiem miesięcy i wróciłem do Krakowa. Nie chciałem tam zostać z powodu komunistów. Ojciec mojej żony też nie chciał. W 1947 r. wyjechaliśmy do Belgii, gdzie się pobraliśmy.

Często pan wraca?

Wracam do Krakowa, w ubiegłym roku byłem tu cztery razy, w tym roku też wracam. Nigdzie nie widzę antysemityzmu, nie widziałem go ani jeden raz. Tutaj Żyd może chodzić z jarmułką na głowie czy z napisem, że jest Żydem, nikt mu nie powie na ten temat ani słowa. Pytałem młodych ludzi, jak czują się tutaj, gdy przyjechali na Marsz Żywych, odpowiedzieli mi, że bardzo swobodnie. Gdy spytałem ich, czy mogliby chodzić we Francji czy w Niemczech z jarmułką na głowie, to powiedzieli, że nie odważyliby się, bo baliby się, że ktoś ich pobije; tu w Krakowie, w Polsce się to nie zdarza, ponieważ polski rząd jest przeciwny antysemityzmowi.

Ale w Polsce są skrajne partie, jest kwestia ustawy 447.

Ja się tym nie martwię. Zdarza się, że są tacy ludzie, ale naród polski, cały naród zachowuje się w stosunku do Żydów bardo dobrze; poza jednym przypadkiem. Gdy ktoś jest chory, idzie do lekarza, lekarz daje mu lekarstwo, by czuł się lepiej. Jeśli ktoś jest głupi, to na to nie ma lekarstwa. Był tu jeden izraelski minister i powiedział, że w Polsce, gdy matka karmiła dziecko piersią, to ładowała do tej piersi antysemityzm. Jestem pierwszą osobą, która powiedziałaby prezydentowi Dudzie, aby nie jechał do Izraela, dopóki ten człowiek nie przeprosi.

Edward Mosberg – urodzony w Krakowie w 1922, ocalały z niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych w Płaszowie i Mauthausen. Mieszka w New Jersey. W maju otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Zasługi RP za wybitne zasługi w rozwijaniu polsko-żydowskiego dialogu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA