fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Dyskonty jeszcze się umocnią

Fotorzepa, Rafał Guz rg Rafał Guz
Politycy mają kolejny dowód, że ręczne sterowanie rynkiem się nie sprawdza. Zakaz handlu miał uderzyć w sieci i pomóc małym sklepom, a jest odwrotnie.

Od 2019 r. zakaz handlu wszedł w kolejny etap, zakupy w dużych sklepach będą możliwe tylko w jedną niedzielę w miesiącu – ostatnią. Od 2020 r. zakaz ma już był pełny, nie będzie żadnych niedziel handlowych poza okresami przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem.

Niedziele handlowe 2019. W te niedziele będzie można zrobić zakupy w 2019 roku

Już widać, że prawo zmienia rynek, ale zupełnie nie w tym kierunku, jakiego spodziewali się pomysłodawcy ustawy. Najmocniej zyskały na nim bowiem sieci dyskontowe, które przygotowały zwłaszcza na czwartki i piątki tyle dodatkowych promocji, napędzanych szeroką reklamą, że odebrały małym sklepom jeszcze więcej klientów, niż miało to miejsce w latach wcześniejszych. Co więcej, zmiany będą następować właśnie w tym kierunku, co przyspieszy jeszcze proces upadania małych sklepów, których według prognoz Euromonitora w 2019 r. może zniknąć ponad 5 tys. Oficjalnych danych za 2018 r. jeszcze nie ma, ale będą one na pewno bolesne.

Konsument wie lepiej

– Konsumenci nie przestawią się na robienie zakupów w małych sklepach czy na stacjach benzynowych, ponieważ mają tam mniejszy wybór i – co najważniejsze – ceny wyższe niż w dużych sieciach – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Dlatego zakaz handlu spowoduje spadek konsumpcji. W przypadku zakupów impulsowych czy produktów niespożywczych, zwłaszcza mebli, ubrań czy elektroniki, wcześniej najczęściej dokonywanych w weekendy, części nie da się przesunąć na inne dni, ponieważ wiele osób nie ma czasu na zakupy po godzinach swojej pracy – dodaje.

Wtóruje jej konkurencyjna organizacja, zrzeszająca sieci mniejszych sklepów. – Przedstawiciele polskich sieci przyznają, że udaje im się w pozostałe dni tygodnia odrobić 50 proc. utraconego z niedzieli utargu. Dyskonty mówią o 70 proc. i ten dystans będzie rosnąć. Nasilenie promocji przed weekendami widać gołym okiem, a to przełoży się na zagarnianie przez dyskonty jeszcze większego udziału w rynku – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu. Jak podkreśla, realia rynkowe są takie, że zamknięty sklep nie zarabia – z tym nie da się polemizować i nie zmienią tego żadne argumenty zwolenników ustawy.

– W 2019 r. teoretycznie nadal mamy jedną niedzielę handlową, ale tak jak konsumenci mieli problem z zapamiętaniem, kiedy przypadają dwie z otwartymi sklepami, tak teraz wielu założy, iż w ten dzień zakupów po prostu nie zrobią. Część produktów z tego dnia nie kupią w inne dni, np. napojów czy lodów i innych produktów impulsowych – dodaje.

Małe sklepy, te działające poza sieciami franczyzowymi i grupami zakupowymi, będą zatem miały coraz większe problemy. Jeśli spełnią się zapowiedzi o nadchodzącym spowolnieniu gospodarczym, konsumenci jeszcze chętniej będą szukali okazji i promocji, a o te najłatwiej w dużych sieciach, które zawsze miały ceny niższe niż w małych sklepach – w grę wchodzą nawet 20- -proc. różnice.

Masa nowych sklepów

Sektor dużych sieci nadal się rozrasta, co jeszcze zaostrzy rynkową konkurencję. Na razie firmy ostrożnie mówią o planach, Carrefour zapowiada, że o otwarciu nowych sklepów będzie informować na bieżąco.

– Jako spółka notowana na giełdzie jesteśmy zobligowani do przestrzegania zasad komunikacji spółek publicznych. W związku z tym na tę chwilę możemy się odnosić do danych już zaraportowanych, według których sieć Biedronka na koniec trzeciego kwartału 2018 r. liczyła 2850 sklepów, a w ciągu dziewięciu miesięcy 2018 r. otwarto 54 nowe placówki i zamknięto 27, czyli netto przybyło 27 sklepów – wyjaśnia biuro prasowe Jeronimo Martins Polska. Jednocześnie firma zwraca uwagę, że jej prezes w jednym z wywiadów zapowiedział, iż w najbliższych latach sieć powinna otwierać 100–150 nowych sklepów rocznie.

To spora zmiana oznaczająca, że Biedronka jeszcze walkę o rynek zaostrzy. Tym bardziej że po początkowym optymizmie o wpływie zakazu handlu na obroty już wyniki za trzeci kwartał przyniosły spowolnienie wzrostu, zwłaszcza w ujęciu tzw. like for like, czyli porównywalnym, bez uwzględnienia sklepów otwartych w tym roku.

Inne firmy też zapowiadają plany dalszej ekspansji. – Rozwijamy się organicznie w stałym tempie około 30 sklepów rocznie – mówi Aleksandra Robaszkiewicz, rzecznik Lidla Polska. Tempa zwalniać nie ma zamiaru także Żabka. Dzisiaj jej sklepy w niedzielę mogą pracować, ponieważ to placówki franczyzowe, ale obsługują również wysyłkę przesyłek, zatem mogą korzystać z wyłączenia dla placówek pocztowych. Skończyć z tym ma dopiero nowelizacja ustawy, która jednak utknęła w Sejmie.

Posłowie nie przygotowali bowiem żadnej oceny, jak nowa regulacja może wpłynąć na rynek, co spowodowało na tyle głośny sprzeciw, że projekt trafił do dodatkowych analiz.

Żabka podaje, że odnotowała rekordowy przyrost nowych sklepów. – W sieci pojawiło się ponad 700 nowo otwartych placówek. W części wynikało to z wejścia sklepów Żabka do nowych kategorii lokalizacji, takich jak: centra handlowe, dworce, pasaże komunikacyjne czy apartamentowce – podaje biuro prasowe firmy. W tym roku firma chce utrzymać tempo rozwoju, zakładając otwarcie co najmniej 600 sklepów. – Należy podkreślić, że celem nie jest sama liczba nowo otwieranych placówek. Ważna jest jakość lokalizacji i jej dostępność oraz pozostałe warunki rynkowe. Od tego będzie zależał ostateczny bilans otwarć na koniec roku – wyjaśnia Żabka Polska.

Opinia dla „rz"

Andrzej Faliński, prezes Forum Dialogu Gospodarczego

Na konsumpcji w dużej mierze opiera się wzrost polskiej gospodarki, dlatego ryzykowne są próby, aby na nią wpłynąć. Zakaz handlu już to robi, jego wpływ nakłada się na inne trendy. Ogromna konkurencja między sieciami trwa od lat, teraz się zaostrzyła. Małe sklepy mają do wyboru: zniknąć lub wejść do grupy, inaczej temu nie podołają. Duże sieci na to stać, więc promocji będzie jeszcze więcej. Do tego problemy z pracownikami, którym dyskont może zapłacić tyle, ile dla małej firmy jest kwotą nieosiągalną.

Ryzyko w handlu rośnie

Sektor handlu detalicznego oraz hurtowego artykułami spożywczymi jest negatywnie oceniany przez analityków firmy Atradius. Zwracają uwagę na wysoką konkurencję w branży. Dodatkowo wielu średnich graczy operuje niewielkimi lub wręcz ujemnymi marżami z powodu dużej konkurencji cenowej. Nie bez znaczenia dla tych firm jest również ograniczenie handlu w niedziele. Warto tutaj wspomnieć problemy takich krajowych sieci jak Piotr i Paweł oraz Bać Pol.

Firma Atriadus podkreśla, że średni czas płatności w polskim przemyśle spożywczym to 30 dni. Liczba przedłużających się płatności jest na ogół wysoka, ponieważ duże firmy wykorzystują swoją przewagę wobec dostawców. Żądają długich terminów lub przedłużają płatności w celu poprawy własnej płynności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA