fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Brexit, dramat w 7 aktach

Brexit - referendum z 23 czerwca 2016 roku w sprawie opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. Tak definiują je jego przeciwnicy. W wersji zwolenników było to referendum w sprawie wyjścia z obowiązków wynikających ze struktur unijnych z zachowaniem przywilejów handlowych. Tak silna różnica wynikała z tego jak dużo było emocji w samej kampanii a jak bardzo odstawiono edukację i merytorykę na bok. Jaka będzie rola Wielkiej Brytanii w Europie po decyzji o opuszczeniu UE? O tym dowiemy się najprawdopodobniej dopiero w trakcie kolejnych lat. Również w przyszłości poznamy dodatkowe efekty uboczne tej decyzji z których istnienia i wagi nie zdajemy sobie jeszcze sprawy. Przeanalizujmy ten proces po kolei również z perspektywy rynków walutowych.

Akt 1. Brytyjczycy zgłaszają chęć przeprowadzenia referendum.

W zamyśle wówczas ten proces miał mieć dwa cele. Po pierwsze była to zagrywka w wewnętrzna na wykorzystanie sentymentów antyunijnych w polityce brytyjskiej. Po drugie był to kolejny element w ramach wewnątrz europejskiej próby sił. Wielka Brytania chciała po raz kolejny poprawić swoją pozycję. Na tym etapie rynki walutowe nie wierzyły w scenariusz zwycięstwa zwolenników opuszczenia Unii Europejskiej. W tle było zresztą nieudane referendum separatystyczne w Szkocji. Pokazywało ono jednak, że takie ruchy nie są skazane na definitywną porażkę. Z drugiej strony był również jasny sygnał, że nawet w końcówce kampanii zmasowana ofensywa rządu pozwala gwałtownie zwiększyć popularność pozostawienia dotychczasowej opcji. Na tym etapie wyglądało to na kolejne sprawne posunięcie w polityce brytyjskiej. Otrzymali oni kolejne drobne preferencje w strukturach unijnych a rządzący konserwatyści wydawali się stabilizować swoją pozycję na lokalnej scenie. W połączeniu z przyzwoitymi wynikami gospodarczymi bez gwałtownych posunięć banku centralnego stawiało to Wielką Brytanię w bardzo korzystnym położeniu. Nie mogło zatem dziwić, że funt zyskiwał na wartości stabilizując się powyżej poziomu 6zł.

Akt 2. Sondaże w Wielkiej Brytanii pokazują, że referendum nie będzie tylko formalnością.

Gdy okazało się w kolejnych sondażach, że wynik wcale nie jest przesądzony kampania referendalna rozpoczęła się na dobre. Początkowo miała miejsce tylko w Wielkiej Brytanii. Jak to jednak często bywa w takich sytuacjach bardzo szybko pojawiają się prośby o wsparcie na zewnątrz. Bardzo szybko głos w temacie zabrali nieszczególnie lubiani na wyspach przedstawiciele struktur unijnych. Widać było wyraźnie, że w referendum prawdziwa linia podziału nie biegnie między argumentami co Brytyjczykom daje Unia Europejska a co ich ten projekt kosztuje. Zwolennikom Brexitu bardzo szybko udało się przedstawić cały projekt unijny jako czysto polityczny. Sprowadzili oni składkę do budżetu unijnego jako koszt solidarności europejskiej. Nie może zatem dziwić fakt, że szybko pojawiły się argumenty o tym jak lepiej dla Wielkiej Brytanii spożytkować te pieniądze. Dla wielu Brytyjczyków pomysł by zamiast sponsorować kraje odbierające im miejsca pracy np. uzdrowić służbę zdrowia okazał się kuszący. Jak reagowały rynki? Widać było, że wciąż perspektywa Brexitu jest bardzo odległa. Były jednak wątpliwości. Funt słabł gdyż wiele instytucji wykorzystywało jego wysokie poziomy na zamknięcie inwestycji w Wielkiej Brytanii lub przynajmniej zmniejszenie swojego zaangażowania w tym regionie.

Akt 3. Sondaże pokazują zwycięstwo zwolenników Brexitu.

Im ciężej było w sondażach tym więcej ingerencji z zewnątrz nadchodziło. Nie do końca wiadomo jakim autorytetem dla Brytyjczyków biorących udział w referendum jest prezydent USA, czy premier Węgier. Nie zmienia to faktu, że o ile w mediach wyglądało to bardzo poważnie, jako jednolity front wsparcia, w praktyce efekty tego były mizerne. Co więcej, wszystkie te wystąpienia czy groźby okazywały się wodą na młyn zwolenników separacji. Argument o ograniczeniach suwerenności w obliczu tych działań zyskiwał na znaczeniu. Pojawiła się bardzo atrakcyjna mieszanka haseł. Z jednej strony o korzyściach ekonomicznych z wolnego handlu pozostając po za strukturami unijnymi. Z drugiej strony o braku składki do unijnego budżetu. Do tego dochodziły braki odpowiedzialności za rozrzutne południe z Grecją na czele. Na zakończenie suwerenność pozwalająca samodzielnie kształtować politykę, w tym bardzo ważną dla wielu Brytyjczyków politykę emigracyjną. Wynikiem tych tendencji było pojawienie się wielu sondaży, które dawały zwolennikom opuszczenia Unii Europejskiej wieloprocentową przewagę. Rynki walutowe dostosowywały się płynnie do sytuacji. Im bardziej prawdopodobne było opuszczenie przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej tym bardziej funt słabł. Minimum tego ruchu przypadło w pierwszej połowie kwietnia na okolice 5,30zł.

Akt 4. Cisza przed burzą, przed samym referendum zwolennicy Brexitu w odwrocie.

Przed samym referendum mogliśmy zaobserwować znaną z wielu sytuacji akcje "wszystkie ręce na pokład". Kolejne sondaże zamiennie dawały przewagę zwolennikom i przeciwnikom Brexitu. W mediach panował chaos, a debata ograniczała się już głównie do przerzucania się hasłami. W tym klimacie skrajni politycy odnajdywali się doskonale. Nie było tylko wiadomo do kogo należy ostatnia prosta. Z wielu stron nadchodziły sprzeczne sygnały. Z zewnątrz płynęły kasandryczne wizje co stanie się jeżeli Wielka Brytania opuści wspólnotę. Z drugiej strony nie brakowało zapewnień jak wspaniale będzie w Wielkiej Brytanii gdy sama będzie mogła decydować o swojej polityce. Rynki podchodziły do sprawy ostrożniej niż sondaże. O ile w sondażach zwolennicy pozostania w UE odzyskali przed samym głosowaniem przewagę, o tyle było widać, że inwestorzy podchodzą z dużym dystansem do możliwych scenariuszy. Funt charakteryzował się dużą zmiennością. Majowe maksimum osiągnęło nawet 5,80zł. Dwa tygodnie przed samym referendum spadł do 5,50zł by na dzień przed dotrzeć w okolice 5,70zł.

Akt 5. Głosowanie.

Wszystkie większe instytucje finansowe miały swoje własne badania exitpoll mające pokazywać im jakie są tendencje w głosowaniu. Patrząc na kurs funta większość z tych badań musiało potwierdzać, że Wielka Brytania zostaje w UE. Na rynkach było widać co prawda zwiększoną zmienność jednakże nie było oznak wycofywania kapitału z Wielkiej Brytanii. Po głosowaniu był nawet na rynku ruch pokazujący zwycięstwo przeciwników Brexitu. Do północy można było przeczytać artykuły mówiące o młodych z wielkich miast, którzy wybrali przyszłość wygrywając ze starszymi z prowincji. Problem pojawił się jednak tuż przed pierwszą w nocy, kiedy to po podliczeniu istotnego procenta głosów zwolennicy separacji uzyskali przewagę. Widać było momentalne odwracanie przez inwestorów pozycji. Tak jak wcześniej funt się umacniał tak teraz gwałtownie się załamał. Widać było ogólny poziom nerwowości. Najlepszym dowodem na to była słabość walut krajów rozwijających się. Euro szybko podskoczyło do 4,50zł, frank przebił 4,15zł. Widać było również silną reakcję na głównej parze walutowej świata. Kapitał jako pewniejsze schronienie wybrał USA i dolara względem Unii Europejskiej i euro. Tuż po głosowaniu funt stracił na wartości 20 groszy.

Akt 6. Czekając na wyjaśnienie sytuacji.

Następne dni i tygodnie były zarówno w polityce jak i na rynku momentem racjonalizacji. W ramach tego, wraz z niepewnością co do dalszych losów Wielkiej Brytanii, trwała dalsza wyprzedaż funta. Kilkukrotnie spadł on nawet poniżej 5,20zł. To co musi cieszyć polskich kredytobiorców walutowych to fakt, że rynki szybko urealniały kurs naszej waluty. W obliczu zamieszania w Wielkiej Brytanii tak słaby złoty okazał się po prostu dobrą okazją inwestycyjną. Przez kolejne tygodnie złotówka odrobiła po kilkanaście groszy zarówno do euro jak i złotego. Również samo euro odrabiało część strat jaką poniosło względem franka i dolara, które zostały w tym całym zamieszaniu potraktowane jako waluty bezpieczniejsze niż europejska.

Akt 7. Możliwe dalsze następstwa.

Podstawowym problemem z którym będzie się teraz borykać Wielka Brytania jest szeroki i otwarty katalog ryzyk. Inwestorzy boją się wielu rzeczy, przez co trzymają się dalej niż zwykle od funta i Wysp Brytyjskich. Głównym zagrożeniem jest kształt nowego ładu ekonomicznego w Europie i rola Londynu. Dotychczas było to główne centrum finansowe Unii Europejskiej. Nie widać obecnie podstaw, dla których Londyn nie miał by utracić przewodniej roli na rzecz Frankfurtu nad Menem czy Strasburga. Kolejnym problemem jest okres przejściowy przy braku niektórych umów handlowych oraz ich kształt po renegocjacji. Widać po Szwajcarii i Norwegii, że da się żyć blisko Unii Europejskiej nie będąc jej członkiem. Należy pamiętać, że nie ma nic za darmo. Kraje te dokładają się do budżetów unijnych by móc korzystać z takich dobrodziejstw jak strefa Schengen czy preferencje handlowe. Z drugiej strony części tych układów Wielka Brytania nie ratyfikowała pomimo bycia w UE. Warto wspomnieć tutaj również o możliwych następstwach w samej Wielkiej Brytanii. Nieudane referendum w Szkocji może zostać powtórzone. Powód jest prosty - w samej Szkocji przeciwnicy Brexitu mieli przeważającą większość. Region ten nie jest zadowolony z całego zamieszania. Warto również zauważyć, że argumenty o regionalnej sile, suwerenności i niedokładaniu się do biedniejszych regionów jak ulał pasują do sytuacji, którą Szkocja ma z Wielką Brytanią. Powyższa lista z pewnością nie jest kompletna. Niemniej już patrząc na nią widać, że kolejne miesiące będą bardzo ciekawym czasem dla funta. Ciężko powiedzieć gdzie ta waluta znajdzie się w perspektywie najbliższych lat i czy będzie używana na całym obecnym terytorium Wielkiej Brytanii.

Artykuł przygotował Maciej Przygórzewski z https://www.walutomat.pl/.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA