fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Opcje walutowe - pułapka dla przedsiębiorców

123RF
Straty, jakie poniosły firmy korzystające z opcji walutowych, to niekiedy zasługa manipulacji banków oferujących takie rozwiązania.

Temat opcji walutowych się nie wyczerpał. Czas zdaje się działać na korzyść przedsiębiorców, gdyż ujawniane są kulisy związane z tymi produktami. Zwłaszcza dokumentacja zebrana w sporach sądowych jest cennym źródłem informacji o rzeczywistych mechanizmach działania opcji walutowych. Nierzadko dopiero przed sądem firmy mają możliwość zapoznać się z wewnętrzną dokumentacją banków do której w normalnych warunkach nie miałyby dostępu. I nierzadko z akt sądowych wyłania się obraz manipulacji niektórych banków wobec klientów.

Manipulacja nr 1: zerokosztowość

Zerokosztowe strategie opcyjne polegały na tym, że firmy kupowały opcje walutowe zabezpieczające przed ryzykiem walutowym i zamiast płacić za nie cenę, tzw. premię opcyjną – finansowały je poprzez jednoczesną sprzedaż (wystawienie) na rzecz banków opcji zobowiązujących klienta do niekorzystnej wymiany waluty w przypadku odwrócenia się trendu walutowego. Parametry tych opcji wystawianych przez klientów (finansujących nabycie opcji przez klientów) były tak dobierane przez banki, aby wartość premii opcyjnych za opcje kupowane przez banki były równa wartości premii opcyjnych za opcje kupowane przez klienta i aby wskutek kompensaty równych wartości cen klient nie musiał płacić za nabycie własnych opcji (wystawienie na rzecz banku równowartej opcji właśnie zastępowało zapłatę ceny za opcję kupowaną przez klienta).

Okazuje się jednak, iż w wielu znanych nam przypadkach nie było to prawdą, gdyż w rzeczywistości banki tak konstruowały strukturę, aby wartości premii opcyjnych za wzajemnie wystawione opcje nie były sobie równe, a wręcz przeciwnie, aby opcje kupowane przez bank były kilka- bądź kilkunastokrotnie droższe od opcji kupowanych przez klienta. Różnica ta pozwalała na osiągnięcie zysku przez bank już w momencie zawarcia transakcji. Jednocześnie różnica ta stanowiła stratę klienta, o której on oczywiście nie wiedział, gdyż banki, które zastrzegały w umowach, iż to one będą dokonywały wszelkich obliczeń, w potwierdzeniach transakcji nie wskazywały rzeczywistych wartości premii opcyjnych. Z jednego z dokumentów bankowych, które pozyskaliśmy w tym roku w toku sporu sądowego, wynika, iż pewien bank na spornej zerokosztowej strukturze opcyjnej z klientem już w momencie zawarcia transakcji wygenerował marżę 200 tys. zł (oczywiście wynikającą z niekorzystnej dla klienta różnicy w rzekomo równych wartościach premii), przy czym maksymalny zysk klienta (a więc i maksymalna strata banku) w czasie życia transakcji wynosił 100 tys. zł. Skojarzenie, iż „kasyno zawsze wygrywa" zdaje się być na miejscu.

Manipulacja nr 2: asymetria nominałów

Cechą charakterystyczną wielu spornych zerokosztowych strategii opcyjnych była tzw. asymetria nominałów, która polegała na tym, że zobowiązania klienta z opcji wystawianych na rzecz banku opiewały na wyższe (najczęściej dwukrotnie) nominały niż nominały opcji kupowanych przez klienta. Najczęstszym wyjaśnieniem banków zasadności wprowadzania takiej asymetrii było stwierdzenie, że z uwagi na to, że klient otrzymywał w opcji kupowanej korzystniejszy od rynkowego kurs wymiany, aby zrównoważyć cenę opcji wystawianej na rzecz banku z ceną opcji kupowanej od banku, należało zwiększyć nominał tej pierwszej opcji. Innymi słowy, asymetria nominałów miała służyć zrównaniu wartości opcji kupowanych przez bank z wartością opcji kupowanych przez klienta, tak aby klient nadal nie musiał płacić premii opcyjnej za zakup opcji.

Żeby zrozumieć manipulacje banków w powyższym zakresie, należy mieć na uwadze, iż banki generowały zysk na transakcji już w momencie zawarcia spornej zerokosztowej struktury i warunkiem uzyskania tej marży było stworzenie różnicy między tańszymi opcjami kupowanymi przez klienta a droższymi opcjami kupowanymi przez bank. Wówczas ta kwota, którą teoretycznie bank winien zapłacić klientowi (a nie płacił wskutek zatajenia rzeczywistych wartości premii), stanowiła zysk banku. W tym roku udało się nam uzyskać zeznania biegłego sądowego, który ustalił, iż opcje kupowane przez bank od klienta były czterokrotnie droższe niż opcje kupowane przez klienta od banku, i jednocześnie stwierdził, że aby zrównać wartość opcji kupowanych przez bank z wartością opcji kupowanych przez klienta, wystarczający był czterokrotnie niższy nominał opcji call (tj. zobowiązania klienta, a więc i jego ryzyka), co w przypadku tej spornej transakcji oznaczało zmniejszenie nominału miesięcznej opcji call z 300 000 USD do 75 000 USD, a w skali całej 12-miesięcznej transakcji zmniejszenie nominału zobowiązania z 3,6 mln USD do 900 tys. USD.

Manipulacja nr 3: maksymalny zysk

Wiele zerokosztowych struktur opcyjnych zawierały element w postaci tzw. maksymalnego zysku klienta, tj. kwoty maksymalnej korzyści, którą klient mógł otrzymać w ramach rekompensaty strat spowodowanych umacnianiem się polskiej waluty i po której osiągnięciu struktura ulegała wyłączeniu. Innymi słowy – klient otrzymywał od banku przekaz, iż przy odpowiednim kształtowaniu się kursu może na danej strukturze osiągnąć zysk w określonej wysokości. Okazuje się jednak, że w niektórych przypadkach był to przekaz nieprawdziwy. Tak jak było to wspomniane wyżej – w momencie zawierania transakcji opcje, które klient kupował od banku, były wielokrotnie tańsze, niż opcje, które bank kupował od klienta. W jednej z naszych spraw sądowych bank złożył w tym roku prywatną ekspertyzę, w której ekspert banku (chyba nie do końca świadomy konsekwencji tego, co pisze) potwierdził wprost, że opcje kupowane przez bank w ramach „zerokosztowej strategii" (a więc z rzekomo równymi, kompensującymi się do zera wartościami wzajemnie wystawianych opcji) były kilkakrotnie droższe niż opcje kupowane przez firmę, a różnica ta stanowi stratę klienta (a jednocześnie zysk banku). Ta strata klienta na moment zawarcia transakcji wynosiła ok. 40 tys. zł, a maksymalny możliwy zysk klienta na całej 24-miesięcznej transakcji wynosił 20 tys. zł. Oznacza to, że klient w momencie zawierania transakcji ponosił stratę wyższą niż możliwy maksymalny zysk w czasie trwania transakcji. Innymi słowy – transakcja ta zawsze była stratna dla klienta, a więc pozbawiona jakiegokolwiek sensu ekonomicznego, bo który racjonalnie działający przedsiębiorca zawierałby transakcje, która zawsze generowałaby dla niego szkodę. Oczywiście klient nie był świadomy zawierania transakcji pozbawionej sensu ekonomicznego, gdyż w potwierdzeniu transakcji bank nie ujawniał rzeczywistych wartości premii opcyjnych.

Zdaniem autora

Dariusz Wółkiewicz, adwokat Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów Nowakowski i Wspólnicy sp. k.

Niewątpliwie największa odpowiedzialność za przypadki manipulacji przy opcjach walutowych spoczywa na bankach, gdyż to one były stronami umów z klientami i to one odpowiadały za politykę informacyjną w stosunku do klientów. Pojawia się jednak pytanie o odpowiedzialność Skarbu Państwa – niewdrożenie w terminie dyrektywy MiFID (Dyrektywa 2004/39/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 21 kwietnia 2004 r. w sprawie rynków instrumentów finansowych zmieniająca dyrektywę Rady 85/611/EWG i 93/6/EWG i dyrektywę 2000/12/WE Parlamentu Europejskiego i Rady oraz uchylająca dyrektywę Rady 93/22/EWG, Dz.U.UE.L.04.145.1), która miała w sposób szczególny chronić przedsiębiorców przed nierzetelną informacją, jest bezsporne, potwierdził to wprost Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, stwierdzając naruszenie obowiązku implementacji tej dyrektywy przez Polskę. Wydaje się, iż gdyby ta dyrektywa obowiązywała w 2008 r., pole do ewentualnych manipulacji byłoby znacząco ograniczone, a przedsiębiorca miałby szerszą wiedzę, czy sporna transakcja ma dla niego jakikolwiek sens ekonomiczny, ile zyskuje, a ile traci w momencie jej zawierania. Pojawia się też pytanie, gdzie w 2008 r. była KNF, zobowiązana na podstawie ustawy o nadzorze nad rynkiem kapitałowym do zapewnienia prawidłowego funkcjonowania tego rynku, w szczególności bezpieczeństwa obrotu, a także przestrzegania reguł uczciwego obrotu. Czy w tym kontekście zapewnienie klienta przez bank, że musi wystawić 12 opcji o nominale 300 tys. USD miesięcznie (zamiast – jak ocenili biegli – 75 tys. USD miesięcznie), aby zerokosztowo nabyć własne opcje, wpisywało się w postulat bezpiecznego i uczciwego obrotu? Czy przekonywanie klienta, że w czasie 12-miesięcznej transakcji może osiągnąć zysk do 100 tys. zł, przy jednoczesnym zatajeniu informacji, iż w momencie zawarcia transakcji jego strata wynosi już 200 tys. zł (co czyni ją pozbawioną sensu ekonomicznego), stanowiło realizację zasady bezpiecznego i uczciwego obrotu? Odpowiedzi nasuwają się same.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA