fbTrack

Fundusze Europejskie

Unia Europejska grozi Polsce wstrzymaniem wypłat na inwestycje w sektorze wodnym i gospodarce odpadami

Bloomberg
Opóźnienia Polski we wdrażaniu przepisów wodno-śmieciowych uderzają w politykę spójności.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", Komisja Europejska grozi nam wstrzymaniem wypłat na inwestycje w sektorze wodnym i gospodarce odpadami. Problemem jest niewypełnienie przez Polskę warunków wstępnych, który miały być gotowe do końca 2016 roku (i tak był to termin przesuwany).

Groźba dotyczy zarówno Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, jak i  regionalnych programów operacyjnych dla 17 województw.

Opłaty i reforma

W przypadku sektora wodnego problemem jest brak ustawy – Prawo wodne, która ma wprowadzić opłaty dla wszystkich użytkowników wody oraz reformę instytucji odpowiedzialnych za ten sektor. A także brak zgłoszenia do Europejskiego Systemu Informacji Wodnej przyjętych już planów gospodarowania wodami w dorzeczu, co pozwoliłoby KE na ocenę ich zgodności z dyrektywą unijną. W przypadku gospodarki odpadami problemem jest brak regionalnych planów w tej dziedzinie.

List w tej sprawie dostanie z KE minister środowiska Jan Szyszko. Jest w nim zawarta informacja o możliwości wstrzymania płatności okresowych na inwestycje w tych dwóch dziedzinach.

Minister nie powinien być zresztą zaskoczony, bo on sam wielokrotnie alarmował, że mogą nam przepaść unijne pieniądze, jeśli nie spełnimy warunków.

Ślimacze tempo

W Polsce, podobnie jak w innych państwach UE, bardzo powoli rozkręca się wykorzystywanie funduszy z perspektywy 2014–2020. Do tej pory właściwie większość płatności z polityki spójności szła na zapłacenia rachunków z poprzedniej perspektywy 2007–2013. Polska w 2016 roku dostała 3,2 mld euro, a przyznane nam na cały okres 2014–2020 pieniądze opiewają na kwotę 82 mld euro. W 2017 r. również budżet polityki spójności będzie niski.

A właśnie w tym roku Komisja Europejska przedstawi projekt budżetu na okres po 2020 roku i na pewno dane o wykorzystaniu unijnych funduszy będą ważnym argumentem w dyskusji o podziale pieniędzy ze wspólnej kasy.

Z jednej strony w UE brakuje środków na inne cele, jak polityka migracyjna, pobudzenie wzrostu gospodarczego czy walka z bezrobociem młodych. Z drugiej wracają argumenty o tym, że polityka spójności nie tworzy unijnej wartości dodanej. Takie stanowisko znalazło się np. w raporcie Montiego, który ma być podstawą dyskusji o reformie unijnego budżetu.

Coraz częściej też politycy i eksperci proponują zmianę modelu finansowania inwestycji w UE z opartego na dotacjach (polityka spójności) do opartego na gwarancjach i kredytach (tzw. fundusz Junckera). Przeciwko polityce spójności w obecnej formie przemawia też argument, że znacznie szybciej i efektywniej wykorzystywane są pieniądze z funduszy zarządzanych centralnie z Brukseli, jak np. instrument „Łącząc Europę", przeznaczony na inwestycje w transporcie.

Opinia

Jan Olbrycht, eurodeputowany PO, członek Komisji Budżetowej PE

To już czwarty rok obecnej perspektywy budżetowej i coraz trudniej obarczać Unię odpowiedzialnością za opóźnienia. Rzeczywiście początkowo wszystkim było trudno, bo był poślizg, zarówno jeśli chodzi o samo uzgodnienie wieloletnich ram finansowych, jak i przyjmowanie aktów wykonawczych i zrozumienie nowych procedur. Do pewnego momentu wina była więc po stronie Brukseli. Ale w 2017 r. już nie da się tak tłumaczyć. Liczą się akty prawne, zaufanie inwestorów, stabilność polityczna. Bez tego nie będzie dobrego wykorzystania funduszy. Na ten rok Polska znów założyła niskie wykorzystanie funduszy, a to oznacza, że od 2018 r. już trzeba będzie się naprawdę przyłożyć, by zdążyć. I żeby znaleźć konieczne 20-proc. współfinansowanie z budżetu krajowego.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL