fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Maria Teresa Kiszczak pisze do arcybiskupa

Czesław Kiszczak i jego żona Maria
Fotorzepa, Radek Pasterski
Jak ustalili dziennikarze Polskiego Radia i „Rzeczpospolitej”, interwencje w sprawie publikacji medialnych podejmował nie tylko generał Czesław Kiszczak, ale i jego małżonka Maria Teresa. W listopadzie 2014 roku postanowiła zainterweniować u arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia w sprawie programu wyemitowanego przez Telewizję Trwam. Arcybiskup sprawę kulturalnie zignorował.

Jesienią 2014 roku do żony generała Kiszczaka miała zadzwonić jej siostra, która – tak pisze w liście Maria Teresa Kiszczak - „jak cała moja rodzina, łącznie ze mną, jest osobą wierzącą”. Siostrę żony generała oburzył program, który obejrzała w Telewizji Trwam. Na tyle, że namówiła wdowę do interwencji u samego wysokiego rangą hierarchy kościelnego.  

Jak zaznaczyła na wstępie listu do arcybiskupa żona generała Kiszczaka: „znamy się bardzo dobrze z okresu pracy Księdza Kardynała w Kozach [abp Głódź nigdy nie był wikarym w Kozach, tylko w Szudziałowie koło Białegostoku w latach 1970-72 – przyp. red.]. Ja wtedy byłam uczennicą szkoły średniej i zaczęłam studiować. Z wielu informacji wiem, że Kardynał jest otwartym i życzliwym dla ludzi człowiekiem”.

- Nie rozumiem – pisze do arcybiskupa Głodzia – dlaczego właśnie Kościół, dlaczego księża, sieją nienawiść do człowieka, który uratował Polskę, Polaków przed wojną domową, która groziła wejściem wojsk radzieckich [do kraju], przed umieraniem? Taki cel przecież miało internowanie [działaczy opozycji], wprowadzenie stanu wojennego.

Kiszczakowa przedstawia też dość typową dla środowisk postkomunistycznych wersję związaną z ofiarami stanu wojennego: „zginęło 14-15 osób, a nie jak to się wmawia społeczeństwu 100-130 osób (…) gdyby nie inspirowane i wymuszane przez inspiratorów [z Solidarności] walki w kopalniach i nie tylko, mogłoby być tak, jak to założył mój mąż”.

 

 

Czesław Łaskawy

Z listu żony generała Kiszczaka wynika wręcz, że był on opiekunem duchowieństwa. Pani Kiszczak twierdzi, że ich warszawska willa była otwarta dla księży. - Zawsze – pisze – nawet w czasach socjalizmu, przyjmowaliśmy księży chodzących po kolędzie. Zdarzało się, że księża przychodzili do Czesława tylko po to, aby pogadać.

Nie tylko do tego sprowadzała się, zdaniem małżonki, generalska łaskawość wobec Kościoła: - A czy gen. Kiszczak – pyta w liście do arcybiskupa Maria Teresa – nie wiedział o wielu „sprawach” księży, zakonników? I odpowiada: - Wiedział, ale nie dopuszczał do ich kompromitowania, chronił ich. Jak teraz Kościół mu się odpłaca? Nienawiścią?

- Czy ten człowiek – pyta Maria Teresa Kiszczak w liście do arcybiskupa, mając na myśli swego męża – w każdym innym państwie nie byłby bohaterem narodowym? Czy którekolwiek państwo, czy kościół któregokolwiek państwa tak by mu się odpłacił? (…). Czy to jest godne zachowanie polskiego państwa w stosunku do niego?

Pyta też w związku z tym: “dlaczego „przed gen[erałem] Kiszczakiem zamknięto nawet drzwi cmentarza na Powązkach? Czy to jest godne zachowanie polskiego państwa w stosunku do niego?”.

Mimo to w sercu generałowej jest miejsce na wybaczenie. Zaprasza więc dziennikarzy oraz księży - redaktorów mediów katolickich do odwiedzin warszawskiej willi Kiszczaków. Przecież dziennikarze „zawsze mogą do mnie zadzwonić, umówić się na spotkanie, a my księży chętnie przyjmiemy”.

Ten list mówi nam nieco więcej niż chciałaby jego nadawczyni. Maria Teresa Kiszczak potwierdza po raz kolejny jedną z podstawowych zasad, jaką kierował się w swoich działaniach jej mąż i były szef MSW: ochrona agentury, która lojalnie służyła reżimowi w czasach PRL. Za wszelką cenę, do końca, nawet w obliczu kolejnych spraw sądowych czy odkrywanych przez dziennikarzy i historyków dokumentów.

Ale nie tylko. Znane są kontakty generała z ludźmi Kościoła katolickiego w Polsce (nie tylko prywatne, ale i oficjalne), często powodowane naiwnością, które wykorzystywał w sposób bezwzględny do rozgrywania niewygodnych dla władzy spraw. Jedną z nich było uprowadzenie i zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki. Taki fakt opisał m.in. Peter Raina w książce „Rozmowy z władzami PRL. Arcybiskup Dąbrowski w służbie Kościoła i Narodu” (tom 2, lata 1982-1989). Kiszczak w przeprowadzonej 19 listopada 1984 roku rozmowie z księdzem arcybiskupem Bronisławem Dąbrowskim i księdzem Alojzym Orszulikiem (czyli podczas przesłuchań podejrzewanych funkcjonariuszy MSW oraz świadków i jeszcze na trzy tygodnie przed oficjalnym zakończeniem śledztwa w sprawie uprowadzenia i zabójstwa księdza Popiełuszki) przyznawał, że podczas procesu będzie wykorzystywana wiedza operacyjna na temat niektórych księży po to, by Kościół zaakceptował oficjalną linię władzy.

Życzę zdrowia

Może dlatego mniej interesująca niż list żony Kiszczaka jest sama odpowiedź arcybiskupa Głodzia. Wygląda jak urzędowe pismo do rozzłoszczonego obywatela. Arcybiskup, albo ktoś, kto w jego imieniu sprawę załatwił, odpisał krótko i zwięźle. Stwierdził, że zapoznał się z listem. Rozumie żal żony związany „z różnorodnością opinii” na temat małżonka, zapewnia, że nigdy nie uczestniczył i nie uczestniczy w „opluwaniu” nikogo. I życzy zdrowia.

W rozmowie telefonicznej arcybiskup Głódź zaprzecza, by kiedykolwiek poznał Marię Teresę Kiszczak. Nie pamięta też wymiany listów z generałową. Czesława Kiszczaka spotkał na „jakimś opłatku”, kiedy był już biskupem polowym Wojska Polskiego, a więc po 21 stycznia 1991 r. Jak widać spotkanie nie zrobiło na nim większego wrażenia, by sprawę potraktował z jakimś szczególnym sentymentem.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA