Festiwal w Gdyni

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego

Krzysztof
„Wołyń” to film przełomowy i do bólu prawdziwy. Wojciech Smarzowski opisał rzeź, którą niektórzy Polacy i Ukraińcy starają się wyprzeć z pamięci, w imię pojednania.

Tymczasem właśnie ten film, opisujący okrucieństwo ludzi zatrutych ideologią nacjonalistyczną, po przeoraniu naszej świadomość, może stać się mocnym otwarciem dla rzeczywistego pojednania polsko – ukraińskiego. Pytanie tylko, czy jesteśmy do tego przygotowani, i czy Ukraińcy są gotowi przyjąć prawdę o Wołyniu.

Zagrożeniem jest to, że film będzie traktowany instrumentalnie przez niektórych polityków polskich (np. związanych z ruchami narodowymi), po to aby podkreślić naszą cywilizacyjną wyższość nad wschodnim sąsiadem. Ale równie dobrze, może być wykorzystany przez Rosję w kampanii antyukraińskiej. Dzisiaj czas jest taki, że tak może się stać.

– Jest on wymierzony przeciwko nacjonalizmowi – podkreślił w czasie dyskusji zorganizowanej w gronie ekspertów od polityki wschodniej reżyser. I ma rację, sfilmowane przez niego sceny z powodzeniem można przenieść do Jedwabnego, Nemmersdorf, Włodzimierza Wołyńskiego czy – bliższym nam – do Bośni, lub Rwandy.

Wojciech Smarzowski zastrzega, że rozpoczął kręcenie „Wołynia” cztery lata temu, jeszcze przed Majdanem (przełom 2013/14). Miał nawet pomysł, aby nakręcić połowę filmu, a resztę powierzyć ukraińskiemu reżyserowi.

Zwiastun filmu "Wołyń":

Jakich reakcji możemy się spodziewać po emisji „Wołynia” w kinach? Obstawiam, że będziemy mieli do czynienia z ostrymi reakcjami różnych środowisk ukraińskich. Pojawią się głosy, że film też podważa 25 lat dochodzenia do pojednania. Niektórzy zaproponują, aby projekcji towarzyszyły jakieś działania „osłonowe” np. debaty, publikacje na temat genezy nienawiści na zachodniej Ukrainie w latach 30. i 40. (choćby na temat przyczyn konfliktu z powodu polityki prowadzonej przez władze sanacyjnej, dzisiaj idealizowanej II Rzeczpospolitej).

- Na ten film chuchałem z każdej strony. Nie rozumiałem tego bestialstwa, dlatego każdy etap konsultowałem. Dzikość idzie nie ze Wschodu, ale z człowieka, gdy się go wyposaży w pewną ideologię – nie ma wątpliwości Smarzowski.

Prawda o Wołyniu

O czym jest film. Oczywiście bez szczegółów.

Lato 1939 r. Zosia Głowacka (świetna rola Michaliny Łabacz) mieszkanka wołyńskiej wsi zakochuje się w Ukraińcu Petro (Vasyl Vasylik). Jej ojciec ma jednak inny pomysł, na ułożenie jej życia, wydaje ją za majętnego gospodarza, sołtysa Maćka Skibę (Arkadiusz Jakubik). Po ślubie młoda kobieta z dziećmi z pierwszego małżeństwa męża zostaje sama w domu. Mąż idzie na wojnę. Gdy wraca do domu przez ukraińskie wsie, musi ukrywać kim jest. Ukraińcy już wtedy polują na Polaków. Nastają czasy sowieckiej władzy. Ukraińcy witają Rosjan chlebem i wódką. Skiba jako kułak zostaje zesłany na wschód w bydlęcym wagonie. Zosia zostaje w domu. W 1941 roku do wsi wkraczają wojska niemieckie. Ci sami ludzie, którzy witali Sowietów nie kryją radości widząc Niemców. Ukraińcy liczą na to, że pomogą oni w powstaniu niezależnego państwa – „Ukrainy czystej jak łza”.

Zaczynają się czystki. Na początku Niemcy mordują Żydów, potem Ukraińcy także Polaków. Smarzowski odsłania ciemną stronę ludzkiej duszy. Mnożą się także zabójstwa z zemsty, dochodzi do porachunków sąsiedzkich.

Nie wszyscy łapią za siekiery, kosy, młotki, czy pałki, niektórzy pomagają swoim sąsiadom ukryć się i przeżyć. Polacy pomagają Żydom, Ukraińcy Polakom (takie przykłady opisał w wydanej właśnie przez Znak książce Witold Szabłowski „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia” – warto potraktować ją jako lekturę uzupełniająca do obejrzanego filmu).

Obraz utrzymany w narracji „Róży”, jest o wiele bardziej okrutny, od poprzedniego filmu Smarzowskiego. I to pomimo tego, że można odnieść wrażenie, że reżyser chciał zminimalizować taki odbiór swojego obrazu.

Smarzowski uważa, że jego film nie jest podręcznikiem historii, tylko efektem jego przemyśleń. Jednak widać, że scenariusz był mocno konsultowany przez historyków, a reżyser przeczytał co się dało na temat rzezi.

Czyż we wrześniu 39’ Ukraińcy nie witali kwiatami Sowietów, a w 1941 roku wznosili toastów z okrzykiem „Haj żywe batko Hitler”? Czy nie wdziewali czarnych mundurów ze swastyką i wstępowali do policji? A potem, gdy stracili nadzieję na budowę własnego państwa, uciekali do lasu, do oddziałów OUN – UPA? 

Epizod rzezi może przypominać to co spotkało np. Kamilę Hermaszewską, mieszkankę wsi Lipniki, matkę przyszłego pilota, generała i pierwszego polskiego kosmonauty. W czasie ucieczki przed banderowcami została ona postrzelona w głowę i w szoku upuściła zawiniątko z Mirkiem.  Jakiś Ukrainiec jej pomógł, obmył, zaopiekował się. Następnego dnia udało się odnaleźć dziecko, które kobieta zostawiła na polu na mrozie. Żyło. „Mirosław jest całkiem zziębnięty. Ojciec łapie więc jedną z oszalałych ze strachu krów, zabiera obok jeszcze tlącej się chaty, doi i szmatami umoczonymi w mleku naciera syna, żeby go rozgrzać” – opisuje Witold Szabłowski W „Sprawiedliwych zdrajcach. Sąsiedzi z Wołynia”.

Sfilmowany napad na kościół może zaś nawiązywać do tego co spotkało 11 lipca 1943 roku parafian z Kisielina. Ukraińcy w czasie niedzielnej mszy otaczają świątynię, Polacy zamykają się w środku.  Walki prowadzone są w murach kościelnych. Polacy bronią się cegłami, fragmentami dachówek i pieca. Obrona kościoła trwa kilkanaście godzin.

Ocaleni z rzezi opisywali zarówno przypadki chronienia się Polaków, wśród żołnierzy niemieckich, kupowania broni dla oddolnie powstających oddziałów polskiej samoobrony od Niemców, czy Węgrów. Znane są też przypadki wyjątkowo zwyrodniałych zabójstw w rodzinie motywowanych konfliktem narodowościowym – matka zabiła dziecko, bo ojcem był Polak, mąż Ukrainiec zabił żonę Polkę. Tak było.

Co wiemy o rzezi?

Zbrodnia Wołyńska to masowe zabójstwa Polaków w 1943 r. dokonywane przez oddziały OUN - UPA. Kulminacja nastąpiła 11 lipca 1943 r., gdy banderowcy zaatakowali około 150 wsi. Dla IPN mordy te traktowane są jako zbrodnia przeciwko ludzkości (w sprawie zabójstw Polaków prowadzonych jest ok. 30 śledztw). Historycy szacują liczbę ofiar na około 100 tys.

W ukraińskiej historiografii zbrodnia wołyńska traktowana jest marginalnie – jako walka UPA z Armią Krajową. W rzeczywistości głównie opór stawiały powstające oddolnie oddziały samoobrony broniące polskich wsi. Dzisiaj Ukraińcy gloryfikują UPA, sławiąc ich udział w bojach z Armią Czerwoną, które trwały do lat 50. Żołnierze Bandery traktowani są jak bohaterowie. Na wielu domach we Lwowie powiewają czarno – czerwone banderowskie flagi.

Jak szacuje IPN na Wołyniu jest około 2 tysięcy „dołów śmierci” ze szczątkami wymordowanych Polaków. Tylko 180 tych miejsc zostało upamiętnionych. Pomimo starań ze strony polskiej jest opór ze strony władz ukraińskich, aby takie miejsca odnajdywać i upamiętniać.

Rozliczenie też rzezi do dzisiaj ciąży na relacjach polsko – ukraińskich.

Film „Wołyń” wejdzie do kin 7 października.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL