fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Emilewicz: To nie jest czas na oszczędzanie

Jadwiga Emilewicz
Fotorzepa, Robert Gardziński
Podaliśmy tlen firmom, które po wybuchu pandemii zatrzymały produkcję na kilka tygodni, a teraz – dzięki tej pomocy – sprawniej i szybciej się podnoszą – mówi wicepremier Jadwiga Emilewicz. Zapowiada analizę sytuacji poszczególnych branż, by dobrać każdej z nich pomoc „szytą na miarę".

Czy odmrożenie kolejnych branż, w tym rozrywkowej, oznacza, że mamy już za sobą najgorsze, jeśli chodzi o wpływ epidemii koronawirusa na gospodarkę?

Podchodzę do tej sprawy z umiarkowaną ostrożnością. Dopóki nie mamy skutecznej terapii na Covid-19, dopóty żyjemy niejako w jego cieniu. To, co wydarzy się w następnych miesiącach, będzie warunkowane poziomem bezpieczeństwa zdrowotnego. Dane z Narodowego Banku Polskiego i Głównego Urzędu Statystycznego wskazują jednak, że Polacy, pomimo zmęczenia koronawirusem, prezentują umiarkowany optymizm, który przekłada się na pozytywne wyniki gospodarcze.

Dobrze na przyszłość rokują np. niedawne dane o produkcji przemysłowej w czerwcu. Wyraźne zwyżki widać m.in. w branży meblarskiej.

Pewnie wiele osób wzięło się za remont mieszkania po tym, jak w czasie lockdownu spędziły całe tygodnie w domu.

Żarty żartami, ale świadczą o tym także wyniki finansowe marketów budowlanych, które pozostały otwarte i w ostatnich miesiącach odnotowały znaczne zwyżki sprzedaży. Rzeczywiście, wynika z tego, że zamknięci w domach Polacy najpierw zaczęli je remontować, a następnie na nowo urządzać. Mówiąc zupełnie poważnie, już w maju najwięksi producenci mebli sygnalizowali wzrost zamówień z Niemiec i Francji – należących do naszych największych partnerów handlowych. Ruszyła także branża automotive, m.in. w Gliwicach.

Czy to także efekt działania tarcz antykryzysowych i tarczy finansowej?

Bez wątpienia. Do polskich przedsiębiorców trafiły już ponad 123 mld zł w formie dotacji do wynagrodzeń pracowników, świadczeń postojowych, zwolnień ze składek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych czy też pożyczek płynnościowych.

Jednak te pieniądze właśnie się kończą. Co dalej?

Do końca roku z tarczy finansowej mogą jeszcze korzystać duże firmy.

Do tej pory wsparcie z niej dostało ponad 330 tys. firm, które zatrudniają ponad 3 mln pracowników. Pamiętajmy też, że to są powszechne rozwiązania. Łatwość w dostępie do tych pieniędzy przyniosła zamierzone efekty, bo dzięki temu krwiobieg gospodarki został podtrzymany. Dzisiaj, myśląc o dalszym wsparciu, chcemy przygotowywać rozwiązania szyte na miarę.

Będziemy analizować branżę po branży, aby określić, która tak naprawdę potrzebuje pomocy i jaka ta pomoc powinna być. Przykładem jest branża turystyczna, niezwykle zróżnicowana. W innej sytuacji jest hotel, w innej hotel biznesowy, inne problemy ma przewoźnik autokarowy, a inne touroperator. Wiemy, że przewoźnicy autokarowi odnotowują ogromne straty. Mają obłożenie na poziomie około 50 proc. tego z poprzednich lat. Dotychczasowe zyski zapewniali im w dużej mierze turyści z Azji, szczególnie z Chin. Ten rok i następne lata pokażą, czy uda się utrzymać taką bazę turystyczną. To dlatego przedłużyliśmy do 180 dni okres na zwrot pieniędzy za imprezę turystyczną, która nie odbyła się z powodu pandemii. Ten termin wypada w połowie września. Zwroty dla biur turystycznych, którym brakuje poduszek finansowych, byłyby niemożliwe i groziłby im upadek.

W Polsce mamy specyficzną sytuację, ponieważ trzech dużych touroperatorów i kilkanaście mniejszych firm tworzy ponad 50 proc. rynku. Dlatego warto pomóc tym firmom.

Czy na dalsze zwolnienie z ZUS i wypłatę postojowego mogą liczyć osoby prowadzące np. agroturystykę?

Nie. Do takich osób popłyną pieniądze z bonów turystycznych.

Problem ze wsparciem w postaci bonów turystycznych jest taki, że to finansowanie będzie mocno rozłożone w czasie, aż do 2022 r. A przedsiębiorcy działający w tej branży potrzebują pieniędzy już teraz.

Rodziny z dziećmi do 18. roku życia już mogą pobierać numery bonów.

Za pomocą bonu można opłacać usługi podmiotów turystycznych, które zgłosiły się do programu. Przedsiębiorca turystyczny otrzyma pieniądze z bonu najpóźniej w ciągu 14 dni. Jest to termin maksymalny, liczę jednak na to, że w praktyce te pieniądze będą przepływały w znacznie szybszym tempie.

Większość kosztów przeciwdziałania skutkom kryzysu gospodarczego została wyprowadzona do zewnętrznych względem budżetu państwa funduszy, czy to do Funduszu Przeciwdziałania Covid-19, czy do tarczy finansowej.

Łącznie na obu tych funduszach znajdzie się około 200 mld zł sfinansowanych z obligacji. Z czego i kiedy te pieniądze zostaną spłacone?

Obligacje mają termin pięcio- i dziesięcioletni. Trudno wyobrazić sobie inny moment na takie działanie niż kryzys gospodarczy. Właśnie takie trudne momenty to nie jest czas na oszczędzanie. W takich chwilach priorytetem jest ochrona miejsc pracy i pomoc firmom w utrzymaniu płynności finansowej. Można powiedzieć, że podaliśmy tlen firmom, które po wybuchu pandemii zatrzymały produkcję na kilka tygodni, a teraz – dzięki tym pieniądzom – sprawniej i szybciej się podnoszą.

Efekty tej terapii widać gołym okiem w czerwcowych danych o gospodarce. Przykładem są dane o produkcji przemysłowej, która okazała się nawet nieco wyższa niż rok wcześniej. Wszystko wskazuje więc na to, że te pieniądze bardzo szybko wrócą w postaci wzrostu PKB. Jeżeli mówi się, że ten rok zakończymy na spadku w wysokości około 4,6 proc., a w przyszłym szykuje się wzrost na poziomie 4,3, to mamy powody do umiarkowanego, ale mimo wszystko optymizmu.

Co z reformami, które miały być przeprowadzone w tym roku, jednak nie doszło do nich ze względu na pandemię? Myślę tu o ostatecznej likwidacji OFE, która miała przynieść jednorazowe wpływy do budżetu liczone w dziesiątkach miliardów złotych, czy oskładkowaniu zleceń, czego efekt miał być skromniejszy, bo tylko około 2,5 mld zł rocznie wpływów do ZUS, ale już nie jednorazowo, lecz na stałe.

Dziś najważniejszy jest wzrost produktywności firm. Wyzwaniem dla nas jest podtrzymanie poziomu inwestycji i zamówień publicznych. Od lat źródłem przepływu pieniędzy do gospodarki są właśnie zamówienia publiczne. 1 stycznia 2021 r. wchodzi w życie nowe prawo zamówień publicznych, które ułatwi życie zarówno inwestorom, jak i wykonawcom oraz otworzy system na mniejsze firmy.

Teraz najważniejsze są działania, które mają być impulsem dla rozwoju gospodarki. Mam na myśli m.in. duże inwestycje, takie jak CPK, Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych, który wesprze inwestycje bliskie ludziom, czy nasz pakiet mieszkaniowy, który wzmocni budownictwo mieszkaniowe.

Obiecywaliście budowę 100 tys. mieszkań...

Trzeba pamiętać o tym, że proces inwestycyjno-budowlany trwa kilka lat. Warto też zwrócić uwagę, że w skali kraju ubiegły rok był rekordowy – oddano wówczas do użytku 207 tys. mieszkań, czyli najwięcej od 1980 r. Na koniec czerwca w budowie w sumie pozostawało o 1,5 proc. więcej mieszkań i domów niż przed rokiem.

Impulsem do inwestycji mieszkaniowych będzie nasz pakiet mieszkaniowy oraz – sukcesywnie wprowadzane przez nas – ułatwienia w procesie inwestycyjno-budowlanym, w tym jego cyfryzacja, którą właśnie rozpoczynamy.

Jakie zmiany przyniesie pakiet mieszkaniowy?

Pierwszą jego część rząd przyjął w zeszłym tygodniu. To projekt zmian legislacyjnych, które nazywamy społeczną częścią pakietu mieszkaniowego. Jego głównym celem jest, by w Polsce było więcej tanich, ale o dobrym standardzie mieszkań na wynajem dla osób o niskich dochodach.

Chcemy w tym celu zwiększyć i ułatwić dostęp do gruntów pod zabudowę. Przygotowane przez nas rozwiązania oferują również dopłaty do gminnych czy miejskich spółek mieszkaniowych. Dajemy zatem samorządom możliwości efektywnego kształtowania polityki mieszkaniowej i dostosowywania jej do potrzeb swoich mieszkańców.

Przewidujemy też m.in. wakacje czynszowe w TBS i możliwość dojścia do własności mieszkań budowanych w formule społecznych inicjatyw mieszkaniowych.

W jakim stopniu pandemia zmieniła polską gospodarkę? Myślę tu nie tylko o wielu osobach, które przekonały się do zakupów online, ale także o pracownikach i pracodawcach, u których sprawdziła się praca zdalna. Wydaje się, że to mogą być stałe zmiany, które odbiją się na otaczającej nas rzeczywistości.

Na pewno pandemia przyspieszyła proces cyfryzacji polskiej gospodarki. Spójrzmy choćby na sprzedaż detaliczną online, której udział na początku roku wynosił tylko 6 proc., a w kwietniu wzrosła ona do 12 proc. Ci, którzy mieli wcześniej wątpliwości, czy oferować swoje produkty w internecie, właśnie się ich pozbyli.

Dotyczy to nie tylko małych i średnich przedsiębiorców, ale także dużych sieci odzieżowych i galanteryjnych, obecnych np. w galeriach handlowych. Docierają do mnie też sygnały, że niektóre sieci planują zmiany lokalizacji swoich sklepów tak, by były one mniejsze i położone bliżej potencjalnych klientów.

Jeśli zaś chodzi o pracę zdalną, to widać, że wiele firm zauważyło płynące z tego korzyści, choćby związane z wynajmem powierzchni biznesowej.

Przyspieszenie nastąpiło też w kwestii cyfryzacji administracji publicznej. Gdyby nie pandemia, potrzebowalibyśmy pewnie czterech–pięciu lat, aby osiągnąć obecny poziom. Liczba operacji wykonanych w ostatnich tygodniach przez ZUS, przy okazji wypłaty różnego rodzaju świadczeń i obsługi wniosków, naprawdę robi wrażenie. Daje też materiał do przemyśleń.

Ostatnie doświadczenia pokazały, że na pewno reformy wymagają urzędy pracy. Chodzi o to, by potrafiły one w błyskawicznym tempie reagować na sytuacje takie jak obecna. Potrzebna jest tam szybkość działania i standaryzacja obsługi klienta na takim poziomie jak w bankach.

W czasie kryzysu gospodarczego nie ma miejsca na uznaniowość i różne interpretacje przepisów, w zależności od urzędu – wojewódzkiego czy powiatowego – do którego przedsiębiorca złożył wniosek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA