fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Jacek Sadowy: Nowa ustawa nie ułatwi dostępu do zamówień publicznych

shutterstock
Masa przepisów, złożoność procedur wbrew intencjom ustawodawcy, ograniczy konkurencyjność na ryku zamówień – mówi Jacek Sadowy, były prezes Urzędu Zamówień Publicznych.

Czy liczące ponad 600 artykułów nowe prawo zamówień publicznych sprawi, że wzrośnie konkurencyjność na tym rynku i spadną ceny zamówień?

Trudno oprzeć się wrażeniu, że przy znacząco większej liczbie przepisów i ich złożoności nowa ustawa nie pozwala skutecznie realizować celów ustawodawcy, w szczególności rozwiązać tak nabrzmiałych problemów jak niska konkurencyjność postępowań przetargowych czy zejście wykonawców z placów budów. Możliwe jest natomiast dalsze ograniczenie konkurencyjności oraz wzrost biurokracji.

Proszę zatem wskazać konkretne ograniczenia.

Zachętą dla wykonawców na pewno nie będzie przetrzymywanie wadium do chwili zawarcia umowy (obecnie wszystkim wykonawcom, z wyjątkiem wybranego, zwraca się wadium w chwili wyboru oferty najkorzystniejszej) czy wydłużenie terminu związania ofertą aż do 90 dni (obecnie 60 dni). Ustawodawca nie skorzystał z szansy odbiurokratyzowania procedury np. odstąpienia od wymogu składania wraz z ofertą zobowiązania innego podmiotu udostępniającego swój potencjał. Powody do odrzucania oferty ujęte aż w 19 punktach sprawiają, że samo przyjęcie oferty będzie już sukcesem po znaczących kosztach zatrudnienia kancelarii prawnej.

Dostępu do zamówień publicznych nie ułatwią dalsze wyłączenia obowiązku stosowania ustawy pzp, np. aż do kwoty 5548 tys. euro netto przy udzielaniu zamówień na roboty budowlane w dziedzinach obronności i bezpieczeństwa.

Nie ma w tej ustawie pozytywnych rozwiązań?

Na pozytywny komentarz zasługuje wycofanie się z przyjętych w 2016 r. obowiązkowych przesłanek wykluczenia wykonawcy. Niektóre były wprost sprzeczne z dyrektywami UE (wykluczenie z powodu zastosowania środka zapobiegawczego).

Na pozytywną ocenę zasługuje zakaz stosowania klauzul abuzywnych w umowach o zamówienie publiczne czy obowiązek stosowania klauzul waloryzacyjnych w razie znaczącego wzrostu cen materiałów. Nadzieje związane z nimi uważam jednak za przesadzone, bo sposób ich stosowania i tak został uzależniony od woli zamawiających. Wobec powtarzających się problemów przy projektach infrastrukturalnych te zmiany powinny być bardziej odważne oraz kompleksowe.

A jak pan ocenia zmiany w „administracji przetargowej"?

Prezes UZP, który ma „czuwać nad systemem", cokolwiek to znaczy, nie ma ku temu skutecznych instrumentów, bo nie jest nim kontrola, z której nie wynikają żadne sankcje. Dość powiedzieć, że maksymalna kara pieniężna za np. brak stosowania ustawy do zamówienia o wartości 20 mln euro netto to wciąż jedynie 30 tys. zł! Oznacza to, że wartości takie jak konkurencja, równe traktowanie wykonawców to tylko deklaracje.

Jest jeszcze Krajowa Izba Odwoławcza.

Nadal nie będzie ona podlegała żadnej realnej ocenie innych organów nadzoru. Sprawy dyscyplinarne rozstrzygane są w ramach organów samej Izby, wciąż natomiast brakuje instrumentu oceny merytorycznej poziomu orzecznictwa poszczególnych członków Izby. Na uwagę zasługuje wprawdzie obniżenie opłaty od skargi do trzykrotności wpisu. Przy czym, mając na względzie wysokość wpisu (20 tys. zł), koszt wniesienia skargi wyniesie 60 tys. zł. Problem sprzeczności w orzecznictwie, którego teraz nie widzę, w przyszłości mogłoby rozwiązać przyznanie prawa do wniesienia skargi kasacyjnej stronom sporu, a nie, jak zaproponowano, wyznaczenie jednego Sądu Okręgowego w Warszawie do tych spraw.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA