fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Zamówienia publiczne: jak rozliczać prace dodatkowe wykonane bez umowy - wyrok SN

123RF
Za wykonane prace np. budowlane bez ważnej umowy – w przetargach pisemnej – nie należy się zysk, ale koszy pośrednie wykonawcy – owszem.

To wnioski z najnowszego wyroku Sądu Najwyższego, ważnego zwłaszcza dla branży budowlanej, gdyż określa, czego wykonawca robót dodatkowych bez ważnej umowy może żądać od wzbogaconego inwestora.

Kwestia ta wynikła przy sądowym rozliczeniu kontraktu (w ramach zamówień publicznych) na remont pięciu budynków komunalnych w Karpaczu za ryczałtową cenę 590 tys. zł.

W trakcie remontu wynikła potrzeba prac nieprzewidzianych, których zamówienie nie obejmowało. Takiej ewentualności nie zapisano w formie aneksu do umowy, jak wymaga prawo zamówień publicznych (art. 139 ust. 2) pod rygorem nieważności umowy.

Powołując się na ten rygor, miasto odmówiło wykonawcy zapłaty dodatkowych kosztów wycenionych przez biegłego na 250 tys. zł, 89 tys. zł tzw. kosztów pośrednich firmy (ubezpieczenia, transportu towaru i logistyki zakupowej, ochrony) oraz zysku kalkulowanego jako 15 proc. wydatków.

Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze zasądził te 250 tys. zł za bezspornie wykonane prace dodatkowe, ale odmówił zasądzenia kosztów pośrednich firmy oraz zysku, wskazując, że nie weszły one do majątku zamawiającego, więc go nie wzbogaciły i nie ma podstaw, by miasto je zwracało. Sprawa zatoczyła krąg, gdyż trafiła do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, a potem Sąd Najwyższy nakazał ponowne jej zbadanie, wskazując, że zysk firmy nie wchodzi do bezpodstawnego wzbogacenia, więc nie podlega refundacji.

Badając ponownie już tylko kwestię kosztów pośrednich, SA ich nie zrefundował, wskazując, że zwrotowi podlegają tylko nakłady, które realnie weszły do majątku miasta (wzbogaconego). Przedsiębiorca odwołał się ponownie do SN, a jego pełnomocnik mec. Dorota Stangreciak-Karpierz przekonywała, że dla biznesmena wydatek na materiały budowlane jest tak samo realny jak za ich poszukanie na rynku i transport – i o te wydatki wzbogaca się zamawiający, winien je więc zrefundować.

SN przyznał jej rację, wskazując, jakie są granice odpowiedzialności wzbogaconego. Po pierwsze, zwracana kwota nie może przekroczyć wzbogacenia, czyli tego, co inwestor musiałby zapłacić, gdyby zakontraktował zgodnie z prawem takie prace (oczywiście bez zysku) – wskazała w uzasadnieniu sędzia SN Katarzyna Tyczka-Rote. – Nie może ona przekroczyć zubożenia wykonawcy (lecz bez zysku), ale pośrednie wydatki, np. na ubezpieczenie, transport, związane z tą konkretną inwestycją zalicza się do refundowanych kosztów.

– Nie muszą być one zresztą wyliczone co do złotówki, można tutaj stosować art. 322 kodeksu cywilnego – dodała sędzia.

Przypomnijmy, że według tego przepisu, jeżeli w sprawie o naprawienie szkody lub zwrot bezpodstawnego wzbogacenia sąd uzna, że ścisłe udowodnienie wysokości żądania jest niemożliwe lub nader utrudnione, można zasądzić odpowiednią sumę według swej oceny po rozważeniu okoliczności sprawy. Krótko mówiąc, sąd może je wtedy obiektywnie oszacować.

W efekcie wyroku sąd apelacyjny musi jeszcze raz wyliczyć albo przynajmniej oszacować koszty, co jak widać, sprawia sądom wiele kłopotu.

sygnatura akt: V CSK 578/17

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA