Firma

Blaski i cienie rejestru długów - komentuje Anna Wojda

Anna Wojda
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Każdy, kto zalega z podatkami czy innymi należnościami publicznoprawnymi (mandatami czy np. opłatami za użytkowanie wieczyste), ma coraz mniej czasu na ich uregulowanie.

Od 1 stycznia 2018 r. ma zacząć działać nowy rejestr. Trafią do niego ci, którzy mają co najmniej 5 tys. zł długu wobec Skarbu Państwa. Mogłoby się wydawać, że to dużo i trzeba się naprawdę postarać. Dla przeciętnego Kowalskiego to rzeczywiście spora kwota. Ale w przypadku firm to niewiele, nawet przy jednoosobowej działalności gospodarczej. Wystarczy nie zapłacić VAT i np. zaliczki na PIT i już się uzbiera tyle, by znaleźć się na czarnej liście.

Dobrze jednak, że powstaje taki rejestr. Kontrahenci będą się mogli wreszcie dowiedzieć, że współpracują z niesolidnym płatnikiem. Bo jeśli ktoś nie płaci podatku, składek ZUS czy innych należności, można zakładać, że jest niesolidny. Dobrze też, że będzie można sprawdzić, z kim się współpracuje, przed dostarczeniem towaru czy wykonaniem usługi. Potem odebranie zapłaty może być trudne. Jak powiadają: lepiej zapobiegać, niż leczyć więc taka informacja uzyskana na czas może zapobiec kłopotom. Co istotne, w rejestrze będzie można sprawdzić tylko tych, którzy się na to zgodzą (potrzebne będzie pisemne upoważnienie od kontrahenta). Jeśli więc ktoś zgody odmówi, powinno to wzbudzić niepokój. Odmowa może bowiem oznaczać, że kontrahent ma coś na sumieniu. Pół biedy, jeśli to kilka niezapłaconych mandatów. Gorzej, gdy w grę wchodzi pokaźna kwota VAT.

Warto na nowy rejestr spojrzeć też z drugiej strony. Jak będzie weryfikowana podstawa takiego wpisu? Jakie konkretnie należności będą tam trafiały i kto będzie mógł zgłaszać swoje roszczenia: czy tylko urząd skarbowy i gmina? Bo taki rejestr, poza korzyściami, może przynieść również szkody. Zwłaszcza że na czarną listę łatwo będzie trafić, trudniej zaś z niej zniknąć. Sposobu usuwania dłużników z rejestru nadal bowiem nie znamy.

Wiele razy słyszeliśmy o kłopotach Polaków, którzy trafiali do istniejących już rejestrów dłużników. Nie zawsze zasłużenie. I jak trudno było im się z nich wykreślić. A wpisywani byli choćby z powodu firm, które naciągały ich na podstawie mętnych regulaminów na różnego rodzaju wątpliwe usługi obciążone wysoką opłatą. Zanim oszusta udało się zatrzymać i udowodnić mu winę, klient borykał się z problemami.

Jeśli więc nowy rejestr ma poprawić sytuację, jego koncepcję trzeba przemyśleć, i to jeszcze zanim zacznie działać. Bo łatwo uruchomić machinę urzędową, zszargać komuś opinię i sprowadzić na niego kłopoty. Filozof Franc Fiszer twierdził, że nie będzie w Polsce porządku, dopóki nie powiesi się 100 tysięcy łajdaków. Zapytany, co zrobić, jeśli tylu się nie znajdzie, odpowiedział, że nic nie szkodzi, dobierze się z uczciwych. Śmiech śmiechem, ale to nie jest dobry pomysł. Nie idźmy tą drogą.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL