fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

#PROSTOzPARKIETU. Adam Narczewski: Wielu inwestorom brakuje pokory

rp.pl
Gościem wtorkowego programu #PROSTOzPARKIETU był Adam Narczewski, dyrektor zarządzający Admiral Markets, z którym rozmawialiśmy m.in. o tym dlaczego inwestorzy na rynku forex tracą pieniądze oraz w którym kierunku idzie branża foreksowa.

KNF, NIK oraz UOKiK straszą rynkiem forex. Czy faktycznie jest się czego bać?

Raczej nie należy się bać tego rynku, ale na pewno trzeba mieć do niego szacunek. Nie można demonizować rynku, który istnieje od setek lat, a obroty na nim są dużo większe niż na największych światowych giełdach. Rynek forex jest doskonałym miejscem dla spekulantów. Jest to także miejsce, gdzie firmy i przedsiębiorcy zabezpieczają swoje przepływy walutowe. Sam rynek nie jest więc zły. Są to bowiem kolejne klasy aktywów, w które można inwestować lub którymi można spekulować.

Statystyki prezentowane przez wspomniane instytucje pokazują jednak, że około 80 proc. inwestorów traci na tym rynku. Dla kogo forex może być niebezpieczny?

To, co czyni rynek forex ryzykownym, jest rodzaj instrumentu finansowego, z którego korzystamy. Prawdą jest bowiem to, że lewarowane instrumenty są niebezpieczne dla wszystkich: zarówno początkujących, jak i bardziej zaawansowanych graczy.

Gdzie więc inwestorzy popełniają błąd? Co należy robić, aby statystyki wyglądały bardziej optymistycznie?

Trzeba postawić na edukację. Uważam, że w proces ten powinny włączyć się instytucje państwowe, takie jak KNF czy Ministerstwo Finansów. Ich aktywność w tym obszarze mogłaby naprawdę pomóc. Inna sprawa, że inwestorzy powinni sami też chcieć się więcej uczyć. Niestety spotykamy się czasami z innym nastawieniem. Z aktywnością na rynku forex jest nieco jak ze sportem. Aby zagrać dobry mecz i wygrać, trzeba się do niego przygotować: dużo trenować, być zdyscyplinowanym i się temu poświęcić. Niestety nie wszyscy w długim terminie są w stanie temu sprostać. Tak samo jest z foreksem. Owszem w krótkim terminie może pomóc m.in. szczęście i mogą pojawić się sukcesy. Jest to jednak trochę niebezpieczne. Rośnie wtedy nasza pycha i uznajemy, że możemy inwestować większe kwoty. Niestety później często przychodzi rozczarowanie i rynek weryfikuje wszystko.

Paradoksalnie więc z punktu widzenia początkujących inwestorów lepiej na początku przegrać trochę pieniędzy...

Na pewno uczyłoby to pokory, której wielu inwestorom, nie tylko z rynku forex, brakuje.

Czy patrząc na to, co się dzieje na rynku – a mam na myśli przede wszystkim wycofanie się części brokerów z działalności na foreksie – nie odnosi pan wrażenia, że najlepsze czasy dla tej branży już minęły?

Faktem jest, że około 10 lat temu mieliśmy boom na rynek forex. Więcej ludzi zaczęło się interesować tym rynkiem i niestety przyciągnęło to też na ten rynek całą masę nieuczciwych firm. Straty klientów, skandale z udziałem nieuczciwych brokerów sprawiły, że rynek wygląda dziś tak, jak wygląda. Nie zgadzam się z tezami, które mówią o tym, że rynek forex jest rynkiem dojrzałym. Wydaje mi się, że mamy obecnie do czynienia ze stabilizacją, a wraz z nią bariery wejścia na rynek stały się wyższe. Nie wystarczy teraz zarejestrować spółkę na jednej z egzotycznych wysp, oferować platformę MetaTrader i niskie spready. Teraz, by zaistnieć w świadomości inwestorów, trzeba być regulowanym brokerem, należy mieć zaplecze technologiczne i back office oraz zasoby ludzkie. To wszystko kosztuje. Kapitał potrzebny do wejścia na ten rynek jest wyższy. Trzeba przy tym pamiętać, że marże i rentowności spadły. Wydaje mi się, że firmy, które rezygnują z rynku forex, weszły w ten obszar działalności w złym momencie. W swoich modelach biznesowych nie wzięły pod uwagę wszystkich tych czynników, o których wspomniałem.

To w jakim kierunku będzie szedł teraz rynek? Dalsza konsolidacja?

Na pewno forex nie będzie taki jak kiedyś. Nie wrócimy do czasów, kiedy banki i wielkie firmy inwestycyjne miały monopol na handel kontraktami walutowymi. Nie będzie też „dzikiego zachodu", który zafundowały nam nieuczciwe firmy – głównie ze względu na zaostrzające się regulacje. Spadające marże i rentowność mogą oczywiście skłonić niektórych właścicieli firm foreksowych do sprzedaży biznesu, ale nie wydaje mi się też, aby na rynku miało zostać jedynie kilku dużych graczy. Jest sporo mniejszych firm, działających pod różnymi jurysdykcjami, i wątpię, aby duże firmy były nimi zainteresowane. Spodziewam się zdrowej konkurencji, ale na wyższymi poziomie.

Jakie jest miejsce w tej układance dla takich firm jak Admiral Markets? Jakie macie plany w stosunku do polskiego rynku?

Na rynku polskim działamy od kilku lat i udało nam się zbudować bazę lojalnych klientów. Chcemy oczywiście ich utrzymać, oferując usługi coraz wyższej jakości. Nie ukrywamy także, że chcemy pozyskać nowych klientów. Nie mamy w ofercie tysięcy instrumentów, skupiliśmy się na tych najbardziej znanych i płynnych i na nich oferujemy najlepsze warunki handlu – czyli niskie spready i bardzo dobrą egzekucję zleceń. Chcemy też szerzej zaprezentować nasz dodatek do platformy MetaTrader, czyli Supreme Edition, i mamy nadzieję, że dodatkowe narzędzia, które udostępniamy inwestorom, pomogą im w handlu. Bardzo mocno chcemy także postawić na edukację, tak aby klienci czuli się na rynku jeszcze pewniej.

Wspomniał pan o pozyskiwaniu klientów. Stawiacie na zupełnie nowe osoby, czy jednak celujecie w klientów konkurencji?

Klientów można zdobywać na różne sposoby. Najłatwiej byłoby podbierać klientów konkurencji i to też będziemy starali się robić, oferując lepsze warunki niż nasi konkurenci. Natomiast zdajemy sobie sprawę, że pozyskanie nowych klientów będzie trwało. Inna sprawa, że napływ nowych klientów na rynek będzie mniejszy niż chociażby w ostatnich pięciu latach. Stąd też kładziemy mocny nacisk na edukację. Liczymy, że to zaprocentuje to w długim terminie i pozwoli budować długoterminowe relacje z klientami.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA