fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Nie trzeba jechać do warsztatu, by zachować prawo do rękojmi - wyrok Sądu

123RF
Oględziny i jazda testowa to wystarczające czynności, jakie powinien wykonać przedsiębiorca przed zakupem używanego pojazdu, by zachować prawo do odstąpienia od umowy w razie ujawnienia się wad.

Tak wynika z uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Olsztynie w sprawie o zwrot ceny i innych kosztów, jakie pewien pechowiec poniósł z tytułu zakupu auta, które – jak się okazało – w ogóle nie powinno być dopuszczone do ruchu.

Okazja z Allegro

Janusz B. znalazł na Allegro ofertę sprzedaży seata z 2012 r. Samochód należał do małżonków Z., ale jego sprzedażą zajmował się ich syn Marek Z., który był głównym użytkownikiem tego auta. W rozmowie telefonicznej przyznał, że samochód brał udział w kolizji drogowej i nie wszystkie uszkodzenia zostały po niej naprawione. Przesłał Januszowi B. zdjęcie obrazujące otarcie prawego boku przez inny pojazd. Informował również, że w aucie zamontowano instalację gazową, która rewelacyjnie się sprawuje, choć nie została jeszcze zarejestrowana. Według zapewnień Marka Z. auto miało być bezwypadkowe, sprawne technicznie i nie wymagało żadnych napraw.

Po jeszcze kilku rozmowach telefonicznych Janusz B. pojechał ze znajomym obejrzeć pojazd. Seat stał w warsztacie Marka Z., który prowadzi działalność gospodarczą jako mechanik samochodowy. Pokazał on klientowi podwozie pojazdu, podłączył go do komputera przy zgaszonym silniku w celu sprawdzenia błędów. Komputer niczego podejrzanego nie wykazał. Podczas jazdy testowej Marek Z. poinformował klienta, że w związku z kolizją ucierpiał błotnik, przednie prawe drzwi i słupek. Doradził też jak należy zarejestrować instalację gazową.

Janusz B. dostrzegł, że drzwi i błotnik były niefachowo lakierowane, zauważył rysy. Wynegocjował obniżenie ceny z 38 tys. zł do 34 tys. 500 zł ze względu na usterki lampy, reflektorów przednich, a także brak znaczka seat. Na okoliczność zawartej ustnie umowy sprzedaży sporządzona została tylko faktura VAT.

Wada na wadzie

Usterki pojazdu ujawniły się już w drodze powrotnej do domu. Po przeglądzie u mechanika stwierdzono szereg usterek, o których ani Marek Z., ani jego rodzice nie wspominali Januszowi B. Wykonany został pomiar geometrii zawieszenia. Diagnosta stwierdził, że samochód był uderzony z prawej strony, jest przesunięta na mocowaniu przednia ława, jest podejrzenie przesunięcia podłużnic, a auto nosi ślady naprawy skrzyni biegów i prawego przedniego słupka drzwi. Samochód nie przeszedł badań technicznych, gdy Janusz B. pojechał nim na przegląd. Od tego czasu seat stał w garażu, bo nie został zarejestrowany.

W połowie września, a więc niecały miesiąc po zakupie, Janusz B. zgłosił małżonkom Z. roszczenie z tytułu rękojmi – odstąpił od umowy i zażądał zwrotu zapłaconej ceny oraz innych wydatków poniesionych w związku z zakupem wadliwego pojazdu.

Spotkał się z odmową.

Wówczas w celu dokonania profesjonalnej ekspertyzy seat został przewieziony na lawecie do biegłego rzeczoznawcy. W wydanej opinii opisano precyzyjnie szereg usterek i źle wykonanych napraw. Zdaniem rzeczoznawcy w wyniku kolizji drogowej uszkodzeniu uległy elementy zawieszenia przedniego, strona prawa oraz przednia, prawa część nadwozia pojazdu. W konkluzji rzeczoznawca stwierdził, że pojazd wymaga usunięcia usterek i nie powinien być dopuszczony do ruchu. Wady, które dyskwalifikują pojazd to: pochylenie koła prawego poza fabryczną normę regulacji i niemożliwe do wyregulowania według danych fabrycznych, przemieszczenie punktów geometrycznych przedniej strefy nadwozia również niemożliwe do wyregulowania według danych fabrycznych, a także nieujawniona w dowodzie rejestracyjnym instalacja gazowa, prowizorycznie naprawiana i modernizowana instalacja elektryczna pojazdu, grożąca wybuchem podczas pracującego silnika, zarówno podczas parkowania, jak i podczas ruchu drogowego oraz nieprawidłowe wskazania przełożenia skrzyni biegów ze stanem faktycznym. Jedyną możliwą metodą usunięcia wad jest naprawa, przywracająca samochód do stanu sprzed kolizji.

Mając w ręku tę druzgocącą opinię Janusz B. wystąpił z pozwem przeciwko zbywcom seata. Domagał się zwrotu ceny i ponad 6 tys. zł z tytułu naprawy elektryki, pomiaru geometrii kół, sporządzenia opinii biegłego, holowania i  przechowania samochodu.

Prowizorka i niedbalstwo

Jak ustalił sąd, kolizja miała miejsce niecałe cztery miesiące przed sprzedażą. W związku z tym zdarzeniem został zatrzymany dowód rejestracyjny seata. Małżonkom Z. ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie, a auto było naprawiane przez ich syna Marka.

Sąd uznał, że seat miał wadę fizyczną, która była wynikiem jego wypadkowej przeszłości oraz niefachowych i prowizorycznych napraw, przeprowadzonych bez dbałości o niezawodność i bezpieczeństwo eksploatacji pojazdu. Wada ta czyni rzecz niezdatną do użytku zgodnego z jej przeznaczeniem, tj. do poruszania się w ruchu drogowym. W ocenie Sądu Rejonowego Janusz B. miał zatem podstawy do odstąpienia od umowy i uczynił to skutecznie, a małżonkowie Z. mieli obowiązek zwrócić mu cenę zakupu auta. Za zasadne sąd uznał też przyznanie powodowi zwrotu kosztów prywatnej opinii rzeczoznawcy samochodowego, a także kosztów naprawy instalacji elektrycznej, pomiaru geometrii zawieszenia i holowania. Za nieudowodnione uznał roszczenie o zwrot kosztów przechowania pojazdu. W sumie zasądził od pozwanych na rzecz powoda blisko 36 tys. zł wraz z odsetkami.

Małżonkowie Z. odwołali się od wyroku. W apelacji kwestionowali opinię rzeczoznawcy i zarzucili sądowi I instancji naruszenie przepisów kodeksu cywilnego, m.in. niezastosowanie art. 557 § 1 i art. 563 § 1 k.c. Chodziło o to, że ich zdaniem Janusz B. o wadach wiedział w chwili zawierania umowy sprzedaży pojazdu. Poza tym zakupił seata w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, więc na nim jako przedsiębiorcy spoczywał obowiązek stosownego zbadania rzeczy i niezwłocznego zawiadomienia sprzedawcy o wadzie. Sąd tymczasem uznał, że przepisy o odpowiedzialności z tytułu rękojmi za wady rzeczy nie nakładają na kupującego obowiązku zbadania rzeczy przed zakupem.

Przedsiębiorca może zaufać

13 czerwca 2019 r. Sąd Okręgowy w Olsztynie oddalił apelację jako niezasadną. W jego ocenie powód nie wiedział w chwili sprzedaży o wszystkich istotnych wadach fizycznych pojazdu, a tylko to zwolniłoby sprzedawcę z rękojmi.

– Pogląd, że nabywca wie o wadzie, gdy nie zauważył jej w chwili zawarcia umowy na skutek własnego niedbalstwa, nie ma oparcia w przepisach Kodeksu cywilnego, ponieważ brak w nich uzależnienia odpowiedzialności z tytułu rękojmi sprzedaży od tego czy wada ma charakter jawny. Aby wyłączyć odpowiedzialność sprzedawcy z tytułu rękojmi na tej podstawie, kupujący musi wiedzieć o wadzie – wskazał sąd.

Przyznał, że faktycznie istnieje obowiązek zbadania rzeczy przez kupującego w czasie i w sposób przyjęty przy rzeczach tego rodzaju, gdy do sprzedaży dochodzi między przedsiębiorcami. Jednak zdaniem sądu okręgowego Janusz B. zbadał przed zakupem pojazd w sposób, który jest przyjęty przy tego rodzaju transakcjach – wykonał jazdę testową oraz dokonał zewnętrznych oględzin pojazdu, między innymi podwozia pojazdu. Przeprowadzono również komputerową kontrolę błędów pojazdu przy wyłączonym silniku.

– Obowiązek badania przy sprzedaży nie może zostać rozciągnięty na konieczność wykonania szczegółowego badania technicznego. Nakładanie na kupującego takiego obowiązku w realiach handlowych, przy zakupie pojazdu, jest zbyt daleko idącym obowiązkiem. Powodowałby znaczne koszty, które musiałyby być pokryte przez kupującego niezależnie od sfinalizowania transakcji – stwierdził sąd okręgowy.

Jak dodał, przeprowadzenie przy sprzedaży szczegółowego badania technicznego nie było wymagane tym bardzie w sytuacji, gdy kupujący kierował się zaufaniem do sprzedawcy, który zapewniał, że pojazd jest w bardzo dobrym stanie technicznym.

Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: IX Ca 1195/18

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA