fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Porucznik Tadeusz Stabrowski odnajduje imię i rodzinę

Fotorzepa/
Niewielki cmentarz komunalny w Le Crotoy, miasteczku leżącym u ujścia Sommy do Kanału la Manche, stał się niedawno miejscem niezwykłego spotkania. Ponad sto osób przybyło z wielu stron świata by oddać hołd polskiemu lotnikowi, który 11 marca 1943 roku stracił życie w pobliżu francuskiego wybrzeża.

Morze oddało jego ciało miesiąc później w okolicy Le Crotoy, gdzie został pochowany jako nieznany żołnierz: «An Airman of the 1939-1945 war, 12 Avril 1943, Polish Force, known unto God».

Dokładnie 75 lat po tragicznej śmierci, 11 marca 2018 roku, anonimowy bohater odzyskał swoją tożsamość – to porucznik Tadeusz Stabrowski, pilot 308. Dywizjonu Myśliwskiego, tzw. „Krakowiaków”.

Tadek Stabrowski,  przez kolegów określany jako zwariowany artysta-malarz, sam o sobie również pisał z dużą dawką humoru i dystansu. Jeszcze przed wojną próbował wielu ścieżek zawodowych, jednak lotnictwo stało się jego największą pasją i przeznaczeniem. I właśnie jako lotnik osiągnął dojrzałość i doświadczenie znacznie przekraczające jego młody wiek. 

- Na ziemi był niepokaźny, zgarbiony, zaniedbany, wiecznie mrugający okiem, lekkomyślny, niepunktualny, roztargniony i lekceważący wszystko i wszystkich. W powietrzu stawał się opanowanym, precyzyjnym i odważnym pilotem o żelaznych nerwach, jednym z najlepszych, jakich znałem - pisał o nim kolega z dywizjonu 308, Tadeusz Schiele.

W chwili śmierci miał niecałe 26 lat. W Warszawie pozostała jego matka Felicja, w Anglii niedawno poślubiona żona Elizabeth i półroczny synek Andrzej.

Trudno do końca zrozumieć, dlaczego zginął. 11 marca 1943 r. wraz z kapralem Stanisławem Domańskim wracał z akcji znad północnej Francji. Jego samolot został trafiony przez artylerię przeciwlotniczą. Widząc wydobywający się dym, Tadek zdecydował się na wodowanie i ewakuację z kokpitu swojego Spitfire'a. Domański widział, jak unosił się na powierzchni morza. Niestety wodnosamolot ratownictwa morskiego, wysłany po Tadka, stracił go z oczu w czasie podejścia do lądowania na wodzie i nie był w stanie go uratować. Otulone w żółtą kamizelkę ratunkową - tzw. "maewestkę" - ciało zostało odnalezione 12 kwietnia przez francuskich rybaków i pochowane na cmentarzu w Le Crotoy. Kamizelka, która miała uratować mu życie, stała się ostatnią towarzyszką młodego, pełnego fantazji i pasji bohatera. Brytyjski mundur i polskie naramienniki pozwoliły jedynie na anonimową inskrypcję na nagrobku.

Po drugiej stronie Kanału, żona Elizabeth próbowała bezskutecznie odnaleźć jakiś ślad męża.  Nikt chyba wówczas nie przypuszczał, że jego ciało zostanie zidentyfikowane dopiero 75 lat później, że odzyska on imię i nazwisko, a jego syn i wnuki po raz pierwszy staną nad jego grobem. Przyjechali aż z Kanady; Andre Melaney (Andrzej), 75-letni dziś syn Tadeusza, któremu towarzyszyli jego trzej synowie. To właśnie oni przyczynili się w dużym stopniu do poszukiwań i badań, które pozwoliły odnaleźć tożsamość ich dziadka. To pierwszy przypadek identyfikacji polskiego lotnika poległego na francuskiej ziemi. Było to możliwe dzięki badaniom porównawczym DNA. W projekt zaangażowały się liczne instytucje: Polska Baza Genetyczna Ofiar Totalitaryzmów przy Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ambasada RP w Paryżu, ale również pasjonaci z wielu różnych dziedzin – historycy, a wśród nich historycy lotnictwa ze stron niebieskaeskadra.pl i polishairforce.pl, genetycy, antropolodzy, medycy sądowi i archeolodzy. Badania genetyczne poprzedzone były analizą tła historycznego. Uroczystość odsłonięcia nowego nagrobka z nazwiskiem Tadeusza była uwieńczeniem niestrudzonych wysiłków i skutecznej współpracy tych wszystkich osób.

11 marca 2018 roku na cmentarzu w Le Crotoy wydarzyło się coś jeszcze: spotkali się ludzie, dla których osobista historia porucznika Stabrowskiego stała się lekcją ich wspólnej Historii. Stanęli obok siebie weterani i młodzi żołnierze, białe orzełki przysiadły obok granatowych mundurów francuskiego lotnictwa, a biało-czerwone flagi łopotały na wietrze splatając się z trójkolorowymi.

Polskę reprezentowali Tomasz Młynarski - Ambasador RP we Francji, Beata Jeśko - wicekonsul, płk Sławomir Pawlikowski - Attaché Obrony we Francji, generałowie Wojska Polskiego: Generał Brygady Andrzej Knap, Generał Andrzej Przekwas, płk Wojciech Ozga RP. Ze strony władz francuskich obecni byli: Benoît Lemaire, prefekt Abbeville, Jeanine Bourgau, mer Le Crotoy, oraz przedstawiciele lokalnych władz wojskowych, m.in. płk Pascal Fouyet, delegat wojskowy departamentu Somme oraz płk Daniel Parpaillon z Dowództwa Sił Powietrznych Francji, a także pododdział honorowy złożony z żołnierzy ze 105. Bazy Lotniczej z Evreux.

W ceremonii udział wzięli goście honorowi, między innymi: attaché Obrony Kanady Carl Liversage, przedstawiciele Commonwealth War Graves Commission, Jan Ambroziak reprezentujący Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz dr Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego ze Szczecina, który kierował pracami ekshumacyjnymi i nadzorował badania genetyczne, oraz Artur Bildziuk, prezes i reprezentanci Związku Lotników Polskich w Wielkiej Brytanii i kanclerz Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, a także Frédéric Petit, deputowany, przewodniczący Grupy Przyjaźni Polsko-Francuskiej w Zgromadzeniu Narodowym. Na wydarzenie licznie przybyły poczty sztandarowe z Polski i Francji oraz przedstawiciele stowarzyszeń polonijnych. Obok grobu zaciągnięto wartę honorową.

Ambasador RP, prefekt Abbeville oraz syn poległego oficera dokonali wspólnie uroczystego odsłonięcia tablicy nagrobkowej z nazwiskiem por. pilota Tadeusza Stabrowskiego. W swoim wystąpieniu Ambasador RP powrócił do historii polskich lotników, którzy po klęsce kampanii wrześniowej dołączyli do wojsk francuskich a potem brytyjskich, by walczyć z niemieckim okupantem aż do końca wojny. - Nie można zapomnieć o więzi, jaka powstała w tamtych dniach pomiędzy naszymi narodami, ale też o wspólnej pamięci, którą musimy dziś chronić i przekazywać następnym pokoleniom – powiedział. Pan ambasador podzielił się też z zebranymi osobistym doświadczeniem, które w szczególny sposób naznaczyło dla niego ten dzień: brat jego dziadka poległ w czasie wojny na terenie Francji a miejsce jego pochówku do dziś pozostaje nieznane.

Benoît Lemaire, prefekt Abbeville, złożył hołd polskiemu lotnikowi, zaczął jednak od przypomnienia, że Polska i Francja to jedyne kraje Europy, które nigdy ze sobą nie walczyły. Przypomniał czasy Napoleona i polskiej Imigracji, Błękitną Armię Hallera, generała Sikorskiego i generała Maczka. Ten ostatni jest mu szczególnie bliski, gdyż to właśnie Polacy z I Dywizji Pancernej pod dowództwem generała Maczka we wrześniu 1944 roku wyzwolili Abbeville. Czy to wspólnota serc naszych dwóch narodów pociągnęła za sobą wspólną Historię, czy może raczej wspólna Historia tworzy wspólnotę serc? – zastanawiał się prefekt. Przypomniał też, że na tej samej plaży, na której odnaleziono ciało naszego pilota, odbywali swe pierwsze loty i testowali pierwsze hydroplany bracia Caudron – pionierzy francuskiego lotnictwa z początku XX wieku.

Pani Jeanine Bourgau, mer Le Crotoy, mówiła zaś o ludzkim łańcuchu, który poprzez kolejne pokolenia buduje największe dobro jakim jest pokój i wolność.

Grób pobłogosławił ksiądz Wiesław Gronowicz, kapelan weteranów i Wojska Polskiego we Francji. Złożono wieńce, a miejscowa orkiestra odegrała Marsyliankę i Mazurka Dąbrowskiego. Jakże wymownie zabrzmiała druga zwrotka: "Dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy"...

Zanurzając się w historii Tadeusza Stabrowskiego, zanurzyliśmy się w wielkiej Historii. Tej wspólnej, która nas Polaków, Francuzów czy Brytyjczyków nie dzieli a łączy. Która dla każdego z nas ma wymiar zarówno europejski, jak i osobisty. W rozmowach, które nastąpiły po zakończeniu oficjalnych uroczystości można było usłyszeć opowieści o niezwykłych ludzkich ścieżkach, biegnących przez Europę. O poszukiwaniu zagubionych korzeni, o podróżach, o odnajdywaniu dalekich kuzynów za pomocą starych rodzinnych fotografii.

Andre Melaney – poproszony o autograf w książce o swoim ojcu bez wahania podpisał ją „Andre Stabrowski”. Wiele razy wspomniał też w rozmowie o swojej babce: - Ona mieszkała w Warszawie, miała na imię Felicja – mówił z uśmiechem. - Chciałbym kiedyś tam pojechać - dodał. Mike, syn Andre wierzy, że to się uda. A może nawet odnajdą polską rodzinę...

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA