fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Gdy Algieria odzyskiwała niepodległość

Francuscy żołnierze rozpędzają demonstrację muzułmanów w Algierze (1960 r.)
AFP
Przez ponad 130 lat Algieria była francuską kolonią. Odzyskała suwerenność po krwawej wojnie z lat 1954–1962, ale do dziś nie wszystkie rany się zabliźniły.

Szukając w historii Francji epizodu mało znanego Polakom, a jednocześnie w miarę interesującego, takiego, którego byłbym świadkiem, wybrałem dramatyczny dla mojego kraju moment sprzed ponad 50 lat – uzyskanie niepodległości przez Algierię. Miałem 11 lat, kiedy w 1962 r. Francja z wielkim bólem zrezygnowała z kolonii, która była jej bardzo droga. Całe moje dzieciństwo gazety ciągle pisały o wojnie w Algierii, która zaczęła się w 1954 r., kiedy Francja po porażce w Dien Bien Phu wycofywała się z Indochin. Przez osiem lat wydarzenia w Algierii były tymi najbardziej gorącymi, rozdzierającymi serca czołówkami francuskiej prasy. Tym żyła cała Francja.

Oficjalny koniec wojny nastąpił w marcu 1962 r., lecz zamieszki trwały jeszcze długie miesiące, zmuszając do ucieczki prawie milion Francuzów. Musieli opuścić tę ukochaną przez nich ziemię, na której żyli od pokoleń i która była w pewnym sensie ich ojczyzną. Wszystkie te wydarzenia pozostawiły po sobie olbrzymią traumę po obu stronach Morza Śródziemnego.

Algieria częścią Francji

Jeszcze na początku lat 50. kolonialne imperium Francji było imponujące, ale ze wszystkich terytoriów zamorskich to Algieria była najbardziej bliska, to z niej Francja była najbardziej dumna. Wystawa Kolonialna, która odbyła się w Paryżu w 1931 r., zbiegła się ze stuleciem obecności Francji w Algierii. Wystawa ta nie dotyczyła tylko Francji, swoje pawilony miały tam także inne potęgi kolonialne: Wielka Brytania, Belgia, Włochy, Hiszpania. Francja miała 15 pawilonów odpowiadających jej 15 terytoriom kolonialnym. Jednak to pawilon poświęcony Algierii wzbudził największe zainteresowanie wśród 8 mln zwiedzających wystawę. Francuzi, którzy bardziej niż z innymi koloniami związani byli z Algierią, uważali, że jest ona naturalnym przedłużeniem francuskiego terytorium na południu Morza Śródziemnego. Integracja pod względem administracyjnym była bardziej zaawansowana niż w innych koloniach. Zdobyta w 1830 r. Algieria stała się na przestrzeni 50 lat (dzięki polityce osiedleńczej) ziemią zamieszkaną przez setki tysięcy Europejczyków. Oprócz Francuzów tę najliczniejszą kolonię zamieszkiwali Hiszpanie, Włosi, Maltańczycy.

W 1848 r. Francuzi, używając armii do stłumienia oporu lokalnych plemion, ostatecznie narzucili Algierii administracyjny porządek na wzór tego, jaki działał w metropolii. Trzy departamenty podzielone na kantony i gminy i zarządzone przez prefektów zostały utworzone wokół dużych miast na północy: Algieru, Oranu oraz Konstantyny. W 1903 r. Francja założyła sześć nowych tzw. terytoriów południowych do zarządzenia Algierią śródlądową i Saharą.

W czasie 130 lat okupacji Algierii władze centralne uważały ją za integralną część Francji. Zarówno w Algierii, jak i we Francji uczniowie uczyli się geografii z tych samych podręczników, które przynależność Algierii do Francji uznawały za oczywistą (żaden nauczyciel nie podawał tego w wątpliwość). Naturalne warunki życia Francuzów w Algierii znacznie odbiegały od tych w Bretanii czy Owernii: klimat, pejzaże, architektura były północnoafrykańskie. Lokalna ludność arabska i berberyjska zachowała swój styl życia, język, religię. Mimo celowej polityki integracyjnej (dzieci arabskie i europejskie uczyły się razem) lokalni mieszkańcy rzadko mieszali się z Europejczykami. Wysoki odsetek Europejczyków w takich miastach jak Algier, a zwłaszcza Oran, nijak się miał do bardzo niskiej ich liczby na prowincji (ledwo 100 tys., co stanowiło tylko 10 proc.). W 1959 r. Oran z 49 proc. Europejczyków był najbardziej europejskim miastem północnej Afryki. Mimo posiadania francuskiego obywatelstwa prawie połowę Europejczyków stanowili naturalizowani na mocy prawa z 1889 r. przedstawiciele innych nacji: Hiszpanie, Włosi, Maltańczycy. Mieszkający w Algierii przed kolonizacją Żydzi sefardyjscy, społeczność licząca ok. 150 tys. osób, zostali Francuzami na mocy dekretu z 1870 r.

Nierówności społeczne

Populacja Algierii dzieliła się na dwie nierówne części: Francuzi i muzułmańscy Algierczycy, nazywani również tubylcami. Nierówne nie tylko liczebnie, ale także pod względem prawnym. Tubylcy (90 proc. mieszkańców kraju) nie posiadali tych samych praw cywilnych co Francuzi, byli też bardzo słabo reprezentowani w parlamencie. Tak więc ich ocena czasów kolonialnych różniła się od oceny Francuzów. Ci ostatni do końca wierzyli, że ich obecność w Algierii była bardzo korzystna dla tego kraju, zapewniała postęp ekonomiczny i dużą poprawę w dziedzinie infrastruktury, administracji, zdrowia i szkolnictwa. Do 1945 r. francuska opinia publiczna (z wyjątkiem zwolenników partii komunistycznej) popierała politykę kolonialną, uważając ją za niosącą postęp cywilizacyjny.

Tymczasem nierówności między Europejczykami a Algierczykami widoczne były niemal gołym okiem. W 1939 r. Albert Camus, urodzony w Algierii, wtedy młody dziennikarz gazety „Republikański Algier”, napisał na ten temat obszerny reportaż. Osiem lat po euforii wielkiej Wystawy Kolonialnej przyszły laureat Nagrody Nobla, który wyruszając w głąb kraju, obiecywał sobie „opisać to wszystko, co było dobre”, musiał zweryfikować swoją opinię i opisać jakże inną rzeczywistość. Ujrzał bowiem „przerażającą biedę, dzieci, które wydzierały psom resztki ze śmietnika, arabskich robotników, którzy pracowali jak niewolnicy za niewspółmiernie niskie pensje”. Camus ubolewał nad bardzo małą liczbą lekarzy (jeden na 60 tys. mieszkańców), nad niskim wskaźnikiem skolaryzacji (jedno dziecko na dziesięć chodziło do szkoły, a nauka odbywała się w klasach liczących do 80 uczniów). Takie były realia w regionie Kabylii. W 1955 r. wszyscy ekonomiści zgodnie twierdzili, że ludność lokalna stanowiąca 90 proc. ogółu społeczeństwa dysponowała tylko 53 proc. globalnego dochodu. W miastach Europejczycy monopolizowali dobrze płatne prace, nie dotyczyło ich bezrobocie, podczas gdy 33 proc. tubylców nie miało pracy, a jeśli już pracowali, to za czterokrotnie niższe wynagrodzenie. Nie należy jednak z tego wyciągać wniosku, że wszyscy Europejczycy żyli na wysokim poziomie. Przeprowadzone w 1954 r. badania dowiodły, że robotnicy i urzędnicy, który stanowili 50 proc. wszystkich Francuzów w Algierii, zarabiali średnio o 20 proc. mniej niż ci mieszkający we Francji. Z miliona Europejczyków w Algierii tylko ok. 50 tys. żyło na wysokim poziomie, reszta raczej skromnie.

Wojna o niepodległość

To w takiej podzielonej i dalekiej od równości Algierii w 1954 r., kiedy Francja utraciła Indochiny, wybuchła wojna o niepodległość. Radykalne ugrupowanie Front Wyzwolenia Narodowego (FLN), inspirowane przez egipskiego przywódcę Gamala Abdela Nasera, wytoczyło najcięższe działa do walki z kolonialną Francją. Walki były prowadzone przez zbrojne ramię FLN – Narodową Armię Wyzwoleńczą (ALN), złożoną z partyzantów. Zaczęły się 1 listopada 1954 r. i miały na celu ciągłe nękanie, by doprowadzić do destabilizacji Francji, a w konsekwencji do opuszczania Algierii przez Francuzów. Ponad 30 równoczesnych zamachów na koszary wojskowe, budynki policyjne i administracyjne przyniosło setki ofiar wśród cywilów i żołnierzy. Dziesięć dni później ówczesny minister spraw wewnętrznych François Mitterrand zadeklarował w Algierze, że Francja nie wycofa się z Algierii, nie podejmie negocjacji z buntownikami, a jedyną odpowiedzią będzie wojna. Nastąpiło zaostrzenie napięć.

W marcu 1956 r. za zgodą francuskiego parlamentu rząd wysłał do Algierii armię. Nawet komuniści, którzy popierali wcześniej wyzwoleńcze ruchy algierskie, zgadzali się, aby dać armii specjalne uprawnienia, porównywalne dziś ze stanem wyjątkowym. O ile w Indochinach walczyli tylko zawodowi żołnierze, o tyle w Algierii zaangażowano do walki poborowych, przedłużając im z 18 do 27 miesięcy obowiązkową służbę wojskową. Mobilizacja młodych poborowych w znacznym stopniu przyczyniła się do zmiany nastawienia opinii publicznej. Coraz częściej żądano wycofania się Francji z Algierii. Prawie każda francuska rodzina miała w swoim gronie młodych żołnierzy wysłanych na wojnę. Nieznośne stało się dla nich marginalizowanie wydarzeń wojennych, które relacjonowała kontrolowana przez władzę prasa. Pacyfiści zatrzymywali pociągi pełne żołnierzy jadących do Marsylii. W 1959 r., w najgorętszym momencie konfliktu, w Algierii było 750 tys. francuskich żołnierzy. Nie wszyscy walczyli, część pracowała jako sanitariusze lub nauczyciele, ale wszyscy żyli w warunkach zagrażających życiu. Na marginesie – moja mama bardzo się bała, że mój starszy brat zostanie powołany do wojska (szczęśliwie tak się nie stało, skończył 20 lat trzy miesiące po zakończeniu wojny).

Po ośmiu latach wojny, kiedy przemoc i okrucieństwo dominowały po każdej stronie barykady, pogrążona w chaosie Algieria zaczęła liczyć swoje straty w ludziach, a Francja przychylać się do nieuchronnego rozwiązania konfliktu, jakim było odzyskanie niepodległości przez Algierię. Zresztą inne potęgi kolonialne borykały się w tamtym czasie z podobnymi problemami. Na arenie międzynarodowej nie rozumiano, dlaczego Francja, która razem z Beneluksem, Niemcami i Włochami zaczęła tworzyć „nową Europę”, kurczowo trzymała się Algierii. Jeszcze 4 czerwca 1958 r. generał de Gaulle jako nowy szef rządu obiecywał Francuzom z Algierii, że kraj ten zawsze będzie częścią Francji. Jakież było więc rozczarowanie, kiedy już jako prezydent Francji podpisał w marcu 1962 r. tzw. porozumienia z Evian, które definitywnie kończyły wojnę i otwierały drogę do niepodległości Algierii (oficjalne odzyskanie niepodległości nastąpiło niedługo później w wyniku referendum z 1 lipca 1962 r.). Dla Francuzów z Algierii porozumienia z Evian były katastrofalne. Tymczasowy rząd Republiki Algierii nie był w stanie powstrzymać aktów przemocy, do których dochodziło codziennie. Życie stało się tam bardzo niebezpieczne. Jak bardzo, niech świadczy powiedzenie z tamtego okresu: „wybór jest między walizką a trumną”. Po strzelaninie na ulicy Isly w Algierze 26 marca 1962 r., gdy żołnierze francuscy otworzyli ogień do tłumu; po masakrze w Oranie 5 lipca 1962 r., do której doszło zaledwie cztery dni po oficjalnym ogłoszeniu niepodległości, stało się jasne, że armia francuska nie chroni już swoich obywateli i wyjazd z Algierii do Francji jest jedynym wyjściem. Bilans strat wojennych był przerażający. Spośród setek tysięcy francuskich żołnierzy, który walczyli w Algierii, 30 tys. znalazło tam śmierć. Zginęło także 6 tys. francuskich cywilów. Po stronie algierskiej dane są jeszcze straszniejsze: zginęło co najmniej 400 tys. cywilów, w tym 60 tys. Algierczyków frankofilów, którzy zostali bezdusznie zabici przez partyzantów z ALN.

Francuzi wracają do metropolii

Poprosiłem o świadectwo z tamtych lat panią Gril, naszą sąsiadkę z klatki schodowej, dzisiaj już starszą panią. Pani Gril, wówczas nauczycielka, żyła wraz z mężem geometrą i małym dzieckiem w europejskiej dzielnicy Oranu. Mieszkał tam także jej brat, który w lipcu 1962 r. zaginął bez wieści, zostawiając młodą żonę, która czekała tam jeszcze dwa lata w nadziei, że wróci. Wsiadając w październiku 1962 r. na statek do Francji i opuszczając na zawsze Algierię, „ich kraj”, gdzie ich rodziny żyły od czterech pokoleń, państwo Gril czuli się wręcz jak uchodźcy. Kiedy statek przybił do brzegów Francji w okolicach Perpignan, czekało ich miłe zaskoczenie: całe ich mienie przesiedleńcze ocalało. Nie było to aż tak oczywiste, bo komunistyczni dokerzy z portów w Marsylii często wyrzucali do wody cały dobytek przybywających do ojczyzny rodaków. Partia komunistyczna we Francji miała wtedy ok. 20 proc. wyborców, ludzi, którzy uważali Francuzów z Algierii za wyzyskiwaczy biednych Arabów. Uważali, że wygnanie ich z Algierii było słuszne, a współczucie dla nich było im obce.

Przybywający do metropolii Francuzi nie czuli się więc mile widziani. Władze też nie stanęły na wysokości zadania – nie było wystarczająco dużo miejsc do zakwaterowania ani środków transportu. W Marsylii byli często witani w porcie nieprzyjaznymi hasłami, musieli płacić fortunę za wynajęcie mieszkanka bez wygód lub pokoju hotelowego. Metropolia, która kilka lat temu bez większych problemów wchłonęła powracających z Indochin, Maroka czy Tunezji, była co najmniej zaskoczona rozmiarami tego exodusu. Między majem a sierpniem 1962 r., po długim wyczekiwaniu w palącym słońcu na statek czy samolot, do Francji dotarło ok. 600 tys. osób, w tym 100 tys. Żydów sefardyjskich (nimi życzliwie zajęła się społeczność żydowska) i ok. 50 tys. frankofilskich Algierczyków, którzy opuścili własną ojczyznę, wybierając Francję. Pani Gril miała to szczęście, że w Perpignan mieszkała jej dalsza rodzina, która udzieliła im pomocy w tych trudnych czasach.

Moja rodzina mieszkała w tamtym okresie niedaleko Lyonu, który był trzecim – po Marsylii i Paryżu – miastem, gdzie osiedlało się najwięcej Francuzów przybywających z Algierii. W mojej klasie w liceum było ich sześcioro. Zawsze trzymali się razem i nie zwierzali się nam ze swojej przeszłości, która była osnuta jakąś aurą tajemniczości. Widzieliśmy jednak, jak ciężko im było. Mówili nam tylko, że nostalgii, jaką odczuwają, nie da się dzielić z tymi, którzy nie przeżyli tych wydarzeń. Chętnie rozmawiali między sobą po arabsku, również z Algierczykami chodzącymi do naszej szkoły. Byli żywym przykładem tezy pani Gril, która od zawsze twierdziła, że w jej Algierii nie było rasizmu, że Europejczycy i Arabowie mogą świetnie się dogadywać i żyć razem bez problemów. W klasie maturalnej miałem nauczycielkę filozofii, która była Francuzką z Algierii. Doskonale znała świat muzułmański i pomogła nam lepiej go poznać i zrozumieć. Francuzi z Algierii otworzyli nas na bardziej różnorodny świat, wzbogacili nas kulturowo. Do dzisiaj mają we Francji swoich reprezentantów wśród pisarzy, dziennikarzy, aktorów. Są to często jednostki wybitne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA