fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Nowe prawo restrukturyzacyjne obowiązuje w Polsce 2,5 roku - podsumowanie

Adobe Stock
Minęło dwa i pół roku obowiązywania w Polsce nowego prawa restrukturyzacyjnego, którego założeniem było stworzenie gruntu prawnego dla ratowania przedsiębiorców niewypłacalnych i zagrożonych niewypłacalnością jako alternatywy dla ich upadłości.

Ustawodawca zmieniając przepisy całkiem słusznie założył, że pomoc polskim firmom, które borykają się z kłopotami finansowymi, ale mają na siebie pomysł, jest dla wszystkich bardziej opłacalna, niż śmierć tych przedsiębiorstw i sprzedaż ich majątku w ramach masy upadłości.

Wszystkie statystki potwierdzają, że przeżycie firmy zwiększa stopień zaspokojenia jej wierzycieli z oczywistą korzyścią dla tychże, ponadto ratuje miejsca pracy z korzyścią dla pracowników, utrzymuje na powierzchni podatnika i stabilne miejsce generowania PKB (z oczywistą korzyścią dla kraju i społeczeństwa). Jednocześnie musi istnieć wentyl bezpieczeństwa dla niewypłacalnych firm i te, które sobie nie radzą, powinny upaść, zaś te, które mają szansę przeżyć i dalej się rozwijać powinny otrzymać pomocną dłoń.

Trochę zimnej wody

Ponad dwa lata doświadczeń prawa restrukturyzacyjnego to zimny prysznic dla optymistów, którzy w nowej ustawie widzieli cudowny lek na wszelkie problemy polskiej gospodarki a w szczególności wizję idealnego rozwiązania dla ratowania polskich przedsiębiorstw w tarapatach. Nowa ustawa działa znacznie lepiej niż poprzednie przepisy, to fakt, zatem część optymistycznych wizji się spełniła i mamy znaczącą poprawę. Ale jej wyniki nadal są znacznie gorsze od oczekiwań. Na szczęście, ponieważ rynek jest dynamiczny, a prawo powinno za tą dynamiką nadążać, już rozpoczęto podsumowywanie doświadczeń i wyciąganie wniosków, co by tu w ustawie naprawić, żeby maszyna ruszyła z zakładanym pierwotnie impetem, zamiast zgrzytać i się zacinać. Pośród różnych problemów proceduralnych (przykładowo brak elektronicznego rejestru wpłynął negatywnie na terminy ustawowe i postępowania trwają stanowczo za długo) najbardziej widoczny jest jednak inny problem. Problem stary jak świat i zbyt boleśnie znany wszystkim przedsiębiorcom – problem braku pieniędzy.

Potrzebne są pieniądze

Nie od dziś wiadomo, że restrukturyzacja wymaga znacznych nakładów finansowych, w końcu to właśnie brak płynności zwykle stanowi o wszczęciu wobec przedsiębiorcy postępowania restrukturyzacyjnego. W końcu gdyby dłużnik miał pieniądze dla wszystkich swoich wierzycieli, nie potrzebna by mu była restrukturyzacja. Tyle, że nie o pieniądze dla wierzycieli tutaj chodzi (w każdym razie nie bezpośrednio, bo pośrednio zawsze chodzi o dobro wierzycieli). Restrukturyzowany dłużnik najczęściej spotkał się z chwilowym brakiem płynności, gdyż np. padł ofiarą efektu domina, bo nie zapłacił mu ważny klient. Żeby się odblokować i zapłacić wstrzymane pensje – trzeba gotówki. Jeżeli doszło już do wstrzymania pracy zakładu, do ponownego rozruchu potrzeba gotówki. Jeżeli dłużnik musi startować w przetargach, na wadium czy gwarancje znów potrzeba gotówki. Jeżeli firma ma wdrożyć plan oszczędnościowy albo wprowadzić innowację, która znacząco obniży jej koszty i pozwoli wrócić do konkurencyjności – potrzeba też gotówki.

Przejedzone oszczędności

Dłużnik potrzebuje specjalistów, którzy pomogą usprawnić zarządzanie i oszczędzić na kosztach ogólnego zarządu – znów potrzebna gotówka. Firma musi się bronić przed egzekucjami – do czego konieczne jest wsparcie prawników-specjalistów – konieczna gotówka. Z każdego kąta wygląda zapotrzebowanie na pieniądze. Skąd zaś te pieniądze brać, skoro firma ledwo przędzie, a wszystkie wskaźniki ma na czerwonym? Czasami się zdarza, że firmy mają środki zaoszczędzone na czarną godzinę, ale polskie restrukturyzacje rozpoczynają się już najczęściej wtedy, kiedy oszczędności zostały przejedzone w trakcie prób samodzielniej poprawy kondycji firmy (indywidualne negocjacje z wierzycielami, samodzielne plany restrukturyzacyjne bez udziału sądu etc.) To polska specjalność, że sięgamy po oficjalne narzędzia dopiero, kiedy wykorzystamy wszystkie inne sposoby ratunku i niestety robimy to wówczas za późno. Czasami jeszcze wspólnicy są gotowi wesprzeć swoją firmę pożyczkami, wówczas na horyzoncie widać promyki słońca. Co zaś, gdy firma i jej grupa kapitałowa nie ma już czym się zasilać? Wówczas pozostaje finansowanie zewnętrze. W praktyce sprowadza się to do szukania wsparcia banków, inwestorów branżowych (np. konkurentów, którzy odkupią zakład) oraz inwestorów finansowych prywatnych (np. fundusze inwestycyjne wysokiego ryzyka).

Wsparcie dla dawców kapitału

Co zaś takich potencjalnych dawców kapitału ma zachęcać do wsparcia firmy w restrukturyzacji? Ustawodawca wierząc w rynek i jego twórczy wpływ poumieszczał w przepisach różne zachęty. Choćby art. 162 ust. 2 p.r., który pozwala traktować korzystniej w ramach warunków restrukturyzacji tych wierzycieli, którzy po otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego udzielili lub udzielą finansowania procesu restrukturyzacji. Prawo upadłościowe (w art. 342 ust. 1 pkt 1) nakazuje traktować finansowanie udzielone w ramach układu z pierwszeństwem przed ogółem wierzycieli, czyli jeżeli restrukturyzacja nie powiedzie się, to udzielający finansowania ma większe szanse na odzyskanie wpłaconych kwot w upadłości, która po nieudanej restrukturyzacji następuje. Wszystko to są dosyć silne ustępstwa w stronę potencjalnych dawców kapitału na potrzeby restrukturyzacji.

Niestety teoria rozmija się z praktyką. Nikt nie chce udzielać finansowania restrukturyzowanym podmiotom. Banki odwracają się jako pierwsze. Co bardziej prodłużnicze (w końcu obecny dłużnik to często ich wieloletni klient, dzięki któremu zarobiły mnóstwo pieniędzy) uczestniczą w restrukturyzacji i pomagają w ten sposób, że zgadzają się na wstrzymanie egzekucji czy na zawarcie umów typu standstill. I to jest kres ich aktywności. Nie ma mowy o dodatkowym finansowaniu, bowiem restrukturyzowany dłużnik po prostu nie spełnia kryteriów udzielenia finansowania a te muszą być uniwersalne dla wszystkich klientów. Jeżeli zatem nie bank, to kto?

Wysokie ryzyko porażki

Na polskim rynku pojawiają się stopniowo podmioty, które reklamują się jako wspierające finansowo procesy restrukturyzacji: domy maklerskie, fundusze inwestycyjne etc. Problem polega jednak na tym, że restrukturyzacja to wysokie ryzyko porażki a zatem finansowanie udzielane dłużnikom w kłopotach najczęściej obwarowane jest absurdalnie wysokimi wymogami dot. dodatkowych zabezpieczeń oraz nierzadko lichwiarskimi stopami zwrotu. Wysokie ryzyko musi być odzwierciedlone w wysokim oprocentowaniu takiego finansowania, to naturalne z punktu widzenia inwestorów. Niestety jednocześnie zupełnie nierealne z punktu widzenia dłużnika (który restrukturyzując się nie może pieniędzy przeznaczonych dla wierzycieli tak po prostu oddać instytucji finansowej). Skutek jest taki, że podmioty finansowe przedstawiają swoje warunki a dłużnicy krztuszą się kawą przy ich lekturze i do żadnego finansowania nie dochodzi. Zostają jeszcze inwestorzy niefinansowi, a zatem współpracujące z dłużnikiem spółki lub jego konkurenci, którzy w zamian za wsparcie restrukturyzacji otrzymują znaczące (najczęściej kontrolne) udziały w kapitale zakładowym i przejmują kontrolę nad uratowanym dłużnikiem. Niestety z punktu widzenia konkurentów taniej niż ratować zakład jest poczekać na jego upadłość i odkupić go za znacząco niższą kwotę (np. za pomocą nowości w polskim prawie: przygotowanej likwidacji czyli prepacku) albo po prostu poczekać aż konkurent zniknie z rynku. Podmioty współpracujące z kolei rzadko kiedy dysponują stosownymi środkami i pomimo ogromnych chęci pomocy dłużnikowi, nie potrafią zaoferować finansowania na wystarczającym poziomie. Jeżeli więc spółka nie ma bogatych właścicieli, którzy po prostu sami dosypią pieniędzy do przedsiębiorstwa, zewnętrzne finansowanie, tak szumnie opisywane w ustawie i tak niezbędne w toku restrukturyzacji staje się fikcją.

Co więc można poradzić skoro rynek nie chce finansować restrukturyzacji? Można albo narzucić rynkowi obowiązek finansowania na łagodniejszych dla dłużników zasadach (co wymaga ingerencji państwa w mechanizmy wolnego rynku i nie wydaje się realne) albo skorzystać z pozycji państwa i państwowych podmiotów (w tym np. banków), które takiego finansowania dla dobra społecznego mogłyby udzielić. Należy podkreślić, że restrukturyzacja a zatem uratowanie działającego podmiotu jest korzystne dla polskiej gospodarki, czyli także dla obywateli i dla państwa polskiego. Ustawodawstwo unijne przewiduje wyjątki od zakazu stosowania pomocy publicznej i z racjonalnego punktu widzenia wspieranie restrukturyzacji polskich firm – pracodawców i podatników, generatorów PKB za takie wyjątki mogłoby zostać zakwalifikowane.

Są niewykorzystane instrumenty

Co ciekawe, nie trzeba ani reformować żadnych istniejących już podmiotów ani tworzyć nowych. Polska gospodarka ma już kilka instytucji, które w ramach swojej podstawowej działalności mają wsparcie finansowe restrukturyzacji przedsiębiorstw. Są to Polski Fundusz Rozwoju (w ramach grupy którego jest także Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości), Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. Wszystkie te podmioty w opisach swojej działalności mają finansowanie restrukturyzacji. Choć każdy z podmiotów podchodzi do tematu trochę inaczej i ma własne warunki brzegowe, wszystkie są zdolne, posiadają środki i wiedzę do wsparcia finansowego polskich firm w restrukturyzacji. Wszystkie one mogłyby aktywnie działać na rzecz wspierania polskich restrukturyzacji, a zatem mogłyby przyczynić się do większego stopnia zaspokojenia wierzycieli oraz ratowania polskich przedsiębiorstw. Środki przez nie wydatkowane mogłyby zasilić polską gospodarkę przez pomoc w krytycznym momencie restrukturyzacji. Oczywiście nie za darmo, takie finansowanie nie powinno być dobroczynnością a długiem z obowiązkiem zwrotu (lub wykupienia obligacji czy odkupu akcji), kiedy już staną na nogach. Po prostu kalkulując koszty finansowania państwo może sobie pozwolić na mniejszą premię za ryzyko oraz dłuższe terminy spłat, samemu niewiele tracąc – może zaakceptować warunki, których podmioty komercyjne, nastawione na czysty zysk i dużo mniejsze i mniej stabilne nie zaakceptują. Nie chodzi o powrót do etatyzmu czy gospodarki sterowanej, ale o instrumenty, które już dawno z powodzeniem wykorzystywane są w całej Unii np. w rolnictwie czy przetwórstwie oraz w bankowości.

Mateusz Medyński radca prawny, doradca restrukturyzacyjny, Zimmerman i Wspólnicy

Niestety, pomimo posiadania zarówno prawnej zdolności jak i fizycznych i majątkowych możliwości przypadki wspierania restrukturyzacji polskich podmiotów przez PFR, PARP czy ARP są nadal bardzo rzadkie i sprowadzają się do udziału w dużych, spektakularnych postępowaniach, gdzie trzeba chronić duże, często ważne strategicznie i powiązane politycznie podmioty. Takie działanie jest zrozumiałe z punktu widzenia interesów państwa rozumianego instytucjonalnie, ale już nie wspólnotowo. Brak jednolitych warunków finansowania dla szerszej grupy podmiotów czyni z tych szalenie ważnych instytucji jedynie narzędzia do doraźnego łatania kulejących wielkich firm. Pomimo szumnych haseł o równości czy powszechności usług wsparcie nadal nie jest powszechne. Mniejsze firmy w kłopotach nie liczą na te podmioty, bo nie wierzą w szanse na pomoc. A nie powinno tak być. Te instytucje mają ogromną wiedzę o polskiej gospodarce, o finansowaniu, o sposobach na pomoc restrukturyzowanym przedsiębiorstwom, mają świetnych ludzi – doskonałych fachowców. A jednak nie są pierwszymi, do którego po pomoc udają się polscy przedsiębiorcy w kłopotach. A my słyszymy o kolejnych nieudanych restrukturyzacjach i firmach, które upadły, bo nie pojawił się inwestor. Przez brak finansowania pada wiele układów, jedynie jedna piąta kończy się sukcesem. To więcej niż pod rządami poprzednich przepisów, ale nadal za mało by uznać ustawę za pełen sukces, by móc powiedzieć, że polskie państwo nie tylko pobiera podatki od przedsiębiorców, ale także potrafi im podać rękę, gdy się zachwieją. Upowszechnienie wsparcia finansowego dla restrukturyzacji to dziesiątki tysięcy uratowanych miejsc pracy, powstrzymanie efektu domina wśród niezaspokojonych wierzycieli, ratowanie podatników i płatników składek i danin publicznych. To stabilniejsza gospodarka. Odpowiednie organy państwa powinny się nad tym pilnie pochylić, zanim  zaleje nas fala upadłości firm, którym można było jeszcze pomóc, podać pomocną dłoń i przeprowadzić je przez restrukturyzację a nie skazywać na niebyt. Wszyscy na tym skorzystamy. ?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA