fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Dane osobowe jak środek płatniczy trafią pod ochronę

123RF
Przekazując dane za dostęp do aplikacji, użytkownik zyska takie prawa, jakby zapłacił za usługę pieniędzmi.

Unia Europejska chce objąć ochroną umowy nieodpłatne, w których konsument w zamian za dostęp do usługi przekazuje dostawcy swoje dane osobowe. Dzięki temu firmy mogą skuteczniej profilować reklamy i więcej na nich zarabiać.

– Dane stały się faktycznie środkiem płatniczym – mówi Johannes Kleis z Biura Europejskich Związków Konsumenckich (BEUC). – Dlatego prawa konsumenta, np. do naprawy lub zwrotu pieniędzy, gdy produkt nie funkcjonuje, jak należy, powinny mieć zastosowanie także wtedy, gdy klient zapłacił danymi, a nie pieniędzmi.

Projekt dyrektywy w sprawie niektórych aspektów umów o dostarczanie treści cyfrowych odnosi się zarówno do umów odpłatnych, jak i tych, w których „konsument aktywnie spełnia inne świadczenie niż zapłata ceny, poprzez udostępnienie danych osobowych lub jakichkolwiek innych", z wyjątkiem absolutnie niezbędnych do wykonania umowy lub wymaganych przez prawo.

– Dyrektywa ma rozciągać roszczenia konsumentów z tytułu niezgodności towaru z umową na treści cyfrowe – wyjaśnia Magdalena Piech z Konfederacji Lewiatan.

Obawy przedsiębiorców budzi niejasny charakter proponowanych przepisów. Nie wiadomo bowiem dokładnie, które dane będą traktowane jak ekwiwalent dostarczanych treści cyfrowych.

– Jeśli przedsiębiorca np. oferuje darmową skrzynkę e-mailową w zamian za możliwość wysyłania na nią reklam, to obie strony wiedzą, jakie korzyści czerpią z umowy – wskazuje Magdalena Piech. – A według definicji z dyrektywy za ekwiwalent mogą zostać uznane np. dane, które przedsiębiorca zbiera, by zapewnić bezpieczeństwo świadczenia usługi, i nie czerpie z nich żadnej korzyści. Dlatego jako ekwiwalent powinny być traktowane tylko dane, które konsument aktywnie przekazuje w zamian za dostęp do treści cyfrowych. Inaczej przedsiębiorcy nie będą mieli jasności, jakie obowiązki na nich nałożono.

Zgodnie z projektem po rozwiązaniu umowy dostawca musi wszelkimi oczekiwanymi sposobami powstrzymać się od korzystania z danych. Rozszerza też obszar samych „treści cyfrowych" – oprócz plików, muzyki, programów czy gier obejmą także usługi pozwalające na tworzenie, przetwarzanie i przechowywanie danych przez konsumenta lub rozpowszechnianie danych dostarczanych przez innych użytkowników.

– Będziemy bronić klauzuli dającej prawo do wszystkich danych po zakończeniu umowy – zapewnia Johannes Kleis. – Konsument powinien móc odzyskać własność będącą w posiadaniu dostawcy, czyli własne dane osobowe oraz wszelką treść, którą tworzył jako użytkownik (posty na Facebooku, filmy, zdjęcia).

Opinia dla „Rz"

Jacek Barankiewicz, członek zarządu Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego

Jest wielka różnica między firmami gromadzącymi dane użytkowników, żeby prowadzić z nimi dialog (np. portal młodych matek wymieniających się doświadczeniami), a wielkimi platformami typu social media, które na danych użytkowników opierają swój model biznesowy. Regulacje tworzone z myślą o wielkich uderzą jednak we wszystkich. Polskie firmy to głównie mniejsi usługodawcy, którzy nie są gotowi podołać wszystkim obowiązkom wynikającym z dyrektywy. Może to zabić wiele uczciwych biznesów, otwiera też pole do nadużyć. Konsument może podać np. nieprawdziwe dane – nie przyniosą żadnej korzyści dostawcy usług, a klient zyska roszczenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA