fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Cisza przed burzą

Fotorzepa, Piotr Guzik
Polską gospodarkę czeka trzeci z rzędu rok szybkiego rozwoju i niskiej inflacji. Ale nic nie trwa wiecznie – w 2020 r. może jednak nadejść poważniejsze spowolnienie.

Po dwóch latach „cudu gospodarczego", jak koniunkturę w Polsce w ostatnich kwartałach określał prezes NBP Adam Glapiński, każdy prawdopodobny scenariusz na kolejny rok przedstawia się rozczarowująco. Ale patrząc w szerszej perspektywie, 2019 r. będzie wciąż udany.

Ponad 20 zespołów ekonomistów oraz indywidualnych analityków, którzy wzięli udział w noworocznej ankiecie „Rzeczpospolitej", przeciętnie przewiduje, że w 2019 r. produkt krajowy brutto Polski powiększy się w ujęciu realnym (czyli po korekcie o wpływ zmiany cen) o 3,8 proc. To byłby wynik wyraźnie słabszy niż w 2018 r., gdy PKB prawdopodobnie wzrósł o 5 proc. Z drugiej strony w latach 2000–2016 polska gospodarka rosła średnio w tempie 3,6 proc. rocznie. W tym świetle najbliższy rok oznaczałby powrót do normalności. Na krótko, bo już w 2020 r., wzrost PKB – jak przewidują przeciętnie ekonomiści – spadnie do 3,2 proc., a być może nawet poniżej 3 proc.

Wygasający boom

Dlaczego gospodarka miałaby stracić impet? – Z powodu sytuacji na rynku pracy trudno być optymistą. Dochodzimy chyba do twardej bariery, jeśli chodzi o wzrost zatrudnienia. To oznacza, że wzrost dochodów gospodarstw domowych zwolni w ujęciu nominalnym, a w ujęciu realnym jeszcze bardziej, bo prawdopodobnie wzrośnie nieco inflacja. To wszystko przełoży się negatywnie na wzrost konsumpcji, który zwolni poniżej 4 proc. rocznie – tłumaczy Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Tymczasem to konsumpcja była w ostatnich latach kołem zamachowym gospodarki. Jej wzrost wyraźnie przyspieszył w drugiej połowie 2016 r., od tego czasu wynosił średnio 4,7 proc. rocznie. Tak szybko wydatki gospodarstw domowych rosły poprzednio w latach 2006–2008. Choć ten boom konsumpcyjny łatwo powiązać z wprowadzeniem programu 500+ wiosną 2016 r., jego źródłem była przede wszystkim poprawa koniunktury na rynku pracy. W połączeniu z niską inflacją sprawiało to, że siła nabywcza dochodów gospodarstw domowych rosła ostatnio w tempie dochodzącym do 10 proc. rocznie. To zdaniem ekonomistów jest nie do utrzymania.

W latach 2017–2018 zatrudnienie w polskiej gospodarce (poza rolnictwem) rosło średnio w tempie 3 proc. rocznie, w 2019 r. zwiększy się według prognoz ankietowanych przez „Rz" ekonomistów o zaledwie 1,1 proc. Pesymiści twierdzą, że pod koniec 2019 r. liczba pracujących w Polsce stanie w miejscu.

Inwestycje nie osłabną

Oprócz osłabienia popytu konsumpcyjnego, na polską gospodarkę negatywnie wpływało będzie również pogorszenie koniunktury za granicą. W otoczeniu zewnętrznym Polski, zwłaszcza zaś w strefie euro, spowolnienie gospodarcze już bowiem jest faktem. I choć dotąd polskie firmy mocno na tym nie ucierpiały, to się może zmienić, gdy wyczerpie się bufor zgromadzonych wcześniej, ale wciąż niezrealizowanych, zamówień.

To może studzić zapał inwestycyjny przedsiębiorstw. – W kontekście osłabienia koniunktury w kraju i za granicą firmy mogą nie mieć powodów, aby dalej wyraźnie zwiększać moce produkcyjne – tłumaczy Jakub Borowski, główny ekonomista banku Credit Agricole w Polsce.

Większość uczestników ankiety „Rz" zakłada jednak, że wzrost inwestycji ogółem – czyli zarówno w sektorze przedsiębiorstw, jak i na szczeblu rządowym i samorządowym – mocno nie zwolni. Przeciętnie się spodziewają, że nakłady brutto na środki trwałe zwiększą się o 6 proc., po około 8 proc. w 2018 r.

– Wzrost inwestycji może być niewiele słabszy, niż w 2018 r. Szczyt wykorzystania funduszy z UE ciągle jest przed nami i to będzie napędzało inwestycje. Przyspieszenia ich wzrostu jednak bym nie oczekiwał, nie będzie już dopalacza w postaci inwestycji samorządów, których kumulacja przypadła przed wyborami z października – tłumaczy Maciej Reluga, główny ekonomista Santander Bank Polska.

Stopy ciągle w miejscu

Coraz wolniejszy wzrost zatrudnienia to w pewnej mierze skutek osłabienia popytu na pracowników, ale przede wszystkim efekt ich niedoboru. Większość ekonomistów uważa, że stopa bezrobocia nie wzrośnie, a wzrost płac utrzyma się w okolicy 7 proc. rocznie. – Z perspektywy gospodarstw domowych w 2019 r. niewiele się więc zmieni – zauważa Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku, dodając, że także inflacja pozostanie niska.

W tym punkcie ekonomiści nie są jednak zgodni. Przeciętnie zakładają, że indeks cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, będzie w 2019 r. rósł średnio w tempie 2,1 proc. rok do roku, po 1,7 proc. w 2018 r. Nie brak jednak prognoz, że inflacja zbliży się do 3 proc. Będzie to zależało przede wszystkim od tego, jak wzrost kosztów energii dla firm wpłynie na ceny ich produktów i usług. Dotąd jednak nawet szybki wzrost płac, które w większości przedsiębiorstw mają większy udział w kosztach niż energia, przekładał się na CPI w niewielkim stopniu. – Zdolność firm do absorbowania rosnących kosztów się wyczerpuje – ocenia Maciej Reluga, wskazując na malejące od pewnego czasu marże przedsiębiorstw. To, ile wyniesie w 2019 r. inflacja, będzie miało wpływ na wzrost siły nabywczej gospodarstw domowych i w efekcie na konsumpcję. Nie będzie natomiast miało wielkiego znaczenia dla polityki pieniężnej. Nawet ci ekonomiści, którzy spodziewają się wzrostu inflacji powyżej celu NBP (2,5 proc.), sądzą w większości, że RPP zdecyduje się na podwyżkę stóp najwcześniej w 2020 r.

Wybory utrudniają prognozy

Jednym z kluczowych wydarzeń w 2019 r., które mogą wpływać na koniunkturę w polskiej gospodarce, będą wybory parlamentarne. Przełożenie polityki na perspektywy gospodarki było zresztą wyraźnie widać już w ostatnich tygodniach. Prognozy inflacji na przyszły rok zmieniały się wraz z doniesieniami na temat zmian cen prądu dla gospodarstw domowych. W końcu rząd wycofał się z podwyżek. Ekonomiści nie wykluczają, że w kolejnych miesiącach rząd da wyborcom kolejne „prezenty". Poluzowanie polityki fiskalnej może zaś złagodzić prognozowane na 2019 r. spowolnienie wzrostu PKB. Z kolei wynik wyborów może wpłynąć na politykę pieniężną. Część ekonomistów uważa, że w razie zwycięstwa opozycji RPP będzie bardziej skłonna podwyższać stopy procentowe. To oraz poprawa stosunków z UE mogłyby nieco umocnić złotego.

Tomasz Kaczor ekonomista z Prevision.pl

Gdybym miał opisać 2019 r. jednym słowem, byłoby to: przejściowy. Będzie to rok kontynuacji solidnego wzrostu gospodarczego z ostatnich kwartałów, ale pojawi się już przedsmak spowolnienia. Z jednej strony dobra sytuacja na rynku pracy i rosnące wynagrodzenia będą nadal napędzały konsumpcję, a inwestycje, które niedawno przyspieszyły, nie skończą się z dnia na dzień. Z drugiej strony rosnące obawy o wzrost globalny będą ciężarem dla eksportu netto, a w drugim półroczu także dla inwestycji. Coraz bardziej widoczne będą też ograniczenia podażowe, głównie na rynku pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA