fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Jak finansowanie private debt pomaga w rozwoju e-commerce

Adobe Stock
Czy możliwe jest, aby rosnąca sprzedaż i czekające zamówienia były hamulcem rozwoju firmy? Taka sytuacja może się wydarzyć. Powstaje, gdy brak niezbędnego kapitału obrotowego doprowadza do konieczności ograniczenia realizacji zamówień. Luka w finansowaniu powstająca ze względu na długi cykl konwersji gotówki to utrapienie przedsiębiorców. Także tych w e-biznesie.

Choć wydaje się to paradoksalne, to niejednokrotnie im lepiej się coś sprzedaje, tym większa tworzy się luka w finasowaniu. Luka finansowa powstaje w sytuacji „w której mechanizmy rynkowe na rynku finansowym nie zapewniają finansowania dobrych, wartościowych projektów po żadnej cenie". W praktyce oznacza to, że niejednokrotnie nawet świetnie prosperująca firma nie jest w stanie zdobyć kapitału obrotowego koniecznego dla dalszego rozwoju. A ten często potrzebny jest natychmiast. Na problem tego typu zazwyczaj narażone są firmy działające sezonowo lub realizujące zlecenia w formie kontraktów długoterminowych.

Dla e-commerce i firm sezonowych

Według raportu interaktywnie.com, polski rynek e-commerce w 2019 roku będzie wart 50 mld złotych, a jedną z najbardziej kluczowych kwestii dla firm stanie się logistyka. Cytowani w raporcie analitycy z ResearchAndMarkets podkreślają, że „aby zachować konkurencyjność, firmy z branży e-commerce powinny zadbać o właściwą realizację zamówień i przyjazną konsumentowi obsługę zwrotów". Dotyczy to zarówno sprzedaży B2C jak i B2B. Problem powstaje, gdy firma działa w branży sezonowej np. prowadząc sklep z zabawkami. W okresie sprzedażowych peaków, takich jak święta czy Dzień Dziecka, zamówień pojawia bardzo dużo, a w związku z różnymi terminami płatności trudno jest utrzymać właściwy przepływ pieniędzy. Z kolei w martwych miesiącach sprzedaż i przychody wyraźnie maleją.

Problem sezonowości w sprzedaży dotyczy wielu e-biznesów. Można sobie z nim radzić na kilka sposobów. Z pomocą przychodzą rozwiązania technologiczne i marketingowe czy odpowiednio planowana strategia sprzedaży, które umożliwiają optymalizację kosztów. Warto jednak zastanowić się także nad dodatkowym źródłem finansowania, które pozwoli poradzić sobie w trudniejszym okresie. Małym i średnim firmom e-commerce, zwłaszcza na początku drogi biznesowej trudno jest sięgnąć po bankowy kredyt. Część z nich spotyka się z odmową ze strony banku, znacznie więcej w ogóle nie ubiega się o kredyt wiedząc, że nie spełni wymaganych warunków. Korzystną dla nich alternatywą może być oferta wyspecjalizowanych funduszy inwestycyjnych.

Większość funduszy koncentruje się na dużych przedsiębiorstwach, starających się o kapitał w wysokości powyżej kilkunastu milionów złotych. Sektor MŚP to ogromny potencjał. Finansowanie private debt dla mniejszych przedsiębiorstw to oferta niszowa, adresowana jest jednak do wielu przedsiębiorców. Liczy się przede wszystkim, by prowadzony biznes był stabilny i dobrze rokujący. Branża nie jest, aż tak istotna, ważne jest natomiast, aby sprzedaż była realizowana na wysokich marżach.

Krystyna Kalinowska z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego

Private debt, czyli finansowanie dłużne to forma pośrednia między kredytem a pozyskaniem inwestora. Nie wymaga oddawania części udziałów w firmie, a akceptowalne formy zabezpieczeń są dużo bardziej elastyczne niż w przypadku kredytu bankowego. Finansowanie tego typu wiąże się co prawda z wyższym kosztem, ale i tak pozostaje atrakcyjną formą, zwłaszcza dla firm z sektora MŚP oraz branż, które nie mogą pozyskać środków w inny sposób. Największą zaletą private debt jest jego elastyczność. Proces decyzyjny jest krótszy, a warunki są każdorazowo indywidualnie negocjowane.

Przykład z praktyki gospodarczej

Spółka Blue Ocean z podwarszawskiego Piaseczna zaczynała jako sklep internetowy z artykułami dla dzieci. Dziś to importer oraz wyłączny dystrybutor na Polskę ok. 30 marek dziecięcych ubranek, zabawek i akcesoriów. W jego ofercie znajdują się wyselekcjonowane produkty, które trudno znaleźć na polskim rynku. Firma sprowadza je m.in. z Azji, Ameryki Północnej, Europy, a w ostatnim czasie również z Australii. Blue Ocean wystartował w 2010 roku jako e-biznes opierający się na sprzedaży B2C. Obserwując rozwój rynku, firma postanowiła jednak skupić się na płaszczyźnie B2B i sprzedaży do e-commerce, niezależnych sklepów oraz sieci handlowych. Obecnie za 97 proc. jej przychodów odpowiada sprzedaż hurtowa, a sprowadzane przez nią produkty można znaleźć w takich sieciach jak Smyk, Toys "R" Us czy Empik. Mimo dynamicznego rozwoju spółce trudno było pozyskać kredyt bankowy. Dla banków była za młoda, nie posiadała odpowiednio długiej historii kredytowej, ani aktywów trwałych, które mogłyby być zabezpieczeniem długu. Pomocna okazała się niszowa forma finansowania, jaką był private debt oferowany przez Podlaski Fundusz Kapitałowy dla małych i średnich przedsiębiorstw. ?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA