fbTrack

Firma

Ustawa o sukcesji nie zastąpi zapobiegliwości

Tomasz Budziak
rp.pl
Tomasz Budziak | O sukcesorze przedsiębiorca powinien myśleć już w sile wieku, na wszelki wypadek – mówi wiceprezes Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych.

Od 25 listopada obowiązuje ustawa o zarządzie sukcesyjnym, ważna dla drobnych i średnich firm. Uczestniczył pan w pracach nad nią, a nie widzę, by się pan cieszył?

Tomasz Budziak: W sumie nikomu nie życzę, aby musiał korzystać z tej ustawy ani z innych tego typu ustaw, np. o ratownictwie medycznym. To nie jest ustawa o sukcesji (jak wiele osób mylnie sądzi), ale o zarządzaniu kryzysowym w wypadku śmierci przedsiębiorcy prowadzącego działalność jednoosobowo lub w spółce cywilnej. Trudno więc cieszyć się z jej materii. Nie ma jednak wątpliwości, że jest to ustawa wyczekiwana, niezbędna oraz podnosząca pewność obrotu gospodarczego i pozwala rodzinie przejść spokojniej przez szok spowodowany śmiercią właściciela firmy.

To skąd sceptycyzm?

Martwią mnie uproszczenia w prezentacji tej ustawy, że np. reguluje sukcesję. Wręcz odwrotnie. Daje narzędzia rodzinie przedsiębiorcy w sytuacji, kiedy on nie zrobił prawie nic lub nic dla sukcesji. To nie wehikuł sukcesji, jedynie koło ratunkowe, aby sytuacja nie wymknęła się całkiem spod kontroli! Na tratwie ratunkowej można dryfować, aż przyjdzie pomoc, ale nie płynąć do celu. Boję się, że wielu przedsiębiorców uzna, iż dzięki tej ustawie nic nie musi robić, bo kłopot zostawi spadkobiercom, którzy od 25 listopada będą mieli łatwiej. A udana sukcesja to nie wydarzenie spowodowane śmiercią, ale proces w zarządzaniu.

Na czym ten proces ma polegać?

To szukanie nowego przywództwa, pokonanie kryzysu i decyzja o nowej wizji firmy w kolejnym pokoleniu, nowym podziale władzy i własności, transferze wiedzy i wartości. Nowa ustawa daje rodzinie i firmie jedynie doraźną ochronę i czas na znalezienie nowych odpowiedzi na kluczowe pytania, choćby na to: czy warto kontynuować biznes? Sama z siebie nie tworzy tych odpowiedzi, a prawda jest taka, że jeżeli przedsiębiorca chce mieć faktyczny wpływ na przebieg sukcesji, to ma go wyłącznie za życia – a ta ustawa jest na wypadek śmierci.

Nowa procedura nie jest obowiązkowa. Skorzystają ci, którzy zechcą?

Właśnie. Dla mnie prawdziwy przedsiębiorca to osoba odpowiedzialna za los bliskich, pracowników i kontrahentów. Bo to także im zawdzięcza swój sukces. Tak więc nie powinien uciekać od odpowiedzialności za plan stworzenia komfortu im wszystkim, tak aby nieuchronny cykl życia dotknął ich w jak najmniejszym stopniu. Czyli optymalną drogą sukcesji jest przekazanie sterów firmy za życia, które może, ale nie musi wcale wiązać się z przekazaniem własności. To kwestia indywidualnej oceny sytuacji. Każda rodzina i każda firma powinna mieć i wykonywać swój plan sukcesji. A jeśli wiele wskazuje, że nie będzie kontynuacji w rodzinie, trzeba firmę przygotowywać do sprzedaży. Dlatego daleki jestem od dekretowania obligatoryjności.

Chyba są pewne plusy w ustawie?

Z pewnością. Ustawa niczego nie zabiera, ale tworzy nowe możliwości. Na swój sposób jest nawet rewolucyjna w podejściu do likwidacji barier tkwiących w kilkudziesięciu innych ustawach. Niektóre są odważne, np. zwolnienie z podatku od spadków i darowizn osób spoza rodziny, które zdecydują się co najmniej dwa lata kontynuować biznes. To narzędzie stabilizacji dobrego imienia firmy i jej otoczenia biznesowego.

A czy zachęty podatkowe są wystarczające?

Nie wiem, jaka miałaby być zachęta podatkowa dla przedsiębiorcy, żeby pomyślał o losie rodziny i partnerów biznesowych. Mogę zażartować, że odwrotnie, za stosowanie ustawy przez spadkobierców powinien być karany spadkodawca, żeby przedsiębiorcy unikali jej stosowania i sukcesji dokonywali za życia. Tylko jak ukarać zmarłego? A tak serio, to każdy przedsiębiorca jednoosobowy lub w spółce cywilnej powinien wyznaczyć zarządcę sukcesyjnego, na wszelki wypadek. Nawet w sile wieku. A może tym bardziej w sile wieku, kiedy ma nadzieję, że jest jeszcze wiele czasu na planowanie i przeprowadzenie sukcesji. A każdy wie, że wypadki się zdarzają. Choć wszyscy liczymy na to, że dotkną nie nas i naszych bliskich.

Jak pan przypuszcza, dużo firm skorzysta z nowej ustawy?

Moim marzeniem jest, żeby oprócz sytuacji absolutnie losowych nikt nie musiał. Tak jak powinniśmy dbać o zdrowie i leczyć się planowo, a nie korzystać z ratownictwa medycznego. Oczywiście, życie jest inne, ale pomarzyć można. ©?

A czy wymóg zgody spadkobierców (i małżonka) dysponujących 85/100 udziałów w firmie nie jest zbyt wysoką poprzeczką do ustanowienia zarządcy sukcesyjnego?

Pierwotnie rozważana była jednomyślność, po założeniu, że nawet skłócona rodzina nie będzie działać na własną szkodę i nie pozostawi firmy bez zarządu z powodu braku zgody. Ale wziął górę pesymizm (albo realizm) i zrezygnowaliśmy w zespole z jednomyślności na rzecz 85 proc. Osobiście byłem za obniżeniem limitu zgody do 2/3. Należy jednak pamiętać, że głosowanie kwalifikowaną większością nie dotyczy podziału spadku, tylko zarządzania nim.

Czy Inicjatywa Firm Rodzinnych zamierza postulować kolejne zmiany ułatwiające sukcesję?

Nowa ustawa nie jest ustawą o sukcesji i nie jest adresowana do przedsiębiorców prowadzących firmy np. w formie spółek prawa handlowego. Inne kraje konkurują z Polską, oferując przyjazne rozwiązanie dla biznesu rodzinnego w postaci fundacji rodzinnych (prywatnych) czy trustów rodzinnych. Część polskich rodzin korzysta z zagranicznych rozwiązań z braku krajowych możliwości. Rozmawiamy z innymi organizacjami przedsiębiorców o umożliwieniu polskim rodzinom ochrony dorobku pokoleń przed rozdrobnieniem, nadużyciami, sytuacjami konfliktowymi. Rozwiązaniami tymi mogłyby być objęte udziały w spółkach prawa handlowego oraz majątek pozabiznesowy. Liczymy na to, że program budowy polskiego kapitału nie oznacza programu nacjonalizacji prywatnego biznesu, ale wsparcie w budowaniu jego trwałości.

—rozmawiał Marek Domagalski

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL