fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Powstanie sejneńskie: Zwycięska insurekcja

Defilada polskiej kawalerii w Sejnach
WIKIPEDIA
To jeden z nielicznych polskich zrywów niepodległościowych zakończonych sukcesem. Ceną było jednak pogłębienie podziałów między Polakami i Litwinami, którzy niegdyś zgodnie tworzyli jedno państwo.

Dokładnie o godz. 3 pchor. Franciszek Juszczyk, dowódca 1. kompanii grupy operacyjnej „Sumowo” Polskiej Organizacji Bojowej, nakazuje rozpocząć atak. Uzbrojony oddział karnie rusza w stronę majaczących w ciemności wież bazyliki Nawiedzenia NMP, które od końca XVIII w. górują nad Sejnami. Jest środek nocy i garnizon litewski stacjonujący w miasteczku powinien być całkowicie zaskoczony atakiem. Jednak Litwini, od dawna spodziewający się wybuchu polskiego powstania, są dosyć czujni. Już na rogatkach miasta peowiacy zostają ostrzelani przez liczne patrole przeciwnika. Zacięta wymiana ognia trwa ponad pół godziny i po obu stronach są pierwsi ranni. Polacy krok po kroku posuwają się do przodu, ale obrony litewskiej nie są w stanie przełamać.

Dwie pozostałe kompanie grupy operacyjnej „Sumowo” (drugą dowodzi pchor. Janusz Ostrowski, a trzecią pchor. Adam Alexandrowicz) podchodzą tymczasem do Sejn z innych kierunków. Całość akcji koordynuje ppor. Wacław Zawadzki. W końcu 23 sierpnia 1919 r. o godz. 5.30 rozpoczyna się koncentryczny szturm sił powstańczych od strony zachodniej, południowej i wschodniej. Litwini bronią się pół godziny, w końcu jednak wycofują się w kierunku Kalwarii i Łoździej. Polacy biorą do niewoli aż 100 jeńców. Zdobywają także tak potrzebną broń, w tym dwa karabiny maszynowe. Sejny zamieszkane są w zdecydowanej większości przez Polaków, więc akcja POW budzi wielki entuzjazm. Tadeusz Katelbach, jeden z uczestników tych wydarzeń, będzie po latach wspominał: „Entuzjazm mieszkańców był wprost nieopisany. Ze wszystkich domów przynoszono nam jedzenie. Przed komendą powstańczą na rynku zbierały się wciąż grupki ludzi, pragnące przyjrzeć się wybawcom – powstańcom”.

Pierwsze strzały sejneńskiego powstania padają jednak jeszcze wcześniej w pobliskim Krasnopolu. Samodzielna kompania POW pchor. Piotra Łankiewicza rozpoczyna akcję już o godz. 1 w nocy i po rozbrojeniu litewskiego garnizonu atakuje posterunki nieprzyjaciela rozmieszczone wzdłuż granicy powiatu sejneńskiego i Czarnej Hańczy. W czasie tego rajdu kompania „Krasnopol” zajmuje Ryżówkę, Tartak, klasztor w Wigrach, Wysoki Most, Mikołajewo, Maćkową Rudę, Pogorzelec, Białogórę i w końcu tryumfalnie wkracza do zdobytych wcześniej Sejn. Trzecia grupa operacyjna Tomasza Zana opanowuje Łoździeje i następnie dzieli się na dwie grupy. Zastępca dowódcy grupy Wojczulanis pozostaje w Łoździejach, a zasadnicza część oddziału rusza w kierunku Sejn.

W miasteczku ppor. Zawadzki uwija się jak w ukropie. Organizuje kwatery dla żołnierzy, obsadza posterunki wokół miasta, wysyła patrole, przyjmuje delegacje mieszkańców sąsiednich miejscowości. Poszczególne grupy operacyjne dysponują telefonami polowymi, więc dowódca nieźle orientuje się także w sytuacji ogólnej. Szybko dowiaduje się, że grupa bojowa „Wigrańce” pchor. Rosińskiego ma trudności z przełamaniem litewskiej obrony w miejscowości Giby. Zawadzki kieruje tam odział Zana. Ostatecznie Polacy opanowują nie tylko Giby, ale także Posejnele i Berżniki. Biorą łącznie 100 jeńców i zdobywają dużą ilość sprzętu wojskowego. Sukcesem kończy się także akcja piątego oddziału wydzielonego, czyli kompanii dowodzonej przez por. Adolfa Bóbkę, który po zaciętych walkach zdobywa miasteczko Kopciowo, biorąc do niewoli 40 żołnierzy litewskich.

W południe Litwini przeprowadzają pierwszy skuteczny kontratak, wypierając peowiaków z Łoździej. Na pomoc polskim plutonom rusza przybyła z Augustowa grupa kawalerii por. Adama Lipskiego, ale jest już za późno. Miejscowość wpada w ręce Litwinów. Wieczorem większość sił polskich koncentruje się w Sejnach, a w terenie pozostają nieliczne placówki.

Cały kolejny dzień oddziały polskie poświęcają na umacnianie pozycji. Powstańcy są w dobrych humorach – udało się im przecież zrealizować niemal wszystkie cele wyznaczone przez dowództwo. Teraz tylko należy poczekać na wkroczenie regularnych oddziałów wojska polskiego, czyli 41. Suwalskiego Pułku Piechoty, tak jak to było ustalone jeszcze przed wybuchem walk. Na wszelki wypadek do sztabu gen. Falewicza w Augustowie idzie depesza: „Dziś o godzinie 6 rano po 1,5-godzinnej walce oddziały partyzanckie zajęły Sejny. Wzięto jeńców, karabin maszynowy i materiał wojenny. Po naszej stronie są zabici i ranni. Litwinom przybywają z Mariampola posiłki – 4 kompanie. Prosimy o natychmiastową pomoc wojskową”. Wszyscy są pewni, że odsiecz nadejdzie na czas. Tak się jednak nie stanie.

Sejny czy Seinai?

Zarówno Litwini, jak i Polacy uważali Suwalszczyznę za swoje terytorium etniczne. Gdy oba narody były podporządkowane carskiej Rosji, konflikt o ten obszar był ze zrozumiałych względów uśpiony. Ze zdwojoną siłą wybuchł jednak po zakończeniu I wojny światowej, w okresie kształtowania się niepodległej Republiki Litewskiej i II Rzeczypospolitej. Od 1915 r. nie było już na tych terenach administracji rosyjskiej, która została zastąpiona przez zwycięską armię niemiecką. Po upadku wilhelmińskich Niemiec członkowie sformowanej jeszcze w czasie wojny przez Piłsudskiego Polskiej Organizacji Wojskowej i innych oddziałów niepodległościowych siłą przejęli kontrolę nad niemal całym terytorium dawnego Królestwa Polskiego. Wyjątkiem była właśnie Suwalszczyzna, o którą Polacy, podobnie jak o Wielkopolskę, Śląsk i Kresy, musieli stoczyć krwawą walkę. Zdezorganizowana armia niemiecka akurat w tym rejonie zachowała zdolność operacyjną, ponieważ biegły tędy dwie ważne linie kolejowe, którymi stopniowo ewakuowano oddziały niemieckie na zachód. Dlatego Piłsudski nie zdecydował się na akcję POW wymierzoną w Niemców stacjonujących na tym terenie. Starał się także nie drażnić Litwinów, wciąż mając nadzieję na urzeczywistnienie w nieodległej przyszłości swojej koncepcji federacyjnej.

Początkowo Niemcy zamierzali przyłączyć Suwalszczyznę do Prus Wschodnich, ale gdy zorientowali się, że ententa nie wyrazi na to zgody, zaczęli wspierać Litwinów, którzy dążyli do przyłączenia tego obszaru do swojego nowo utworzonego państwa. Z oczywistych względów silna Polska nie leżała w interesie Republiki Weimarskiej. Priorytety tej polityki jasno określił przedstawiciel rządu niemieckiego w Kownie dr Zimmerle, który w depeszy wysłanej do Berlina 14 lutego 1919 r. stwierdził, że „należy popierać antypolskie, nacjonalistyczne dążenia Litwinów nawet w skromnej skali, dotyczącej budowy ich państwa”. W rezultacie na terenach kontrolowanych przez Niemców polskie organizacje paramilitarne nie mogły legalnie funkcjonować, natomiast bez problemu operowały tam oddziały regularnej armii litewskiej.

Polacy mieli jednak lepsze niż Litwini kontakty na Zachodzie. 18 lipca 1919 r. marszałek Ferdynand Foch wyznaczył linię demarkacyjną między Polską i Litwą, którą 26 lipca zatwierdziła Rada Najwyższa ententy. Dla Litwinów największym szokiem było pozostawienie po stronie polskiej Wilna, ale nie odpowiadał im także podział ziemi sejneńskiej, którą Foch podzielił mniej więcej zgodnie z linią podziału narodowościowego, przyznając Polsce większą część spornego terytorium. Ustalenie linii Focha zbiegło się z rozpoczęciem ewakuacji wojsk niemieckich, które 25 lipca opuściły Augustów i zaczęły przygotowania do ewakuacji Suwałk, co miało nastąpić 22 sierpnia. Litwini zdawali sobie sprawę, że bez poparcia Niemców są zbyt słabi militarnie, aby utrzymać całą Suwalszczyznę. 7 sierpnia wycofali się więc z Suwałk, wzmacniając za to swoje placówki na linii Czarnej Hańczy. Świadczyło to dobitnie o tym, że z powiatu sejneńskiego dobrowolnie nie ustąpią.

W odpowiedzi suwalska POW, którą dowodził wtedy por. Adam Rudnicki, rozpoczęła przygotowania do walki zbrojnej. Ostateczna decyzja zapadła 16 sierpnia, a plan powstania, uzgodniony z przedstawicielami Wojska Polskiego, przewidywał opanowanie całego powiatu sejneńskiego, a więc także ziem leżących po litewskiej stronie linii Focha. Co prawda Polacy raczej nie zamierzali bez zgody ententy zagarnąć tych obszarów, ale miały one stanowić kartę przetargową podczas ewentualnych negocjacji pokojowych. POW miała zaatakować tuż po wycofaniu się wojska niemieckiego z Suwałk. Następnie regularne oddziały armii polskiej miały zająć tereny opanowane przez powstańców i dostarczyć im amunicję oraz broń.

Jak pisze Stanisław Buchowski, „zadaniem powstańców było opanowanie w ciągu nocy i oczyszczenie z wojsk litewskich terenu od linii jezior Giby–Zelwa i dalej na wschód wzdłuż linii Kopciowo–Szadziuny–Sereje–Łoździeje–Dziedule”. Na terenie, który miało objąć powstanie, stacjonowało około 1200 żołnierzy litewskich, uzbrojonych m.in. w 18 ckm-ów. 600 obsadzało linię Czarnej Hańczy, 400 zajmowało Sejny, a reszta tworzyła niewielkie posterunki w miejscowościach Krasnopol, Giby, Łoździeje, Sereje, Kopciowo. POW do przeprowadzenia akcji powstańczej zmobilizowała około 900 ludzi.

Obie strony dość otwarcie nawoływały do zbrojnego rozstrzygnięcia konfliktu. 12 sierpnia w Suwałkach odbył się zjazd przedstawicieli ludności polskiej północnych powiatów Suwalszczyzny (sejneńskiego, kalwaryjskiego, wołkowyskiego i mariampolskiego). Przybyło ponad 100 delegatów, którzy w przyjętej rezolucji zażądali weryfikacji linii Focha i stwierdzili, że tylko „zajęcie Litwy przez wojska polskie będzie mogło rozwiązać zawiły problem polsko-litewski”. 17 sierpnia Litwini zorganizowali manifestację przeciwko propolskiej polityce ententy. Do Sejn pofatygował się także ówczesny premier Litwy Mykolas Sleževičius, który na wiecu nawoływał zebranych, aby „bronili swych osad do ostatka, jak kto może, stając z siekierami, widłami, kosami, żeby nikomu nie oddać ani kawałka ziemi od stuleci zamieszkanej przez przodków”.

Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Por. Adam Rudnicki zanotował w swoim pamiętniku: „Już 12 sierpnia wyraźnym się stało, że nic nie zdoła powstrzymać zrozpaczonej ludności od wybuchu zbrojnego. Jedynym, co nam pozostało, to umiejętnie ująć ten ruch w nasze ręce, przygotować go choć prowizorycznie i pokierować jak najbardziej celowo. (…) Robiliśmy, co tylko można, by wybuch ten zahamować zgodnie z życzeniami Warszawy oraz wobec niedostatecznego jeszcze uzbrojenia”.

Szansa na uzupełnienie powstańczego arsenału nadarzyła się dosłownie w ostatniej chwili, bowiem opuszczający Suwałki żołnierze niemieccy chętnie pozbywali się broni. 22 sierpnia Tadeusz Katelbach i kilku innych peowiaków ukryło się w bramach domów stojących przy głównej ulicy Suwałk. Każdy miał przy sobie walizkę pełną oberostów, czyli pieniędzy drukowanych przez niemieckie władze okupacyjne. „Przy pomocy żołnierzy Polaków będących w korpusie rozpuściliśmy wiadomość, że gotowi jesteśmy kupować rynsztunek i płacimy gotówką. Co chwila z maszerującej kolumny odrywał się jakiś wachmistrz czy kapral niemiecki i zjawiał się w bramach. Nieśli wszystko: naboje, karabiny ręczne i maszynowe. Transakcje załatwiano błyskawicznie. Niemcy sprzedawali własność państwa bez żadnej żenady, wypychając kieszenie papierowymi oberostami” – wspominał Katelbach. Kiedy ostatni żołnierz niemiecki wsiadł do pociągu jadącego na zachód, a na innym peronie rozpoczął się rozładunek 41. Suwalskiego Pułku Piechoty, stało się jasne, że dłużej z wybuchem powstania czekać już nie można. Dozbrojeni peowiacy wyruszyli na miejsca wyznaczonych zbiórek. W nocy z 22 na 23 sierpnia 1919 r. rozpoczęło się powstanie, które do historii przeszło pod nazwą sejneńskiego.

Z rąk do rąk

Pierwsze dwa dni walk to pasmo polskich sukcesów. Powstańcy osiągnęli niemal wszystkie wyznaczone cele i ustanowili polską administrację na zajętym obszarze. Odbył się także uroczysty pogrzeb dwóch peowiaków poległych podczas walk w Sejnach. Czas jednak mijał, a obiecana pomoc ze strony regularnej armii polskiej nie nadchodziła. Litwini także zdawali sobie z tego sprawę. Sytuację w Sejnach opisał im ze szczegółami litewski ksiądz, który pod osłoną nocy i w kobiecym przebraniu wydostał się z klasztoru sejneńskiego i dotarł do litewskiego dowództwa.

Na domiar złego miasto chwilowo opuścił dowódca miejscowego POW Adam Rudnicki, który zabrał ze sobą kawalerię powstańczą por. Lipskiego. Rudnicki ruszył w stronę Krasnopola, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o spóźniających się posiłkach. Na czas jego nieobecności komendę nad siłami polskimi w Sejnach objął zdobywca miasta ppor. Zawadzki. Litwini ruszyli do ataku na powstańcze pozycje 25 sierpnia około godz. 4.30 nad ranem. Polski opór miały złamać cztery kompanie regularnego wojska wyposażone w 10 ckm-ów.

Po latach Rudnicki tak opisywał walki o miasto: „Po godzinnej walce (…) pierwsza kompania nie wytrzymuje. Brak amunicji, której dostawa do tej kompanii nie została zorganizowana, potęguje zamieszanie. Kompania wycofuje się w nieładzie w głąb miasta (…). Wywołuje to zamieszanie w kompaniach sąsiednich, które jedynie dzięki postawie swych dowódców trwają jeszcze na stanowiskach. Jednak 3-cia kompania (…) otoczona z dwóch stron zmuszona jest powoli się wycofywać. Na pomoc jej zostaje rzucona kompania Rosińskiego. Pchor. Łankiewicz obejmuje 1 komp. w momencie jej ucieczki, lecz mimo całej swej odwagi i energii nie jest w stanie opanować sytuacji. Kompania 3-cia i Rosińskiego nie są w stanie wytrzymać przewagi litewskiej – kompania 2-ga jest zagrożona odcięciem. W tej chwili ppor. Zawadzki zbiera grupkę najdzielniejszych żołnierzy 1 kompanii i konno prowadzi ich do przeciwnatarcia na Litwinów, wdzierając się w wytworzoną lukę. Ten czyn bohaterski zwalnia tempo posuwania się wroga – odwrót naszych oddziałów odbywa się we względnym porządku – lecz ppor. Zawadzki, dusza powstania sejneńskiego, ginie w walce z bliska ugodzony kilkoma granatami ręcznymi”.

Po trwającym dwie godziny zaciętym boju Litwini w końcu zajęli Sejny. Polskie oddziały wycofały się na okoliczne wzgórza, gdzie przygotowywały kontrnatarcie, które rozpoczęło się około godz. 9. Polacy wzmocnieni kompanią „Krasnopol” Łankiewicza uderzyli na miasto z trzech stron, powtarzając manewr sprzed dwóch dni. Tym razem jednak decydujące znacznie dla powodzenia całej akcji miał oskrzydlający atak powstańczej kawalerii por. Lipskiego, która natarła na tyły litewskich wojsk zebranych wzdłuż szosy Łoździeje–Sejny. Całkowicie zaskoczony przeciwnik szybko poszedł w rozsypkę, a polscy ułani zdobyli wielu jeńców i tabory. Litwini wzięli ten niewielki oddział (27 ułanów) za forpocztę regularnych wojsk polskich, wpadli w panikę i ostatecznie wycofali się z Sejn.

Kilkugodzinna litewska okupacja miasta miała jednak dramatyczny przebieg. Ranni powstańcy, którzy pozostali w mieście, zostali przez żołnierzy wroga bestialsko zamordowani (w sumie tego dnia w walkach poległo 16 peowiaków). Były także ofiary wśród ludności cywilnej – napastnicy zastrzelili m.in. właściciela apteki Wincentego Domosławskiego, być może mszcząc się za to, że 23 sierpnia stał na czele komitetu, który uroczyście powitał wkraczających do Sejn powstańców. Wiele polskich domów zostało ograbionych, a ich mieszkańców brutalnie pobito. Litewska policja aresztowała także wielu ziemian i chłopów mieszkających w okolicach Sejn.

Dwa kolejne dni były spokojniejsze. Pochowano poległych, rannych odesłano do szpitala w Suwałkach, umocniono pozycje obronne i prowadzono intensywną działalność wywiadowczą za linią frontu. 26 sierpnia o godz. 16 do miasta wkroczyły w końcu pierwsze odziały 41. Suwalskiego Pułku Piechoty. Dlaczego odsiecz nie dotarła na czas? Okazało się, że marsz żołnierzy WP wstrzymał na wiele godzin rezydujący w Augustowie gen. Wojciech Falewicz. Do dzisiaj historycy głowią się nad tym, co było przyczyną tej dziwnej decyzji. Być może nie bez znaczenia była niechęć Falewicza do środowiska legionowego i Piłsudskiego.

Litwini nie zamierzali łatwo ustąpić. 28 sierpnia o 5 rano uderzyli na Sejny ponownie, z jeszcze większą siłą i determinacją. Polskie pozycje szturmowały dwa bataliony litewskiej piechoty, wspierane przez 12 ckm-ów i baterię armat. Jednak tym razem Polacy byli lepiej przygotowani do obrony, przede wszystkim dzięki obecności na prawym skrzydle żołnierzy 41. SPP. Lewe skrzydło obsadził batalion powstańczy w sile 500 karabinów, dowodzony przez Adama Rudnickiego. Walki toczyły się w odległości 3–5 km od miasta i trwały około 9 godzin. Polacy utrzymali wszystkie pozycje i w końcu Litwini rozpoczęli dość chaotyczny odwrót za linię Focha, pozostawiając na polu bitwy sprzęt i tabory. Kolejnych ataków już nie było. 1 września 1919 r. w porozumieniu z mjr. Mackiewiczem, dowódcą 41. SPP, por. Adam Rudnicki wydał rozkaz wcielenia oddziałów powstańczych do pułku. Akt ten był symbolicznym zakończeniem zwycięskiego powstania. Po litewskiej stronie linii Focha jeszcze przez blisko dwa miesiące walczył oddział POW „Kopciowo” pod dowództwem Adolfa Bóbki. Kopciowo i najbliższe okolice nazywano wtedy Republiką Kopciowską. Ostatecznie jednak pozbawieni wsparcia powstańcy dali za wygraną i obszar ten znalazł się w granicach niepodległej Litwy.

W powstaniu poległo blisko 50 członków POW, kilkunastu uznano za zaginionych, 70 powstańców zostało rannych. Straty po stronie litewskiej były z pewnością wyższe, ale do dzisiaj wobec braku wiarygodnych danych nie udało się ich precyzyjnie ustalić.

Zatruta pamięć

Powstanie sejneńskie to drugi obok powstania wielkopolskiego polski zryw niepodległościowy, który zakończył się niemal całkowitym sukcesem. Jednocześnie było to chyba najbardziej samoograniczające się powstanie w naszych dziejach. Powstańcy nie działali spontanicznie i – jak to zwykle bywa – chaotycznie, ale realizowali precyzyjnie przygotowany plan, który powstał w porozumieniu z władzami odradzającej się Polski. A te nie chciały niepotrzebnie zaogniać stosunków z Litwinami. Piłsudski, który marzył o zawiązaniu nowej unii polsko-litewskiej, zapewne zgodził się na wybuch powstania z ciężkim sercem, zdając sobie sprawę, że wobec wrogiej postawy władz litewskich nie obejdzie się bez zbrojnej manifestacji. W przeciwnym razie część Suwalszczyzny mogła pozostać poza granicami Polski. Starano się jednak nie działać pochopnie i unikać zbędnego rozgłosu, nie chcąc drażnić opinii międzynarodowej. Dlatego opanowane przez Litwinów tereny po polskiej stronie linii Focha nie mogły być zajęte od razu przez regularną armię polską, ale najpierw musieli się tam pojawić sejneńscy powstańcy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA