fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Polska gra już w innej lidze niż Turcja

Fotorzepa, Robert Gardziński
Wyróżniamy się na tle Europy ekspresowym tempem rozwoju gospodarczego przy umiarkowanej inflacji. Możemy nawet skusić część kapitału uciekającego z Turcji – uważają eksperci.

W II kwartale produkt krajowy brutto Polski – szeroka miara aktywności w gospodarce – powiększył się o 5,1 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2017 r., po wzroście o 5,2 proc. w I kwartale. Część ekonomistów spodziewała się wprawdzie nawet lepszego wyniku, ale trudno mówić o rozczarowaniu. Tak dobrej passy jak w minionych czterech kwartałach polska gospodarka nie miała już od dekady. Gdy okazało się, że w III kwartale ub.r. po raz pierwszy od 2011 r. tempo wzrostu PKB przekroczyło 5 proc., ekonomiści powszechnie oceniali, że to był szczytowy punkt obecnego cyklu koniunkturalnego. Kolejne miesiące pokazały jednak, że zamiast na szczyt, gospodarka wspięła się na płaskowyż, na którym pozostała do dziś. I choć teraz czeka ją zejście, wszystko wskazuje na to, że będzie łagodne.

Wąski klub 4+

Po oczyszczeniu z wpływu czynników o charakterze sezonowym – czyli zgodnie z unijną konwencją prezentacji tych danych – PKB Polski w II kwartale urósł o 5 proc. rok do roku, tak samo jak w pierwszych trzech miesiącach roku. Takim tempem rozwoju w tym okresie nie mogło się pochwalić żadne spośród 21 państw UE, które już opublikowały rachunki narodowe za II kwartał. Ponad 4-proc. tempo wzrostu PKB odnotowały tylko Węgry, Łotwa i Rumunia.

W porównaniu z I kwartałem br. PKB Polski powiększył się o 0,9 proc., po zwyżce o 1,6 proc. To najsłabszy wynik od roku. – Ten odczyt wpisuje się w kreślony już od dość dawna scenariusz, wedle którego gospodarka mija szczyt obecnego cyklu. Ale warto przypomnieć, że tego szczytu wypatrywaliśmy już w połowie ub.r., on się wyraźnie przesunął – skomentowała na antenie Parkiet TV Marta Petka-Zagajewska, kierownik zespołu analiz makroekonomicznych PKO BP. Według niej w kolejnych kwartałach roczne tempo wzrostu będzie malało w kierunku 4 proc., ale w całym 2018 r. PKB i tak powiększy się o około 5 proc., po 4,6 proc. w ub.r. Podobne oczekiwania mają m.in. ekonomiści mBanku i Credit Agricole.

Dlaczego gospodarka ma stopniowo tracić impet? Analitycy uważają, że słabł będzie dotychczasowy motor rozwoju, czyli wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych. Hamuje bowiem wzrost ich dochodów, m.in. w związku z coraz wolniejszym wzrostem zatrudnienia. Zwolni też prawdopodobnie wzrost inwestycji, szczególnie infrastrukturalnych. – Sektor budowlany dociera do granic swoich mocy wytwórczych – tłumaczy Piotr Bielski, ekonomista z BZ WBK.

Na to nakłada się jeszcze koniunktura w handlu międzynarodowym. Spowolnienie wzrostu gospodarczego w strefie euro względem 2017 r. oraz napięte stosunki handlowe między największymi gospodarkami mogą tłumić dynamikę polskiego eksportu. A import będzie rósł w solidnym tempie w związku z silnym krajowym popytem inwestycyjnym.

Spokój w Polsce

Solidne tempo wzrostu gospodarczego, któremu towarzyszy umiarkowana inflacja, to jeden z czynników, które sprawiły, że polskie aktywa nie odczuły jak dotąd konsekwencji kryzysu walutowego w Turcji, choć Polska jest zaliczana przez międzynarodowych inwestorów do tego samego co ten kraj koszyka tzw. rynków wschodzących. I choć w zagranicznej prasie pojawiły się opinie, że rosnące wydatki publiczne oraz niszczenie przez rząd PiS ładu instytucjonalnego wystawia Polskę na ryzyko podobnego kryzysu.

– Niektóre instytucje już nas z tego koszyka wyjmują. To, co się w ostatnich dniach działo z walutami niektórych gospodarek wschodzących, np. RPA i Indii, wyraźnie pokazuje, że my jesteśmy w innej lidze. Dawniej polskie aktywa o wiele mocniej reagowały na takie zawieruchy – powiedziała Marta Petka-Zagajewska.

Ekonomiści ING Banku Śląskiego zauważyli wręcz, że w związku z dobrą koniunkturą, zdrowymi finansami publicznymi i równowagą w rozliczeniach z zagranicą (bliskie zera saldo obrotów bieżących) Polska może przyciągać część kapitału uciekającego z Turcji.

Turcja trzyma fason i odpowiada Ameryce cłami

Kryzys w Turcji uderza nawet w bardzo odległe od niej rynki wschodzące, takie jak Argentyna. Deprecjacja narodowej waluty zmusiła argentyński bank centralny do podwyżki głównej stopy procentowej o 5 pkt proc., do 45 proc. Peso argentyńskie osłabło we wtorek do rekordowego poziomu wobec dolara. Za 1 dol. płacono nawet 3,25 peso, czyli o 11 proc. więcej niż na początku zeszłego tygodnia i o 62 proc. więcej niż na początku roku. Drastyczne podwyżki stóp procentowych w Argentynie kontrastują z postawą tureckiego banku centralnego, który wstrzymuje się z podwyżkami stóp, choć Turcja (podobnie jak Argentyna) zmaga się z przyspieszającą inflacją oraz osłabieniem waluty. Nie wygląda również na to, by tureckie władze podjęły działania w kierunku rozwiązania konfliktu dyplomatycznego z USA. Prezydent Recep Erdogan obwinia administrację Trumpa o podsycenie kryzysu i wzywa naród do niekupowania amerykańskich urządzeń. – Będziemy bojkotować amerykańskie produkty elektroniczne. Jeśli oni mają iPhone'a, to druga strona ma Samsunga. W naszym kraju są takie marki smartfonów jak Venus i Vestel – mówił turecki prezydent. W środę poszedł jeszcze dalej i podwoił cła na niektóre towary importowane z USA, w tym samochody osobowe, alkohol i tytoń, „za celowe ataki na turecką gospodarkę". Chodzi m.in. o podwojenie przez Donalda Trumpa ceł na turecką stal i aluminium. Mimo braku oznak zmiany polityki Ankary lira turecka odrabiała we wtorek i w środę część strat. To jednak tylko odreagowanie po wielodniowej panicznej wyprzedaży. W ciągu tygodnia lira straciła ponad 20 proc. wobec dolara, a od początku roku ponad 40 proc. Analitycy są przekonani, że kryzys turecki jest daleki od zakończenia i będzie nadal bił w rynki wschodzące.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA