Firma

Crowdfunding dla ludzi z pomysłem, ale bez pieniędzy

Adobe Stock
Dlaczego nie potrafimy inwestować, czego od ustawodawcy oczekuje rynek, co zrobić, by rodacy zamiast niepewnych inwestycji w zagraniczne spółki wybierali pomysły polskich firm, a także o sposobach na finansowanie gazet – opowiada autor pierwszej polskiej książki o crowdfundingu w rozmowie z Martyną Antosiewicz.

Rz: Crowdfunding udziałowy – to brzmi groźnie. Co to takiego?

Bartosz Filip Malinowski, założyciel think tanku WeTheCrowd, autor pierwszej polskiej książki o crowdfundingu inwestycyjnym: Najprostsza forma internetowego inwestowania w spółki, najczęściej na wczesnym etapie ich rozwoju. Emitując tą drogą akcje lub udziały, można pozyskać kapitał od wielu drobnych, rozproszonych inwestorów. Z drugiej strony, inwestując w spółki, faktycznie stajesz się współwłaścicielem kawałka biznesu, licząc na to, że w przyszłości zwróci ci się to z nawiązką. Equity crowdfunding (w skrócie ECF) jest dla rynku kapitałowego tym, czym byłoby stworzenie planszy do gry w Monopoly nie dla sześciu graczy, ale dla 6 milionów.

Zamiast kostek do gry i planszy mamy platformy internetowe i prawdziwe banknoty.

Warunkiem koniecznym istnienia crowdfundingu jest platforma internetowa, która stanowi planszę gry. Gracze to inwestorzy i pomysłodawcy, a wygraną jest wzajemna korzyść. Mając spółkę i działający biznes, mogę dokonać emisji akcji lub udziałów na specjalnej platformie internetowej, która odgrywa rolę pośrednika, poniekąd brokera. Załączam biznesplan, opis produktu lub usługi, zespołu i dowodzę, dlaczego warto w to zainwestować. Określam minimalny fundusz, który pomoże mi osiągnąć założone cele biznesowe. Platforma wyznacza czas na zebranie funduszy – zazwyczaj od miesiąca do trzech. Społeczność przegląda oferty, analizuje i dokonuje wyboru, wpłacając na platformę kwotę, którą chce zainwestować. Dopiero, gdy spółka zgromadzi minimalną określoną wysokość kapitału w wyznaczonym czasie, pieniądze są faktycznie przekazywane na konto. Jeśli nie – są zwracane na rachunki inwestorów. To wspaniała wstępna weryfikacja biznesu na rynku bez dużego ryzyka i strat dla obu stron.

Co nowego więc wnosi inwestowanie społecznościowe?

Zmienia reguły gry po dwóch stronach jednocześnie: dla spółek, w tym startupów, przed którymi otworzyła się alternatywna metoda finansowania biznesu przez liczną grupę niezależnych inwestorów. Dla inwestorów i mikroinwestorów, tj. osób bez profesjonalnej akredytacji, dla których niski próg wejścia to szansa na inwestowanie w spółki z myślą o zwrocie przy względnie niewielkim ryzyku. Ci pierwsi nie muszą już dłużej być skazani na nieatrakcyjne warunki dealu narzucane przez wąskie grupy kapitału i zyskują większą siłę przetargową. Drudzy, zamiast wybierać lokatę bankową, mogą inwestować swoje pieniądze w młode polskie spółki i wspierać pomysłodawców jednocześnie rozwijając polski rynek.

To ma otworzyć furtkę do świata biznesu tym, którzy mają pomysł, ale brakuje im kapitału na dalszy rozwój i generowanie zysku.

Większość dobrych pomysłów spala się na starcie z prostego powodu: brak wystarczających środków finansowych. Zamiast pozyskiwać kolejny kredyt lub sprzedawać pomysł gigantom z kapitałem, pomysłodawcy mogą odnieść sukces dzięki publicznemu inwestowaniu. Crowd, społeczność, daje efekt skali. Dla spółek to szansa na solidny zastrzyk finansowy od wielu drobnych inwestorów, a dla inwestorów – nakład minimalny do udźwignięcia i możliwość minimalizacji ryzyka. Model ten jest znany na całym świecie – twórcy wykorzystują go, aby pozyskać kapitał faktycznie tam, gdzie mogą go dostać. Jest to też doskonała okazja, aby przetestować rynek, i uzyskać odpowiedź, czy jest na nim miejsce na mój biznes, czy jest zapotrzebowanie na mój produkt lub usługę.

To wszystko związane jest z dużym ryzykiem. Inwestujemy przecież w spółki, które nie wiadomo, czy utrzymają się na rynku.

Na etapie inwestycji nikt nie wie, czy spółka stanie się gwiazdą i przyniesie wysoki zwrot, czy spłonie w atmosferze. Jak jednak pokazują ostatnie wydarzenia, bezpieczniej inwestować małe kwoty, wspierając pomysłowych polskich przedsiębiorców, niż przekazywać oszczędności życia gigantycznym spółkom, jak GetBack.

Niewielkie kwoty, czyli ile?

Nawet 40 zł, bo tyle kosztuje jedna akcja np. na platformie Beesfund.

Ryzykuję, więc oczekuję zwrotu. To realne?

Formalnie istnieje pięć możliwości zwrotu: dywidenda, czyli okresowe wypłacanie części zysku wypracowanej przez spółkę, przeznaczonej do podziału między wspólników. Kolejne to nabycie udziałów przez innego inwestora, odkupienie udziałów z powrotem przez właścicieli, a na końcu oferta publiczna, czyli emisja papierów wartościowych spółki i zaoferowanie ich do nabycia w obrocie giełdowym.

Na zysk trzeba czekać latami?

To może być nawet pięć–osiem lat w przypadku młodych spółek, w przypadku bardziej dojrzałych może to nastąpić szybciej. Wartość zwrotu także może być różna. W jednym przypadku to będzie 120 proc., w innym, jeśli się np. okaże, że spółka trafiła na świetny trend albo stworzyła znakomitą technologię i nie ma konkurencji – 1000 proc. zwrotu z inwestycji. Zupełnie jak na rynku kapitałowym.

Są pierwsze sukcesy crowdfundingu w Polsce?

Jest ich już kilkadziesiąt. Między innymi browar Inne Beczki, który zebrał 400 tys. zł w ciągu 72 godzin. Stworzyli świetną, pełną humoru emisję z myślą o swojej społeczności klientów. Inwestorzy byli oczarowani. To była forma spółki akcyjnej, dlatego to była maksymalna kwota, jaką mogli pozyskać od inwestorów. Podając inny przykład: emisja spółki z o.o. z branży virtual reality, która zebrała 1,5 mln w ciągu dwóch miesięcy.

Jeśli crowdfunding, to tylko inwestycyjny i tylko w innowacje? Twórcy filmu „Twój Vincent" uzyskali 80 tys. dolarów dzięki crowdfundingowi. Zbudowało to ich wiarygodność i pomogło urzeczywistnić pomysł.

Nie, oczywiście nie. Najpopularniejsza forma crowdfundingu to model nagrodowy – wpłacając pieniądze, nie oczekujemy udziału w biznesie, ale otrzymujemy np. możliwość obejrzenia filmu na pokazie przedpremierowym online. Crowdfunding opanowuje także branżę nieruchomościową. Ta forma wspierania projektów jest obecna również w branży dziennikarskiej. W 2014 r. redakcję „El Mundo", jednego z europejskich dzienników, zmuszony był opuścić jego założyciel Pedro J. Ramírez. Szybko zdecydował się założyć nowy dziennik „El Espanol". Jak sfinansował swoją nową gazetę? Crowdfunding w tym przypadku w modelu udziałowym. Tak samo „De Correspondent" kompletnie zrezygnował w swoim serwisie z reklam na rzecz finansowania przez społeczność.

Porozmawiajmy o crowdfundingu udziałowym w Polsce. Czy ustawodawca wspiera inwestowanie społecznościowe?

W polskim systemie prawnym nie istnieje pojęcie crowdfundingu udziałowego i inwestycyjnego. Nie ma mowy o tych formach, więc przez brak innych regulacji jest określany przez kodeks spółek handlowych (nabywanie akcji i udziałów). W przypadku spółek akcyjnych, które chcą emitować akcje przez crowdfunding, dodatkowo są to przepisy ustawy o ofercie publicznej oraz nadzór KNF. W ustawie z 14 marca 2014 r. o zbiórkach publicznych oddzielono jedynie crowdfunding jako taki (tzn. głównie model nagrodowy) od zbiórek publicznych, ale to wciąż za mało.

Regulacje prawne są obecne w zagranicznych systemach prawnych?

Przynajmniej siedem krajów europejskich już uregulowało crowdfunding udziałowy, m.in. wymogi, jakie platforma musi spełniać, jak powinien wyglądać profesjonalny proces oceny ryzyka inwestycji, a także jakie są górne limity kwoty inwestycyjnej pojedynczego inwestora, jeśli jest to inwestor akredytowany lub nieakredytowany. W Wielkiej Brytanii inwestycje społecznościowe można odliczać od podatku. USA, Izrael, Korea Południowa, Australia, a nawet Estonia, uregulowała crowdfunding i jest on postrzegany jako pełnoprawna forma finansowania przedsięwzięć, tak jak granty, kredyty, venture capital (średnio i długoterminowe inwestycje). Polska wciąż na to czeka.

Czego zatem oczekuje rynek crowdfundingu od polskiego ustawodawcy?

Zacząłbym od jakiejkolwiek edukacji. Rząd powinien pokazać nie tylko, że można inwestować, ale przede wszystkim, jak to robić. Duże nadzieje pokładam w proponowanej przez Ministerstwo Rozwoju prostej spółce akcyjnej, która uprościłaby ścieżkę formalną i prawną prowadzącą do realizacji emisji na platformach crowdfundingu udziałowego.

Ponadto zniesienie wymogu notarialnego poświadczania podpisu przy zbyciu udziałów w sp. z o.o. Istotą crowdfundingu jest jego internetowy charakter. Wystarczyłyby elektroniczne certyfikowane podpisy, jak w spółkach z o.o. zawiązywanych przez internet. Druga kwestia to zmniejszenie wartości nominalnej udziału, również w przypadku sp. z o.o. Korzystne byłyby również ulgi podatkowe. To wszystko może sprawić, że Polacy zamiast niepewnych inwestycji w zagraniczne spółki, wybiorą inwestycje w pomysły polskich przedsiębiorców, napędzając rynek i budując polską gospodarkę.

Jak zapewnić ochronę inwestorom i wyeliminować strach przed inwestowaniem w nieistniejące jeszcze spółki?

Tu prawo nie pomoże. Pomogą jedynie dobre praktyki i edukacja – przedsiębiorców i inwestorów. Dlatego zdecydowałem się wydać pierwszą w Polsce książkę o crowdfundingu, całkowicie za darmo, łatwo dostępną do czytania w całości online i do pobrania na czytniki. Wybrałem model na wpół „rebeliancki", choć moim zdaniem – przyszłościowy, aby wiedza dotarła jak najszerzej. Ważne są także success stories – udane historie finansowania, a z drugiej strony udane historie wyjścia z inwestycji, czyli sytuacje, w których inwestorzy po zainwestowaniu, po kilku latach faktycznie na tym zarobili.

A jakie są sankcje dla tych, którzy stracą zaufanie, a wraz z nim zainwestowane przez nas środki?

Wszystko, co reguluje prawa udziałowca albo akcjonariusza, a w szczególności statut lub umowa spółki. Inwestorzy podpisują umowę w momencie, gdy emisja crowdfundingowa zostanie zakończona sukcesem. Pieniądze do tego czasu są zamrożone. Później, zależnie od formy prawnej spółki, akcjonariusze mają prawo do zaskarżania uchwał, a wspólnicy mogą przeglądać księgi spółki, kontrolować ją, wnioskować o rozwiązanie spółki przez sąd. To narzędzia domyślne na podstawie kodeksu spółek handlowych. Nie ma inwestycji bez ryzyka, dlatego inwestor jest zdany na zarząd, dobrą wolę, powodzenie przedsiębiorstwa na rynku.

Polacy stają się bardziej otwarci na rynek inwestycyjny? Wspierają, życzą dobrze rozwijającym się firmom?

Ci, którzy robią to w zaciszu, z dobrego serca, z zachwytu nad projektem – raczej tak. Polacy mogą zbudować świetny rodzimy rynek crowdfundingu – prawdziwie zdemokratyzowanego systemu finansowania przedsięwzięć wszelkiej maści.

Prawdziwa rewolucja już nastąpiła, chociaż – co mnie zadziwia – w zupełniej ciszy. To wszystko za sprawą rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2017/1129 z 14 czerwca 2017 r., a wraz z nim podniesienia limitu kwoty oferty publicznej papierów wartościowych bez prospektu emisyjnego do miliona euro, która będzie możliwa od 21 lipca 2018 r. Dotychczas Komisja Nadzoru Finansowego wprowadzała limit 100 tys. euro rocznie na emisję papierów wartościowych. To duże ułatwienie, które może spowodować wysyp ofert publicznych.

Crowdfunding w Polsce jeszcze raczkuje, ale wreszcie staje na nogi i jeśli tylko odpowiednio mu się pomoże – może biegać, zanim jeszcze zacznie chodzić.

Bartosz Filip Malinowski

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL