fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

PiS wycofuje pomysł wyższych składek do ZUS

Kancelaria Sejmu/Rafał Zambrzycki
Gorący wtorek w Sejmie – Prawo i Sprawiedliwość jednak nie będzie pracować nad zniesieniem tzw. 30–krotności, a premier wygłasza exposé i apeluje o zmiany w konstytucji.

„Występując jako reprezentant wnioskodawców w pracach nad poselskim projektem ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw (druk nr 14), wycofuję przedmiotowy projekt ustawy" – napisał poseł PiS Marcin Horała w piśmie do marszałek Sejmu Elżbiety Witek.

Ulga w firmach

– Przedsiębiorcy odetchnęli z ulgą. Tzw. 30-krotność zostaje – skomentował Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan. – To sukces wspólnej akcji pracodawców i związków zawodowych, którzy jednym głosem apelowali o jej utrzymanie – zaznaczył.

– Mamy nadzieję, że po dzisiejszych zapowiedziach premiera Mateusza Morawieckiego rząd nie zaskoczy już pracodawców kolejnymi projektami szkodliwymi dla biznesu – dodał Witucki.

Poseł Horała wyjaśniał w Sejmie dziennikarzom, że decyzja parlamentarzystów PiS wynika z braku poparcia dla tej propozycji. Wcześniej Porozumienie Jarosława Gowina, wchodzące w skład obozu rządzącego, złożyło jasną deklarację, że nie poprze tego rozwiązania. A bez ich głosów najprawdopodobniej nie zostałoby ono uchwalone.

Wycofanie się posłów PiS z propozycji kontrowersyjnej ustawy to jednocześnie jednak problem dla budżetu państwa. Zniesienie limitu miało bowiem przynieść kasie państwa w 2020 r. ok. 5 mld zł dochodów netto. Poseł Horała przyznał, że bez tych pieniędzy rośnie ryzyko, że w budżecie w przyszłym roku pojawi się deficyt, choć został on zaprojektowany jako „pierwszy w historii budżet zrównoważony".

Ciekawe, że w czasie, gdy PiS wycofywał swój wniosek o zmiany w systemie emerytalnym, swój projekt złożyła Lewica. Zakłada on m.in. zniesienie rocznego ograniczenia podstawy wymiaru składek w postaci 30-krotności prognozy przeciętnego wynagrodzenia, podniesienie najniższej emerytury i renty do 1600 zł oraz wprowadzenie pojęcia najwyższej emerytury (w wysokości równej sześciokrotności wynagrodzenia minimalnego w roku poprzedzającym rok przejścia na emeryturę).

Tak szerokie podejście oznacza głęboką rewolucję w systemie emerytalnym, prowadzącą do zupełnego oderwania wysokości otrzymywanego świadczenia od wysokości uzbieranych składek. Można więc przewidywać, że posłowie innych ugrupowań nie zgodzą się na prace nad tym pomysłem, a przynajmniej nie w trybie pilnym.

PPK w konstytucji?

Wtorek był w Sejmie bardzo gorący. Jeszcze przed „składkowym" zamieszaniem exposé wygłosił premier Mateusz Morawiecki. I dosyć nieoczekiwanie zaapelował do posłów wszystkich ugrupowań o poparcie zmiany konstytucji tak, by gwarantowała ona prywatność i bezpieczeństwo oszczędności gromadzonych w PPK (pracownicze plany kapitałowe) oraz na IKE (indywidualne konta emerytalne).

Do zmiany konstytucji potrzebna jest większość dwóch trzecich głosów. PiS do takiej większości dużo brakuje, a przekonanie posłów opozycji może być bardzo trudne. – Nie poprzemy tego pomysłu. PiS łamie konstytucję, więc żaden dodatkowy przepis w niej nie jest zabezpieczeniem przed tym rządem – powiedziała nam Izabela Leszczyna, posłanka Koalicji Obywatelskiej. – Lewica nigdy nie zgodzi się na wpisanie do konstytucji przywilejów sektora bankowego – mówił w trakcie debaty Adrian Zandberg, poseł Lewicy.

Wśród ekonomistów zdania co do konieczności zmian w konstytucji są podzielone. – Jeśli miałoby to przywrócić zaufanie Polaków do prywatnego oszczędzania na emeryturę, nadwerężonego przez perturbacje z OFE, to czemu nie – uważa Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. – Nie widzę takiej potrzeby – mówi z kolei Marcin Wojewódka z Instytutu Emerytalnego.

W czasie exposé premier zapowiedział też wprowadzenie w Polsce tzw. estońskiego CIT dla małych firm. To rodzaj ulgi w tym podatku – dopóki pieniądze z zysku zostają w firmie i są inwestowane, dopóty firma nie płaci CIT. Premier nie podał, kiedy to rozwiązanie miałoby zacząć obowiązywać.

Za plus exposé można uznać fakt, że po raz pierwszy premier tak zdecydowanie opowiedział się za rozwojem OZE (m.in. farmy wiatrowe na lądzie i morzu) oraz energii atomowej, a w przemówieniu nie było mowy o nadrzędnej roli węgla w naszym miksie energetycznym.

Ekonomiści zwracają też uwagę, że premier mówił o tak ważnych kwestiach, jak demografia, inwestycje i oszczędności czy podtrzymanie naszego potencjału gospodarczego w dłuższych okresie. Ale nie wskazał, w jaki sposób zamierza osiągnąć te cele.

Długa historia limitu składek

Emerytalne kominy, brak jakiegokolwiek uzasadnienia i oceny skutków regulacji,

brak konsultacji, zbyt krótki termin przygotowania – lista zarzutów wobec poselskiego projektu ustawy o zniesieniu limitu składek na ZUS była bardzo długa. Jeszcze w poniedziałek wszystkie organizacje pracodawców, a także związki zawodowe, przesłały do Sejmu swój apel o wycofanie się z tego projektu.

Warto przypomnieć, że to już drugie podejście PiS do kwestii wysokości składek ZUS dla najlepiej zarabiających pracowników. W 2017 r. projekt zniesienia limitu miał już formę ustawy, a jego wejście w życie zablokował prezydent, który skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Ten orzekł, że przepisy są nieobowiązujące ze względu na uchybienia formalne podczas ich przyjmowania.

Łukasz Kozłowski

główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

To jest bardzo dobra wiadomość dla pracowników i pracodawców. Może tylko cieszyć, że politycy dali się przekonać argumentom za utrzymaniem limitu składek ZUS, a firmy nie będą musiały szukać w swoich budżetach kilku miliardów złotych na wyższe składki płacone w imieniu pracowników. Zniesienie 30-krotności było najgorszym pomysłem na pozyskanie dodatkowych dochodów na realizację różnych programów społecznych. Jestem przekonany, że te programy są na tyle istotne, że rząd znajdzie inne, lepsze sposoby na ich finansowanie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA