fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Spółka akcyjna nie jest prostsza

Adobe Stock
Prof. Michał Romanowski z Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z Markiem Domagalskim

Rz: Rząd wraca do pomysłu prostej spółki akcyjnej. Mimo krytyki pierwotnego projektu zaprezentował jego nową wersję. Czym różni się ona od pierwszej, którą pan profesor krytykował?

Prof. Michał Romanowski: Istotnych zmian nie wprowadzono. Głos nauki prawa został zlekceważony. Katedra Prawa Handlowego Uniwersytetu Warszawskiego zorganizowała pod koniec lutego całodzienną konferencję poświęconą planowanej regulacji, rezerwując czas dla twórców projektu. Ministerstwo nie zdecydowało się na jego prezentację. Konferencja przejdzie do historii, ponieważ lider naukowy projektu odmówił udziału w debacie naukowej na Uniwersytecie Warszawskim. Do projektu trzeba umieć przekonywać i bronić go nawet w razie gorącej dyskusji. Wszak spór jest kwintesencją nauki i legislacji.

Ale autorzy projektu nazywają prostą spółkę akcyjną spółką XXI w., pełną innowacyjnych rozwiązań dla innowacyjnego biznesu.

Lepiej, aby takie określenia padały z ust recenzentów i użytkowników projektu, ponieważ samozachwyt nie prowadzi do niczego dobrego. Autorzy mówili także, że czas, aby polskie prawo spółek wyszło z epoki żelaza. Owe innowacyjne rozwiązania reklamuje na swojej stronie Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Są to: szybka rejestracja online w 24 godziny (ale spółka S24 umożliwiająca szybką elektroniczną rejestrację funkcjonuje od 2011 r.); 1 zł kapitału na start (ale obligatoryjny kapitał startowy został obniżony w spółce z o.o. do 5 tys. zł w 2008 r., a w reformie nie chodzi o spółkę za 1 zł – za to nie kupi pan nawet „Rzeczpospolitej"); zniesienie instytucji kapitału zakładowego (ale taki projekt był już opracowany w ramach reform spółki z o.o. w 2013 r. i nie przebił się); możliwość wniesienia wkładu w postaci pracy i usług (takie rozwiązania istnieją we Francji od wielu lat, a w Polsce od zawsze w spółkach osobowych, w tym w spółce komandytowej i komandytowo-akcyjnej); brak statusu spółki publicznej (ale przecież spółka z o.o. nie ma takiego statusu, a spółka akcyjna nie musi mieć).

Dużo tego, ale wykorzystywania komunikacji elektronicznej chyba pan już nie skrytykuje?

Proces digitalizacji polskiego prawa spółek na szeroką skalę rozpoczął się już w roku 2008 i jesteśmy tu liderem w Europie. Co się tyczy dematerializacji, to w spółce z o.o. udziały nigdy nie miały postaci materialnej, a w publicznej spółce akcyjnej dematerializacja akcji i obrotu akcjami występuje od ponad 25 lat.

Padł jednak argument na przykładzie spółki Apple, że PSA pozwala uniknąć ryzyka związanego z różnicą w wycenie akcji spółki w fazie założycielskiej i w fazie sukcesu rynkowego.

Zabrzmiało to niestety, jakby PSA było magiczną kulą pozwalającą przewidzieć przyszłość, a kto wybierze PSA, będzie jak król Midas. Martwi mnie tylko, że królowi Midasowi na skutek daru zamieniania wszystkiego w złoto zajrzała w oczy śmierć głodowa.

Na pierwszy rzut oka przytłacza ogrom tej regulacji. Trudno będzie uwierzyć początkującemu biznesmenowi, że ma to być prosta spółka?

Bardzo trudno. Łącznie wyjdzie pewnie ze 200 przepisów. Jest to regulacja obszerniejsza i bardziej skomplikowana niż spółka z o.o. i spółka akcyjna, ponieważ stanowi ich zlepek. Mamy przeregulowaną hybrydę prawną. Nie wystarczy napisać, że coś jest proste i innowacyjne. Papier wszystko wytrzyma. Stworzono TSA (trudną spółkę akcyjną). PSA upodobni prawo spółek do prawa podatkowego, które rozjechało się z powodu wielości i braku spójności przepisów. We Francji, na którą tak chętnie powołują się autorzy projektu, tzw. prosta spółka akcyjna liczy 20 artykułów.

Swoją drogą nie można było tego napisać prościej?

Można było. Systemowo uproszczoną spółką akcyjną jest spółka z o.o. Miejscem na rozsądne uelastycznienie spółki kapitałowej typu zamkniętego (a więc niepublicznej) jest spółka z o.o. Wszystkie wskazywane rozwiązania (inną kwestią jest ich zasadność) mogą być przedmiotem dyskusji w ramach reformy spółki z o.o. i spółki akcyjnej niepublicznej. Prowokuje się stosowanie wykładni a contrario (skoro w jednym typie spółki coś jest, to w drugiej tego nie ma albo jest mniej lub inaczej). Ryzyko dla praktyki jest bardzo duże. Projektodawcy wprowadzają w błąd, przedstawiając PSA jako konstrukcję taką jak umowa obligacyjna. Granica wolności umów jest pojemna, ponieważ ustawowy katalog umów pozostaje otwarty.

W prawie spółek pole swobody w jego stosowaniu jest jednak ograniczone konkretnym typem spółki, jej naturą.

Badając naturę PSA, trudno będzie ustalić, czy jest hybrydą spółki z o.o., SA czy s.k.a. Liczne przepisy ograniczają swobodę kształtowania PSA, skoro normy dyspozytywne mają wyrażać modelowe preferencje ustawodawcy. Nie można tworzyć PSA w opozycji do spółki z o.o. i SA, bo to jest zła konkurencja. Zamknięty katalog spółek musi być kompatybilny.

Od opanowania przepisów są jednak prawnicy.

Reklamuje się ten projekt jako łatwy i przyjemny w lekturze oraz intuicyjny w zastosowaniu, a dowodzić ma tego nazwa prosta spółka akcyjna. Ma być ona spółką samoobsługową i tanią w obsłudze prawnej. Ale prawnicy też będą mieli problem z zastosowaniem tych przepisów. Autorzy projektu świadomie ignorują podstawową zasadę w legislacji i w ekonomii, że nie należy tworzyć bytów ponad potrzebę, a więc łamią obowiązujące zasady techniki prawodawczej.

To chyba niejedyny powód pana krytyki tego przedsięwzięcia ustawodawczego?

Owszem. Autorzy projektu piszą, że regulacje dotyczące spółek utrudniają działanie startupów, co jest związane z brakiem udziałów niemych, wymogiem formy pisemnej z podpisami notarialnie poświadczonymi dla zbycia udziałów oraz z faktem, że minimalna wartość udziału wynosi 50 zł. Są to „bariery", których nie ma w spółce akcyjnej. Te „straszliwe bariery" łatwo znieść w spółce z o.o. Podnoszą, że spółka akcyjna jest zbyt skomplikowana dla startupów, ale spółka akcyjna z natury swojej nie jest przeznaczona dla startupów. Jest przeznaczona dla spółek największych, o ugruntowanej pozycji biznesowej, jako platform do pozyskiwania kapitału w drodze oferty publicznej (tzw. spółek otwartych, które cechuje masowość, anonimowość i zmienność akcjonariatu) oraz dla spółek prowadzących biznes regulowany, a więc wymagających dużej kapitalizacji, których model biznesowy polega na publicznej zbiórce pieniędzy i obciążaniu ich ryzykiem. Projektodawcy nie podjęli nawet próby uprawdopodobnienia, czy deklarowane cele można osiągnąć w ramach istniejących typów spółek.

Nowela zawiera też wiele poprawek k.s.h., niejako przy okazji?

Podobnie jest z tymi rozwiązaniami szczegółowymi, których potrzeba wprowadzenia nie została uzasadniona wedle kryteriów przyjmowanych w ekonomicznej analizie tworzenia prawa. Postanowiono upchnąć w ramach nowego typu spółki wszystko, o czym dyskutuje się w prawie spółek od kilkudziesięciu lat, a nawet wprowadzono możliwość korzystania z technologii blockchain (można było jeszcze dodać sztuczną inteligencję – jak szaleć, to szaleć). To, co zostało zaprezentowane, nie jest typem spółki, ale mieszanką wszystkiego, co się rusza w prawie spółek kapitałowych.

Jeśli nie prosta spółka akcyjna, to co w zamian? S24 z poprawkami?

Zachowanie właściwości i stabilności systemu wymaga całościowego spojrzenia. System jest jak mechanizm zegarka. Popsujesz jedną część, a całość przestaje chodzić. Należy uelastyczniać przepisy o spółce z o.o. w kierunku zwiększenia swobody kształtowania relacji wewnętrznych między wspólnikami i dyskutować o przejściu z systemu kontroli wkładów do spółki na system kontroli wypłat ze spółki. Prawo spółek musi być otwarte na zmiany uwzględniające wolność, elastyczność, szybkość, ale i bezpieczeństwo obrotu oraz spójność regulacji.

A więc startupy nie będą miały łatwiej?

To poddajmy PSA testowi trzech kryteriów, a więc: czy będzie łatwiej, taniej i mniej rygorystycznie. Zniesienie kapitału zakładowego w PSA oznacza np., że

kapitał własny PSA trzeba będzie utrzymać na poziomie 5 proc. sumy zobowiązań – np. 4 mln zobowiązań to 200 tys. zł, itd. Taki kapitał to odpowiednik kapitału w spółce z o.o., który wynosi 5 tys. zł, w s.k.a. 50 tys. zł (de facto 12,5 tys. zł), a w SA 100 tys. zł (de facto 25 tys. zł). Wkłady do PSA muszą być wniesione w ciągu trzech lat – takiego ograniczenia brak w odniesieniu do wkładów pieniężnych ponad 25 tys. zł w SA i s.k.a.;

w PSA wypłata na rzecz akcjonariuszy wymaga wzięcia przez zarząd ryzyka osobistej odpowiedzialności, że w ciągu sześciu miesięcy PSA nie zbankrutuje. Bezpieczne złożenie takiego oświadczenia będzie wymagać opinii renomowanego prawnika, biegłego rewidenta i polisy ubezpieczeniowej. Utrzymano kontrolę wartości godziwej wkładów przy zwiększeniu rygoryzmu wypłat na rzecz akcjonariuszy; w PSA wprowadzono wymóg, aby transakcje z akcjonariuszami były dokonywane wedle wartości godziwej, a takiego przepisu nie ma wprost w spółce z o.o. i spółce akcyjnej.

Nie będzie łatwiej i taniej.

Niestety. Od PSA bardziej liberalna, bezpieczniejsza w obsłudze i tańsza będzie spółka z o.o., s.k.a. i SA. Przy PSA więcej będzie pracy dla prawników, ale płacić będzie za to beneficjent regulacji, czyli startupy, chyba że nie wybiorą PSA.

—rozmawiał Marek Domagalski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA