fbTrack

Gaz

Gazprom stał się folwarkiem ludzi Putina

Bloomberg
Największy bank Rosji przygotował raport miażdżąco krytyczny dla zagranicznych inwestycji gazowego koncernu. Wynika z niego, że Gazprom stał się prywatnym folwarkiem najbliższych ludzi prezydenta Władimira Putina.

„Odkryliśmy, że decyzje (władz – red.) Gazpromu stają się całkowicie zrozumiałe, jeżeli założyć, że koncern jest zarządzany w interesach swoich podwykonawców, a nie by otrzymać komercyjny zysk" – piszą Aleks Fek i Anna Kotelnikowa, analitycy Sbierbank CIB, inwestycyjnej części Sbierbanku. Podkreślają, że przygotowana przez nich analiza, to „projekt komercyjny, nieprzeznaczony do szerokiego rozpowszechnienia, lecz dla kwalifikowanych inwestorów, którzy są klientami Sbierbank CIB". A jednak raport wyciekł i cytuje go gazeta „RBK".

Fek i Kotelnikowa podliczyli, że trzy zagraniczne gazociągi – Siła Syberii (do Chin), Nord Stream 2 (do Niemiec pod dnie Bałtyku) i Turecki Potok (do Turcji po dnie Morza Czarnego), będą kosztowały Gazprom łącznie 93,4 mld dolarów. Kto najwięcej zarobi na tych projektach?

Według Sbierbanku nie będą to akcjonariusze koncernu, ale podwykonawcy, wśród nich firmy najbliższych ludzi prezydenta Rosji – Strojgazmontaż Arkadija Rotenberga i Strojtransnieftiegaz, którego połowa należy do Gennadija Timczenki. Obaj miliarderzy od 2014 r. otwierają listę Rosjan objętych zachodnimi sankcjami. Z tego powodu Timczenko musiał ze swojej rezydencji pod Genewą przeprowadzić się pod Moskwę.

Stracone 11 mld dol.

Analitycy przyjrzeli się dokładnie trzem gazociągom. Najbardziej dziś zaawansowany, ale i najdroższy to Siła Syberii – liczący ponad 3000 km gazociąg do Chin. Negocjowany przez ponad dekadę kontrakt został w Moskwie okrzyknięty sukcesem. Gazprom zobowiązał się dostarczać po 38 mld m sześc. gazu rocznie przez 30 lat. Ma na tym zarobić 426 mld dol. (cenę ustalono, biorąc jako podstawę cenę ropy w wysokości 61 dolarów za baryłkę).

Sbierbank zwraca uwagę inwestorów, że o wiele korzystniej było wybrać projekt znany jako gazociąg Ałtaj. Dlaczego? Długość rury byłaby podobna, ale gaz płynąłby ze złoża, które już jest wykorzystywane. Tymczasem Siła Syberii będzie transportować surowiec z nowych złóż. Ich uruchomienie wymaga wydania dodatkowych 20 mld dol. A trzeba dodać jeszcze koszt zakładu do przerobu gazu nad Amurem – kolejne 14 mld dol.

Dlaczego Gazprom wybrał więc droższy projekt? Bo tak było wygodnie głównym podwykonawcom. Firmy ludzi Putina rozdzieliły między siebie kontrakty, a wiadomo, że czym większa inwestycja, tym kontrakty lepsze. Do tego na zakładzie amurskim zarobi firma Sibur, powiązana z Gennadijem Timczenką. Sbierbank policzył, że strata Gazpromu na Sile Syberii wyniesie 11 mld dol.

Także budowa europejskich gazociągów omijających Ukrainę jest korzystna przede wszystkim dla podwykonawców, którzy muszą zbudować pod ich potrzeby infrastrukturę w Rosji, o czym Gazprom praktycznie nie wspomina.

I tak rura do Turcji (Turecki Potok) będzie kosztować według Sbierbanku ponad 20 mld dol. Wiceprezes Gazpromu Andriej Krugłow podawał koszt na poziomie 7 mld euro (dziś 8,2 mld dol.). „Turecki Potok nie stanie się dochodowy w ciągu najbliższych 50 lat, nawet bez uwzględnienia inflacji. A jego ujemny NPV (wartość bieżąca netto – red.) wyniesie 13 mld dol." – piszą autorzy analizy.

Co się tyczy rozbudowy gazociągu północnego o dwie nitki, czyli Nord Stream 2, to według Feka i Kotelnikowej będzie on kosztował 17 mld dol. (Gazprom mówi o 9,5 mld euro, czyli 11,2 mld dol.). Analitycy przypominają, że kontrakt na budowę jednego z przyłączy gazociągu na terenie Rosji dostała niedawno spółka Timczenki. I to bez przetargu. Dlatego Nord Stream 2, przy wykorzystaniu na poziomie średnio 60 proc. mocy, zwróci się po 20 latach.

Mniejsza dywidenda

Akcjonariusze od kilku lat narzekają na politykę inwestycyjną Gazpromu. „Pojawia się wrażenie, że koncern nie wiadomo dlaczego nie pracuje na rzecz swoich akcjonariuszy, odbiorców i skarbu państwa, ale na rzecz podwykonawców, którzy budują im różne obiekty" – skarżył się Putinowi Aleksandr Branis, dyrektor Prosperity Capital, mniejszościowego akcjonariusza Gazpromu, podczas forum banku VTB Kapitał. Było to dwa lata temu i Władimir Putin przyznał, że „rzeczywiście jest to poważny problem".

W 2017 r. Stowarzyszenie Profesjonalnych Inwestorów wystąpiło do Gazpromu o zwiększenie dywidend. Argumentowało, że „przy niskiej opłacalności projektów, państwu jako głównemu właścicielowi oraz samej firmie lepiej zwiększać dywidendy aniżeli inwestować w nowe budowy".

Nic to nie dało. Gazprom ogłosił w minionym tygodniu, że z powodu konieczności finansowania „dużych projektów strategicznych" dywidenda za 2017 r. wyniesie 26 proc. zysku netto. To dwa razy mniej niż zakładał resort finansów. Skarb Państwa jest głównym akcjonariuszem Gazpromu. Ma ponad połowę akcji.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL