fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Amerykanie też już się boją Aldiego i Lidla

Bloomberg
Sieci dyskontowe stają się coraz poważniejszym graczem w USA, a lokalni gracze zupełnie nie wiedzą, jak sobie z takim konkurentem poradzić.

Mimo fali patriotyzmu zakupowego w USA obserwowanej ze szczególnym natężeniem klienci coraz chętniej robią zakupy w niemieckich sieciach dyskontowych. Aldi działa w tym kraju już od lat 70., rósł pozwoli w cieniu potęg w rodzaju Walmart i nagle okazało się, że jest już liczącym się graczem w handlu FMCG. Niemiecka sieć ma w Stanach Zjednoczonych już niemal 1,9 tys. sklepów i góra w ciągu roku, dwóch zostanie trzecim pod względem liczby placówek graczem na rynku.

Niemiecka sieć Lidl szykuje się do podboju rynku w USA

Firma zapowiedziała też, że wyda 1,6 mld dol. na remont 1,3 tys. sklepów do 2020 r. oraz przeznaczy 3,4 mld dol. na to, aby do 2022 r. rozbudować sieć do 2,5 tys. placówek.

– Rozwijamy się w czasie, gdy inni sprzedawcy detaliczni mają kłopoty. Zapewniamy naszym klientom to, czego chcą, czyli więcej produktów ekologicznych, mięsa bez antybiotyków i innych zdrowych opcji w całym sklepie – mówi Jason Hart, prezes Aldi US. – Wszystkie ceny są nawet o 50 proc. niższe niż w tradycyjnych sklepach spożywczych – dodaje.

Analitycy ze zdumieniem obserwują ogromny sukces rynkowy firmy, która w przeciwieństwie do wszystkich konkurentów pobiera choćby opłaty za wszelkie torby foliowe czy opakowania, a kasjerzy wręcz poganiają klientów, aby kończyli pakowanie dalej i nie blokowali kas. Nawet zwyczaj pobierania kaucji za wózek, choć to tylko 25 centów, jest w USA czymś zupełnie niespotykanym.

– Są w stanie wyeliminować każdy zbędny koszt przy braku kompromisów, jeśli chodzi o utrzymanie jakości produktów – mówi CNN Katrijn Gielens, profesor marketingu na Kenan-Flagler Business School.

Mimo tych dziwnych – wydawałoby się – zwyczajów konsumentów to nie zniechęca. Aldi podaje, że miesięcznie ma w USA ok. 100 mln klientów. Także CNN w dużym raporcie zauważa, że koszyk 40 porównywalnych produktów w marcu 2019 r. w niemieckim dyskoncie kosztował 55,83 dol., podczas gdy w sklepie Walmart trzeba było za niego zapłacić 68,16 dol. Jak na realia, zwłaszcza amerykańskiej prowincji, to bardzo duża różnica w cenie i mimo taniejących w ostatnich miesiącach produktów ujętych w zestawieniu różnica utrzymuje się na zbliżonym poziomie, a nawet nieco się zwiększyła. CNN zauważa też, że jeden z ostatnich sklepów Aldiego został nieprzypadkowo uruchomiony niedaleko od centrali Walmart, co na pewno zostało w niej odebrane jako wizerunkowy przytyk.

Aldi tnie koszty, gdzie jest to tylko możliwe, i amerykańskie firmy zupełnie nie wiedzą, jak na taki model sprzedaży zareagować. Tym bardziej że sprzedaż w surowych i nieszczególnie dopracowanych halach sprzedażowych to w tym kraju norma, a różnice w modelu dyskontowym sięgają znacznie głębiej. Dodatkowo na rynek wszedł kolejny potentat z Niemiec, czyli Lidl. Ta sieć jest w USA zupełnie świeża, działa dopiero od 2017 r., ale już ma ok. 60 sklepów i bardzo szybko otwiera kolejne.

Zgryz ma też Amazon, który kupił sieć Whole Foods w 2014 r. za ok. 14 mld dol. O ile firma mocno liczyła na efekty synergii ze swoim głównym biznesem, to jednak w segmencie spożywczym nie jest to rywal dla obecnych liderów.

Niemcy mają znacznie mniejsze sklepy, w przypadku Aldiego oferta to ok 1,4 tys. produktów, wobec nawet 40 tys. w sieci Walmart, a mimo to klientom to aż tak nie przeszkadza. Podobnie jak częsty brak ich ulubionych produktów, oferta dyskontów to zazwyczaj w ok. 90 proc. marki własne.

Dlatego choć amerykański rynek uważany jest za jeden z najtrudniejszych na świecie – wycofało się z niego choćby Tesco – to niemieckim dyskontom podbój idzie znacznie lepiej. Dotąd nie były jednak traktowane zbyt poważnie przez pozostałych graczy, co właśnie się zmienia. Pytanie tylko, czy Walmart jest w stanie z takim trendem walczyć ze swoimi ogromnymi sklepami i strukturą kosztów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA