fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

NSA - interesy załatwiane zdalnie mogą być prowadzone tylko po starannym sprawdzeniu kontrahenta

Adobe Stock
Podatnik, który pobieżnie sprawdza nowego kontrahenta i nie ma z nim umowy, nie działa starannie.

Zasada „ufaj, ale sprawdzaj", choć może się źle kojarzyć, w podatkach pozwala uniknąć katastrofy. I choć w pandemicznych czasach wiele firm przechodzi na zdalne kontakty z kontrahentami, trzeba pamiętać o tym, że na oszusta może trafić każdy. A przez załatwianie interesów e-mailowo czy przez telefon, bez umów można pożegnać się z setkami tysięcy złotych odliczenia VAT.

Przykładem, jak łatwo wpaść w pułapkę nawet uczciwej firmie z wieloletnim stażem i zapłacić słony rachunek podatkowy za zbytnie zaufanie, jest sprawa, którą ostatnio zajmował się Naczelny Sąd Administracyjny.

Czytaj też:

Biznesmen działający zdalnie zapłaci niższy PIT

Nabici w słupa

Chodziło o VAT za kilka miesięcy 2015 r. Fiskus uznał, że spółka, która od lat zajmuje się pośrednictwem w sprzedaży produktów rolnych, bezpodstawnie odliczyła podatek z 79 faktur na śrutę sojową wystawionych przez jednego z kontrahentów.

Zdaniem urzędników faktury nie odzwierciedlały rzeczywistego przebiegu operacji gospodarczych, bo firma pośrednicząca nie prowadziła działalności, lecz tylko „produkowała" faktury. Jednocześnie fiskus zarzucił podatniczce, że nie dochowała należytej staranności.

Spółka nie zgadzała się z taką oceną. Przekonywała, że padła ofiarą oszusta, ale działała w dobrej wierze. Podkreślała, że wyboru kontrahenta dokonała z rekomendacji osoby, z którą współpracowała wiele lat. Był to przedstawiciel handlowy innego jej kontrahenta.

Nie miała powodów podejrzewać, że polecona przez niego spółka jest słupem, bo firmy handlowe często podkupują sobie dobrych pracowników. Handlowiec zawsze był rzetelny. O dochowaniu należytej staranności miało świadczyć też to, że przed rozpoczęciem współpracy żądano wszelkich dokumentów uwiarygodniających legalną działalność firmy. Przekonany był o tym także rzecznik małych i średnich przedsiębiorców, który przystąpił do sprawy.

To też nic nie dało. Zdaniem urzędników spółka wpadła w pułapkę na własne życzenie. Kierowała się przede wszystkim niską ceną, która powinna wzbudzić jej czujność. Dokonała jedynie pobieżnej weryfikacji nowego kontrahenta, z którym nawet nie zawarła pisemnej umowy na dostawy. Kontakt zaś odbywał się wyłącznie telefonicznie i e-mailowo.

Podatniczka zaskarżyła decyzję, ale racji nie przyznał jej ani Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu, ani NSA. Nie miały wątpliwości, że faktury wystawione przez kontrahenta skarżącej nie odzwierciedlały rzeczywistego przebiegu operacji gospodarczych. Nie miało znaczenia, że towar istniał i został dostarczony do odbiorców. Bo kontrahent pośrednik posiadał wszystkie cechy tzw. znikającego podatnika, który nie miał faktycznego władztwa nad towarem. Nie prowadził działalności, zajmował się tylko wystawianiem i wprowadzaniem do obrotu nierzetelnych faktur.

Sąd kasacyjny nie kwestionował, że spółka wbrew swojej woli i świadomości została wmieszana w nieuczciwy proceder. Sama została w pewien sposób oszukana. Niemniej nie można uznać, że dochowała należytej staranności.

Jak zauważyła w ustnych motywach uzasadnienia sędzia Agnieszka Jakimowicz, już samo nawiązanie współpracy powinno wzbudzić podejrzenia skarżącej.

Sąd przypomniał, że w owym czasie pojawiały się informacje o oszustwach w obrocie śrutą sojową. Jeśli zatem do doświadczonego podatnika z 25-letnim stażem zgłasza się nowa, nieznana na rynku firma, a ten nie podpisuje z nią żadnej umowy, bo opiera się na rekomendacji osoby, co prawda znanej, ale niezweryfikowanej pod kątem jej związków z nową firmą, to trudno to uznać za działanie w dobrej wierze. Zwłaszcza gdy nie ma być to jedna transakcja, ale na wiele milionów.

Brak dobrej wiary

Oczywiście zdaniem NSA w XXI w. kontakty telefoniczne czy e-mailowe są dopuszczalne w biznesie. Stanowią jednak standard, gdy się już dobrze pozna kontrahenta, nabierze do niego zaufania przy danego typu transakcjach, które nie mają charakteru ubocznego, wpadkowego.

Zdaniem NSA czujność spółki jako doświadczonego przedsiębiorcy powinna też spotęgować atrakcyjna cena zaproponowana przez nowego kontrahenta.

Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: I FSK 198/21

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Jan Czerwiński, radca prawny, menedżer w kancelarii DZP Domański Zakrzewski Palinka

W spornej sprawie duże znaczenie organy i sądy nadały kwestii komunikacji skarżącej z dostawcą. Wskazały, że kontakt wyłącznie mailowy i telefoniczny oraz brak bezpośredniego spotkania z zarządem dostawcy świadczy o braku należytej staranności spółki w relacjach handlowych. NSA zaakcentował przy tym, że taki zdalny kontakt jest uzasadniony, ale dopiero na etapie zbudowanej relacji i zaufania między stronami, a nie od początku współpracy. Ten sposób postrzegania świata biznesu nie przystaje już do rzeczywistości gospodarczej. Dowodem na to jest postępująca cyfryzacja relacji i zamiana bezpośrednich spotkań na rzecz kontaktu zdalnego. Ten trend został jeszcze pogłębiony przez pandemię. Należy mieć tylko nadzieję, że ostatecznie w przyszłości ten pandemiczny rok wymusi zmianę podejścia fiskusa oraz sądów do zdalnych kontaktów biznesowych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA