fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Tarcza antykryzysowa 4.0: czy nowa restrukturyzacja będzie bezpieczna dla zarządów

Adobe Stock
Rządowe pakiety antykryzysowe przyniosły biznesowi wsparcie płynnościowe. Będą jednak takie firmy, którym dopłaty do wynagrodzeń, zwolnienie z ZUS, czy wsparcie PFR nie wystarczą do przetrwania pandemii. Nikt nie ma złudzeń. Każdy kryzys gospodarczy zawsze ma swoje ofiary w postaci upadłych przedsiębiorstw.

Łatanie tarcz

Niczego tu nie zmienia niższa niż zwykle liczba ogłoszonych upadłości czy otwartych restrukturyzacji ostatnim czasie. Wynika ona z przestoju w działaniu sądów, które nie rozpatrzyły jeszcze wielu wniosków z marca, kwietnia i maja. Przedsiębiorcy mogli też ich nie składać, bo nie mieli do tego motywacji. Tarcza 2.0 zawiesiła przecież obowiązek składania wniosku o upadłość przez dłużnika. Nie jest to jednak rozwiązanie perfekcyjne, bo nie chroni dłużników przed wnioskami wierzycielskimi. Nie gwarantuje też, że w przyszłości wierzyciel nie wykaże że dłużnik był wyłączony spod ochrony Tarczy 2.0, a kiedyś wierzyciele na pewno zaczną działać. Biznes na pewno wolał też dotąd korzystać z rządowych pieniędzy niż składać do sądu wniosek o upadłość czy restrukturyzację, które wykluczają korzystanie ze wsparcia państwa.

Prędzej czy później kroplówkę trzeba będzie jednak odciąć i sprawdzić jak pacjenci radzą sobie bez niej. Rządzący ewidentnie przygotowują gospodarkę na te wyzwania. Lepszą ochronę przed wierzycielami i skutkami pandemii ma dać biznesowi nowe „uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne". Wprowadzi je Tarcza 4.0, złożona do Sejmu 22 maja 2020 r. (druk sejmowy 382 i 382-A).

Tarcza 4.0 – rewolucja w restrukturyzacji

Nowe postępowanie, będzie wariantem postępowania o zatwierdzenie układu dostępnym przez rok, do 30 czerwca 2021 r., i tylko raz dla każdej firmy.

Dłużnik otworzy je bez zgody sądu, na podstawie swojego oświadczenia obwieszczanego w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Ochrona przed wierzycielami będzie działać już od dnia obwieszczenia, przy czym dzień układowy wyznaczający datę graniczną objęcia wierzytelności układem ma przypadać 7 dni przed lub po złożeniu wniosku. Dłużnik samodzielnie wstrzyma więc egzekucje komornicze oraz obowiązek spłaty długów, i to aż na cztery miesiące. W tym czasie nie będzie też można ogłosić jego upadłości. Dotąd wyłączną kompetencję w tych sprawach miały sądy. Zdarzało się, że odmawiały one dłużnikowi ochrony, jeszcze zanim rozpoczął negocjacje z wierzycielami. W uproszczonej restrukturyzacji sąd może działać jedynie następczo i uchylić ochronę dłużnika, jeżeli jej skutki krzywdzą wierzycieli.

Nową restrukturyzacją będzie można objąć przymusowo długi zabezpieczone, np. kredyty bankowe, na zasadach dostępnych dziś tylko w układzie częściowym. Do tego trzeba zaproponować wierzycielowi spłatę w całości albo w wysokości potencjalnego zaspokojenia z przedmiotu zabezpieczenia.

Przedsiębiorca utrzyma kontrolę nad biznesem. Będzie działał jedynie pod nadzorem doradcy restrukturyzacyjnego (nadzorcy układu), którego sam wybierze zawierając z nim umowę. Zgody nadzorcy będą wymagały tylko czynności przekraczające zwykły zarząd, w tym zaciągnięcie nowego finansowania. Procedura będzie stosunkowo tania, zwłaszcza dla mikro- i małych przedsiębiorców. Wszystko to zapowiada, że stanie się bardzo popularna.

Czytaj także: Restrukturyzacja: wydzielenie nowej spółki może zainteresować skarbówkę 

Uproszczona restrukturyzacja a odpowiedzialność zarządu

Nowe postępowanie to nowe reguły zwalniania zarządu dłużnika z odpowiedzialności wobec wierzycieli. Zdają się one proste i rozsądne. Jeżeli firma opublikuje obwieszczenie w Monitorze do 30 dni od powstania niewypłacalności i restrukturyzacja zakończy się sukcesem (prawomocnym zatwierdzeniem układu), zarząd nie odpowiada za długi spółki, w tym wobec fiskusa. Tak samo będzie gdy ratunek firmy się nie uda, ale dłużnik w ciągu 7 dni złoży wniosek o upadłość, albo wniosek restrukturyzacyjny i sąd otworzy postępowanie restrukturyzacyjne.

Zatem ma być lepiej niż jest dziś, kiedy zarządy składają zwykle dwa wnioski: upadłościowy i restrukturyzacyjny. Pierwszy służy wyłącznie ochronie zarządzających. Dopiero drugi to wniosek „właściwy", który ma inicjować postępowanie restrukturyzacyjne. Przygotowanie wniosku o upadłość zajmuje wiele czasu i zasobów. Zdarzyło mi się przygotować wyłącznie „ochronny" wniosek, w którym tylko wymagane załączniki zajęły ponad tysiąc stron. Zamiast skupiać się na pisaniu wniosku w krytycznym dla przedsiębiorstwa momencie, zarząd powinien raczej móc skoncentrować się na jego ratowaniu. Idea składania wniosku o upadłość dopiero gdy restrukturyzacja się nie udaje jest więc absolutnie słuszna. Jest tak tym bardziej, że od obwieszczenie w Monitorze rynek będzie wiedział o problemie dłużnika, a doradca restrukturyzacyjny będzie go nadzorował. Tymczasem dziś na podobny efekt trzeba czekać kilka tygodni, aż sąd wyznaczy sąd tymczasowego nadzorcę sądowego, albo otworzy postępowanie restrukturyzacyjne. W końcu, mniej wniosków o upadłość to też sposób na odciążenie sądów.

I tu pojawia się problem, bo Tarcza 4.0 milczy w kwestii zwolnienia zarządu spółki z odpowiedzialności karnej za spóźnione złożenie wniosku o upadłość, jak też w temacie zakazu prowadzenia działalności gospodarczej. Tymczasem chęć uniknięcia zarzutów prokuratorskich to główna motywacja do składania wniosków o upadłość przez zarządy spółek. Żadne ubezpieczenie nie uchroni przecież przed wyrokiem karnym. Z odpowiedzialności karnej zwalnia zaś tylko złożenie do sądu wniosku o upadłość w terminie 30 dni od nadejścia niewypłacalności. Jest tak niezależne od ewentualnego zatwierdzenia układu w postępowaniu o zatwierdzenie układu, czyli również w nowej procedurze. Żaden przepis projektowanej Tarczy 4.0, ani obowiązującego prawa nie zmienia tej zasady (choć według mnie byłoby to właściwe).

By mieć pewność zwolnienia z odpowiedzialności karnej, trzeba będzie zastosować znany „trick", tj. złożyć na czas wniosek upadłościowy równocześnie otwierając nową restrukturyzację. Idei odciążenia dłużników i sądów z obowiązku składania i obsługi wniosków „ochronnych" jest zatem słuszna ale wdrażana niekonsekwentnie. Dlatego stan prawny po wejściu w życie Tarczy 4.0 (w brzmieniu na 28 maja 2020 r.) i tak będzie wymuszał ich składanie. Pozostaje mieć nadzieję, że ustawodawca w porę to poprawi.

Tarcza 4.0 a 2.0

Oczywiście, problem ten tymczasowo nie powstanie u dłużników „zwolnionych" z obowiązku złożenia wniosku o upadłość na podstawie Tarczy 2.0. Ich obowiązek złożenia wniosku o upadłość aktywuje się dopiero 30 dni po odwołaniu stanu epidemii (zagrożenia epidemicznego). Jeżeli jednak taki dłużnik wcześniej otworzy uproszczoną restrukturyzację i zakończy się ona sukcesem, to zarząd skorzysta ze zwolnienia z odpowiedzialności cywilnej i podatkowej. Nie będzie też podstaw do ścigania karnego takiego zarządu – bo termin na złożenie wniosku upadłościowego nie zacznie biegu. Być może taki właśnie ma być mechanizm Tarczy 4.0.

Jeśli tak, to gorzej traktuje ona pozostałych dłużników. Po pierwsze, są to firmy które nie mają pewności jaka była przyczyna ich problemów. Życie gospodarcze jest zbyt skomplikowane żeby powiedzieć, że wszystkie niewypłacalności po 14 marca 2020 r. wywołała pandemia, nie wiemy jak podejdą do tej kwestii sądy. Może domniemanie, że niewypłacalność wywołała pandemia będzie się stosować tylko do firm, objętych rządowymi ograniczeniami działalności? Po drugie, mogą istnieć firmy (np. z branży turystycznej czy transportowej), które stały się niewypłacalne jeszcze przed 14 marca 2020 r. w związku z pandemią, i które próbują dziś przetrwać korzystając z rządowego wsparcia. Skoro Tarcza 4.0 może zwolnić je z odpowiedzialności cywilnej i podatkowej to dlaczego nie z karnej? Po trzecie, z Tarczy 4.0 będą korzystały też firmy które staną się niebawem zagrożone bankructwem z przyczyn tylko pośrednio zależnych od Covid-19. Dlaczego mamy stawiać wobec nich wyższe wymogi w sytuacji gdy interes ich wierzycieli będzie zabezpieczony tak samo, jak interes wierzycieli firm chronionych Tarczą 2.0?

Puenta? Jeżeli nic nie zmieni się w projekcie Tarczy 4.0, na pewno warto korzystać z nowych rozwiązań, ale w kwestii odpowiedzialności zarządu lepiej polegać na sprawdzonych sposobach.

- Michał Cecerko, Senior Associate, radca prawny, DZP

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA