fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Monte Cassino to dla mnie symbol drogi do wolności

Fotorzepa/ Piotr Guzik
– Każdemu dowódcy życzę, aby był tak ceniony, szanowany jak mój ojciec – mówi Anna Maria Anders, senator, córka gen. Władysława Andersa.

Pani ojciec dowodził 2. Korpusem Polskim, którego żołnierze zdobyli Monte Cassino. Często wspominał walki o klasztor?

Niechętnie opowiadał o wojnie, o Syberii i o swoich bliznach, jednak Monte Cassino było czymś zupełnie innym. Był dumny z kampanii włoskiej. Temat walki o Monte Cassino był często obecny w naszym domu. Myślę, że dla wszystkich Polaków będących wtedy w Anglii był czymś szczególnie ważnym, bo wielu z nich to byli właśnie żołnierze walczący o klasztor. Dla nich to zwycięstwo miało ogromną wartość.

Ile miała pani lat, kiedy po raz pierwszy pojechała na Monte Cassino?

Już jako mała dziewczynka jeździłam do Włoch i odwiedzałam to niezwykłe miejsce. Miałam wtedy dziewięć, może 10 lat.

Pierwszy raz pojechała pani z ojcem?

Właśnie nie. Pojechałam do Włoch z moją koleżanką i z jej rodziną. Nie było wtedy żadnej uroczystości. Byłam zupełnie prywatnie.

Jakie było pierwsze wrażenie?

Mogę to porównać do wizyty w Rosji, na Syberii, gdzie formowała się armia Andersa. To są niezapomniane momenty. Gdy widzisz nazwisko swojego ojca na budynkach i pomnikach, nie da się porównać tego z niczym innym, zwłaszcza kiedy jesteś jeszcze dzieckiem.

Czy często wraca pani na Monte Cassino?

Bardzo często tam jeżdżę i to nie tylko z powodu uroczystości. We Włoszech jestem regularnie. Tam zresztą poznałam swojego męża, w 1984 roku, właśnie na Monte Cassino, tuż przy grobie mojego ojca. On również był wojskowym. Mam tu wielu przyjaciół i rodzinę. Szczerze mówiąc, wolę odwiedzać wzgórze sama bez tej oficjalnej i uroczystej atmosfery. To jest wtedy taki prywatny moment, intymny.

Emocje wciąż są duże?

Są wielkie, ponieważ moja mama i ojciec są tam pochowani. Podobne uczucie towarzyszy mi na innych cmentarzach poza granicami kraju. Ludzie, którzy tam zginęli, walczyli o wolność Europy, która po wojnie była wolna, a nam odzyskanie wolności zajęło 40 lat.

Czy ludzie często panią pytają o Monte Cassino?

Cały czas słyszę pytania o nie, w szkołach, na spotkaniach, podczas wywiadów. Monte Cassino to miejsce, które przyniosło sławę. Otworzyłam ostatnio wystawę w klasztorze, która pokazuję drogę do triumfu. Jednak największym osiągnięciem mojego ojca było uratowanie przeszło 120 tys. ludzi na Syberii.

Włosi doceniają wkład polskich żołnierzy w walki na półwyspie?

Armia Andersa, 2. Korpus we Włoszech, cieszy się dużym szacunkiem i uznaniem. Pomniki, tablice upamiętniające i cmentarze są wszędzie. Nazwisko gen. Andersa jest bardzo znane. Za to w kraju – wiemy jak jest. Ojciec miał wielu wrogów. Dużo ludzi było mu nieprzychylnych, jednak staram się o tym nie myśleć. Dla ludzi, z którymi jestem związana, którzy ojca wielbili, kochali, którzy razem z moim ojcem przeszli całą tę drogę, to jest prawdziwa duma. Każdemu dowódcy życzę, aby był tak ceniony, szanowany jak gen. Władysław Anders.

Czym dla gen. Andersa było Monte Cassino?

Uważał, że świadczyło o możliwościach Wojska Polskiego, o tym, jak dobry jest polski żołnierz.

A dla pani?

To jest symbol drogi do wolności. Często też staram się podkreślać, że nie muszę być senatorem czy ministrem, bo polityka jest zmienna, ale córką gen. Władysława Andersa będę do końca życia. Jestem z tego nieprawdopodobnie dumna. Monte Cassino zawsze będzie w moim sercu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA