fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Sąd Najwyższy: to pozwany ma się tłumaczyć z wykorzystania know-how

Adobe Stock
Jeśli były pracownik czy menedżer założy odrębną firmę w podobnej branży i odniesie ona sukces, na nim spoczywa obowiązek wykazania, że nie wykradł i nie użył w tym biznesie tajemnic poprzedniego pracodawcy.

To sedno środowego, precedensowego, wyroku Sądu Najwyższego.

Zgodnie z kodeksem pracy pracownik obowiązany jest wykonywać pracę sumiennie, ale też przestrzegać tajemnicy przedsiębiorstwa. Takie przepisy zawiera ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, przed rokiem znowelizowana. Wdraża ona unijną dyrektywę nr 2016/943 w sprawie ochrony niejawnego know-how i niejawnych informacji handlowych. Wprawdzie do domniemanego zawłaszczenia tajemnic spółki powódki doszło przed tą nowelizacją, ale ma to w sprawie drugorzędne znaczenie.

Zajmująca się marketingiem farmaceutyków i wyrobów medycznych spółka, której główny wspólnik jest Norwegiem, pozwała swoją pracownicę Barbarę D., która pod koniec zatrudnienia była prokurentką tej spółki i faktycznie kierowała firmą. Pozwana została też spółka, którą kobieta założyła (najwyraźniej wraz z klientem tej pierwszej, Szwedem). Powodowa spółka zażądała przeprosin i odszkodowania za wykorzystanie tajemnic byłego pracodawcy, w szczególności „wykradzenie" mu głównego klienta. Owe tajemnice to listy potencjalnych klientów, marże stosowane w branży i możliwe do uzyskania. Pozwana miała je pod koniec działalności w laptopach, a po zwróceniu już ich nie było.

Jak ustaliły sądy niższych instancji, pewne przygotowania do powołania spółki działającej w tej samej branży kobieta zaczęła jeszcze, będąc prokurentem powódki, a kontynuowała je w trakcie urlopu macierzyńskiego, z którego już do pracy nie wróciła, następnie w okresie rocznego, umownego zakazu korzystania z informacji przedsiębiorstwa, choć korzyści zaczęła osiągać nieco później, gdy przejęła owego głównego klienta powódki.

Czytaj także:

Sądy Okręgowy, a następnie Apelacyjny w Krakowie oddaliły powództwo, uznając, że Barbara D. owe czynności podjęła praktycznie po rocznym zakazie. Poza tym jej spółka informacje te uzyskała od Szweda, który – jak mówili pełnomocnicy pozwanych przed SN, do którego odwołała się powódka – skłócił się z Norwegiem i stąd cały ten konflikt. W szczególności zaś Barbara D. nie wykradła tajemnic, ale została zatrudniona przez spółkę, która je już miała.

Pełnomocnik Norwega mec. Arkadiusz Michalak wskazywał przed SN, że jest rzeczą zupełnie niezrozumiałą, gdy faktyczny szef spółki wykorzystuje później tajemnice firmy w interesie własnym i obcej osoby. Sąd Najwyższy przychylił się do jego argumentacji, nakazując SA ponowne rozpoznanie sprawy.

– Nie można zarzutów powoda zbyć stwierdzeniem, że to efekt kłótni kontrahentów czy że skończył się roczny okres ochronny – stwierdził sędzia Władysław Pawlak. Z tego powodu zapewne SO i SA nie zbadały dokładnie, jakie tajemnice pozwani wykorzystali. A to na powodach spoczywa obowiązek wykazania, że ich nie wykorzystali.

Dodajmy, że wspomniana nowela ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji zniosła trzyletnie ustawowe ograniczenie, kiedy może dojść do naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa i które można było, jak w tym wypadku, na dodatek czasowo ograniczyć. Odpowiedzialność naruszycieli jest zatem jeszcze bardziej realna.

Sygn. akt: III CSK 217/17

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA