fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Pamięć o bombardowaniu Drezna w nowym wydaniu

Widok zbombardowanego Drezna. Zdjęcie zrobione z Fraunekirche, kościoła Marii Panny
AFP
Rocznica bombardowań to wymarzona okazja dla prawicowych populistów do przypomnienia o swoim istnieniu.

Tegoroczna rocznica tragedii zbombardowanego w dniach 13–14 lutego 1945 roku Drezna nie wywołała już tak wielkich emocji, jak w roku ubiegłym, kiedy nawiązując do Aleppo, instalacja niemiecko-syryjskiego artysty sprowokowała falę oburzenia środowisk populistycznej prawicy.

Ale już w sobotę poprzedzającą rocznicę odbyły się dwa zgromadzenia pokrewnych w końcu organizacji, przynajmniej jeżeli chodzi o stosunek do imigracji. Mowa o Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD) oraz Alternatywie dla Niemiec (AfD). Nie było ekscesów, ale było wiele płomiennych przemówień o „białej Europie” i żądaniach zamknięcia granic kontynentu dla imigrantów. Akcja NPD wypadła słabo. Rocznica bombardowania Drezna była kiedyś dla organizacji neonazistowskich z całej niemal Europy okazją do zaprezentowania swej siły. Ale niemiecka NPD złote czasy ma już dawno za sobą, traci na znaczeniu, członków i sympatyków. Saksonia była kiedyś jej matecznikiem. Miała tu swoich posłów w landtagu, wpływy i pieniądze.

Dzisiaj Saksonia jest matecznikiem AfD. We wrześniowych wyborach do Bundestagu skrajnie prawicowi populiści zdobyli w Saksonii 27 proc. głosów, dystansując wszystkie inne ugrupowania. Nie powinno to dziwić, jeżeli pamiętać, że to właśnie w Dreźnie powstała Pegida, czyli Patriotyczni Europejczycy przeciwko islamizacji Zachodu. Trzy lata temu gromadziła na ulicach Drezna nawet 30 tys. przeciwników cudzoziemców, obcych, imigrantów ekonomicznych, którzy napływali do Niemiec skuszeni rozbudowanym systemem pomocy społecznej. Tę publikę przejęła wkrótce AfD.

Na sobotnim wiecu w Dreźnie lokalni liderzy partyjni przekonywali, że język angielski nie jest godny tego, aby posługiwali się nim niemieccy patrioci. Zabrzmiały słowa piosenek Wernera Gneista. Dla kilkuset obecnych ważne było, że kompozytor walczył w szeregach Wehrmachtu na froncie wschodnim. To właśnie oraz liczne wypowiedzi prominentnych polityków AfD na temat niemieckiej dumy narodowej z dokonań Wehrmachtu czy „pomnika hańby”, jakim ma być berliński pomnik Holokaustu, dowodzi bliskości ideologicznej NPD i AfD. Nie podoba się to części kierownictwa Alternatywy, będącej w końcu dzisiaj trzecią siłą polityczną Niemiec.

Zgoda w szeregach AfD panuje co do oceny bezcelowości alianckich bombardowań miasta w chwili, gdy III Rzesza była już na kolanach. Demonstrujący w Dreźnie zwolennicy NPD udowadniali nawet, że w nalotach zginęło 350 tys. osób. Podobne liczby pojawiały się w niemieckich publikacjach przez wiele powojennych lat, bazując na ocenach Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Miało to świadczyć o ludobójczym barbarzyństwie aliantów, zwłaszcza brytyjskiego RAF. Jednak osiem lat temu specjalna komisja historyków doszła do wniosku, że w hekatombie pożarów po trwających dwa dni nalotach straciło życie maksimum 25 tys. mieszkańców miasta oraz szukających chronienia niemieckich uciekinierów.

– Drezno jest wymarzonym miejscem dla prawicowych populistów do manifestowania swych idei – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Werner Patzelt, badacz AfD.

W środowiskach tych pamięta się doskonale ubiegłą rocznicę bombardowania miasta, kiedy to Manaf Halbouni, niemiecko-syryjski artysta, ustawił pionowo do nieba trzy stare autobusy. Takie, jakie tworzyły barykadę w oblężonym Aleppo. Zostało to potraktowane przez prawicowych populistów jako prowokacja. Nie tylko z powodu karygodnego porównania Drezna do Aleppo, ale też z powodu osoby urodzonego z Damaszku autora instalacji, którego matka pochodzi z Drezna, ale ojciec jest Syryjczykiem.

Halbouni bał się o własne życie. Burmistrzowi grożono śmiercią. Drezno i Saksonia to w końcu teren wielu zagorzałych wrogów islamu, azylantów, uchodźców i imigrantów ekonomicznych bez względu na to, skąd przybyli.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA