Giełda

Trend boczny na GPW może się przedłużyć - Mateusz Groszek, analityk Admiral Markets

ROL
Gościem wtorkowego programu #PROSTOzPARKIETU był Mateusz Groszek, analityk Admiral Markets, który mówił na co warto stawiać w II półroczu.

Pierwsze półrocze na warszawskiej giełdzie można chyba zaliczyć do udanych?

Jak najbardziej. Pierwsze półrocze było udane dla polskich inwestorów o czym najlepiej świadczy fakt, że indeks WIG20 dał zarobić prawie 20 proc. Wyróżnialiśmy się na tle innych giełd więc myślę, że naprawdę można być zadowolonym z tego pierwszego półrocza.

A czy druga połowa roku będzie równie udana? Ostatnie tygodnie upływają jednak pod znakiem trendu bocznego. Myśli pan, że ten stan będzie się długo utrzymywał?

Uważam, że trend boczny na warszawskiej giełdzie może się przedłużyć. Patrząc jednak na to co dzieje się na GPW warto także spojrzeć na wydarzenia w Stanach Zjednoczonych. Trzeba bowiem pamiętać, że giełda amerykańska jest najważniejszą giełdą na świecie. Kapitalizacja tamtejszego rynku to około 40 proc. kapitalizacji wszystkich giełd. Jest to więc najważniejszy rynek i dlatego trzeba sobie zadać pytanie, co tam się może wydarzyć. Jeżeli tam będziemy świadkami dalszych wzrostów to możemy liczyć, że również na nasz rynek napłynie kapitał i skorzysta na tym WIG20.

A myśli pan, że dalsze wzrosty na rynku amerykańskim są możliwe?

Jak najbardziej. Z jednej strony mamy podwyżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną, ale z drugiej strony nie ma problemu płynności na rynku. Banki między sobą cały czas pożyczają kapitał, brokerzy pożyczają go klientom, ci mogą kupować akcje więc cały czas mamy napływ kapitału.

A polityka prezydenta Donalda Trumpa nie jest zagrożeniem dla tego wzrostowego scenariusza?

Moim zdaniem nie. Rzadko kiedy zdarza się, aby polityka leżała u podstaw bessy na rynku.

Przejdźmy teraz do rynku surowców. Ostatnie miesiące były bardzo trudne chociażby dla ropy naftowej. Czy spadki na tym rynku już się zakończyły i czy ropa najgorsze ma już za sobą?

Moim zdaniem na tym rynku czeka nas konsolidacja. Będziemy poruszać się w zakresie 40 - 50/55 dolarów za baryłkę. Jest to m.in. dobra informacja dla kierowców, gdyż oznacza tanie tankowanie. Wciąż głównym rozgrywającym na rynku ropy pozostaje OPEC. Kartel nadal ścina produkcję ropy czym zmniejsza podaż na rynku. Z drugiej strony mamy jednak Stany Zjednoczone, które tą podaż zwiększają. Siły te się równoważą, a przy słabym wzroście gospodarczym raczej nie ma większych szans, aby ropa wybiła się powyżej bariery 60 dolarów za baryłkę. Musiałby pojawić się inny czynnik, który diametralnie obniżyłby podaż ropy na rynku, jednak na razie takiego czynnika nie widać. W długim terminie spodziewam się jednak wybicia powyżej 60 dolarów za baryłkę, ponieważ duża liczba firm może zacząć bankrutować przez niską cenę ropy.

Ten długi termin jak jest przez pana definiowany?

Bardziej powyżej roku.

Kontynuujmy temat surowców, a dokładnie to metali szlachetnych. W pierwszej połowie roku złoto próbowało sforsować barierę 1300 dolarów za uncję. Zakończyło się to niepowodzeniem. Czy w drugim półroczu możemy być świadkami ponownego ataku na ten poziom, czy jednak trzeba się liczyć z niższymi cenami, takimi, jak obecnie?

W krótkim terminie, czyli do końca roku, spodziewam się jednak spadku cen złota. Banki centralne wykazują chęć podwyżki stóp procentowych. Europejski Bank Centralny chce wygasić program QE w przyszłości, Fed i Bank Kanady podwyższają stopy procentowe, a to zawyża rentowności 10 - letnich obligacji. Inwestorzy nie lubią natomiast trzymać metali szlachetnych. Wszystko dlatego, że one nie zarabiają, a trzymając je trzeba płacić za ich ulokowanie. W krótkim okresie inwestorzy mogą więc wybrać obligacje, które dadzą im więcej. Nieco inaczej sytuacja przedstawia się w długim terminie. Musimy bowiem pamiętać, że mamy dług globalny na poziomie 320 proc. Niemożliwe jest więc to, aby banki centralne podnosiły stopy procentowe do historycznych poziomów. Nawet więc jeśli inflacja zaatakuje to inwestorzy mogą przerzucić się właśnie na metale szlachetne.

Porozmawiajmy teraz chwilę o walutach. Pierwsze sześć miesięcy roku to przede wszystkim słabość dolara...

Zgadza się i spodziewam się, że tą słabość dolara możemy obserwować także w kolejnych miesiącach. Jeszcze pół roku temu wszyscy oczekiwali, że wraz ze zbliżającymi się podwyżkami stóp procentowych będziemy świadkami silnego dolara. Analiza historyczna pokazywała jednak co innego. Dwie podwyżki owszem mogłyby dolara umocnić, ale trzecia, czwarta, piąta itd. go osłabiają. Teraz mamy do czynienia ze słabymi danymi makroekonomicznymi i podwyżkami stóp procentowych.

Skoro jesteśmy przy walutach to musimy poruszyć temat polskiego złotego. Myśli pan, że nasza waluta ma potencjał do tego by się dalej umacniać?

Moim zdaniem polski złoty powinien się umacniać. Jeżeli bowiem prognozujemy, że kapitał zacznie napływać na nasz parkiet, a tak powinno się stać chociażby dlatego, że nasz rynek wciąż jest tani, to powinien na tym skorzystać także złoty. Poza tym proszę spojrzeć na rentowność 10 - letnich obligacji polskich. Ona spada, przyciągamy inwestorów zagranicznych do siebie, co przełoży się też na naszą walutę.

W ramach podsumowania: na jakie więc instrumenty warto przede wszystkim stawiać w perspektywie najbliższych sześciu miesięcy?

Myślę, że warto skupić się na rynku surowców. Jest on niedowartościowany w długim terminie. Przy obecnych cenach przedsiębiorcy tak naprawdę nie wychodzą na swoje, więc albo dojdzie do naturalnej selekcji albo czeka nas silniejszy wzrost gospodarczy. Mówiąc inaczej: albo podaż się obniży, albo popyt będzie wyższy. Myślę, że bardziej prawdopodobny jest ten pierwszy scenariusz. Skupiłbym się więc na rynkach związanych z surowcami czyli np. takich jak Rosja czy też Brazylia.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL