fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Opóźnienia na liniach autobusowych nie zawsze skutkują karą dla przewoźnika

Fotorzepa, Michał Walczak
W przypadku kilkuminutowego opóźnienia autobusu nie można wymagać od przewoźnika, że dostosuje rozkład jazdy do każdorazowych utrudnień w ruchu, gdyż sytuacja na drogach szybko ulega zmianom.

Sprawa dotyczyła kary nałożonej na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością za opóźnienia na liniach obsługiwanych przez jej autobusy.

Kłopoty firmy zaczęły w się w połowie marca 2015 r., kiedy upoważnieni pracownicy starostwa powiatowego przeprowadzili kontrolę prowadzonych przez spółkę przewozów osób na liniach regularnych. Kontrolerzy ustalili, że przez dwa dni autobusy wykonujące w jej imieniu przewóz na linii regularnej odjeżdżały z dwóch przystanków z kilkuminutowym opóźnieniem. Naruszenia te zostały potwierdzone protokołami kontroli, podpisanymi przez kontrolowanych kierowców. Zastrzegli oni, że opóźnienia były spowodowane korkami i utrudnieniami w ruchu miejskim.

Zamykano rogatki przejazdu kolejowego

Tak samo broniła się firma. Podkreślała, że stwierdzone opóźnienia w obsłudze kursu spowodowane zostały utrudnieniami z przejazdami przez centrum miasta oraz z powodu zamykania rogatki przejazdu kolejowego.

Ta argumentacja nie przekonała jednak starosty, który nałożył na spółkę kary pieniężne po 500 zł za każde utrudnienie. Przede wszystkim uznał, że w sprawach nie zachodzą przesłanki wyłączające odpowiedzialność z art. 92 c ust. 1 pkt 1 ustawy o transporcie drogowym. Jego zdaniem przedsiębiorca profesjonalnie trudniący się przewozem osób powinien przewidzieć typowe utrudnienia występujące na drodze, takie jak korek czy przejazd pociągów i tak dostosować rozkład jazdy, by utrudnienia te nie wpływały znacząco na punktualność przewozów.

To obowiązek firmy

Inaczej mówiąc to firma powinna zorganizować tak przejazdy, aby uwzględniały one regularnie występujące korki na drogach. Jeśli chodzi o zamykanie rogatek urzędnicy uznali, że ta okoliczność też nie ma znaczenia. Zgodnie bowiem z rozkładem jazdy autobus zatrzymuje się na przystanku kilkanaście minut przed przejazdem pociągu.

Spółka nie dawała za wygraną, w odwołaniu a potem w skardze do sądu administracyjnego wskazywała, że powstałe opóźnienia wynikały z obiektywnej przyczyny, jaką był duży ruch w dniach kontroli, czego z pewnością nie można było przewidzieć i mieć na nich wpływ nawet przy dołożeniu szczególnej staranności. Ponadto jej zdaniem urzędnicy bezpodstawnie przyjęli, że opóźnienia miały znaczny charakter. Tymczasem trwały one kilka minut i miały charakter incydentalny.

Upór firmy okazał się słuszny, bo Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie uwzględnił jej skargę. W jego ocenie organy obu instancji dokonały błędnej oceny zebranego w sprawach materiału dowodowego. W konsekwencji błędnie przyjęto, że w sprawach nie zachodzą okoliczności dające podstawę do zastosowania art. 92 c ust. 1 pkt 1 ustawy o transporcie drogowym.

WSA przypomniał co prawda, że ustawa o transporcie drogowym nie różnicuje odpowiedzialności za sporne naruszenie od czasu opóźnienia. W konsekwencji w świetle stanowczego i nie pozostawiającego organowi luzu decyzyjnego sformułowania opisującego to naruszenie, nawet minimalne, kilkuminutowe, czy wręcz sekundowe opóźnienie kursu, wymagałoby nałożenia kary pieniężnej w wysokości 500 zł.

Jak zauważył sąd możliwość obrony przedsiębiorcy przed taką regulacją przewidziana jest jedynie w przepisach określających przesłanki wyłączające odpowiedzialność, łagodzące restrykcyjną, opartą na zasadzie winy obiektywnej odpowiedzialność za naruszenie obowiązków lub warunków przewozu drogowego.

Sporny przepis przewiduje, że nie wszczyna się postępowania w sprawie nałożenia kary pieniężnej, jeżeli okoliczności sprawy i dowody wskazują, że podmiot wykonujący przewozy lub inne czynności związane z przewozem nie miał wpływu na powstanie naruszenia. Nastąpiło ono wskutek zdarzeń i okoliczności, których podmiot nie mógł przewidzieć.

W ocenie sądu w kontrolowanych sprawach, dotyczących zaledwie kilkuminutowych opóźnień, skarżąca podnosiła okoliczności, które wskazywały, że nie miała wpływu na powstałe naruszenia. Konkretnie chodziło o utrudnienia w ruchu ulicznym, korki oraz zamykanie rogatki przejazdu kolejowego.

Dynamiczne zmiany na drogach

WSA nie zgodził się z urzędnikami, że profesjonalny przewoźnik powinien wziąć pod uwagę występujące zwykle utrudnienia w ruchu i dostosować do nich rozkład jazdy. Jego zdaniem nie wzięli bowiem pod uwagę skali opóźnienia, które w sprawach wyniosło 6 minut oraz 8 i 9 minut. Należy uwzględnić, że sytuacja na drogach jest dynamiczna i w krótkim czasie może ulec zmianie. Jedno opóźnienie może być szybko nadrobione na stosunkowo niewielkim odcinku trasy, a inne z przyczyn niezależnych od kierującego pojazdem - nie. Dlatego też z uwagi na nieprzewidywalny charakter występujących utrudnień w kontekście tak niewielkiego, kilkuminutowego opóźnienia, nie można w ocenie sądu oczekiwać od przewoźnika dostosowania rozkładu jazdy do występujących każdorazowo utrudnień w ruchu.

W kontrolowanych sprawach organ założył, że skoro utrudnienia w ruchu zwykle występują na drodze, profesjonalny przewoźnik powinien dostosować do nich rozkład jazdy, każdorazowo przewidując ich skalę. Taka ocenia zdaniem WSA uchybia zasadom logiki i doświadczenia życiowego.

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z 23 listopada 2016 r., sygn. akt III SA/Kr 775/16.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA