fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Test przedsiębiorcy zgubny dla gospodarki

Mariusz Korzeb
materiały prasowe
Sama dyskusja o testowaniu firm wywołuje ogromne szkody – uważa Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Czy jednoosobowe firmy słusznie boją się testu przedsiębiorcy?

Mam nadzieję, że testu przedsiębiorcy w ogóle nie będzie. Ale jeśli rząd zdecyduje się na nowe regulacje, od których będzie zależało, czy ktoś jest przedsiębiorcą czy nie, to nie mogą one działać wstecz. Takie deklaracje padły z ust pani minister Czerwińskiej. Zresztą to, że nowe prawo nie może działać wstecz, to podstawowa zasada demokratycznego państwa prawa.

Czytaj także:

Porzućcie metody Ku Klux Klanu

"Premierze Morawiecki, test zabije mój biznes"

List samozatrudnionego ws. testu przedsiębiorcy

To, że ktoś ma jednego kontrahenta czy wystawia jedną fakturę, może przesądzać, czy jest przedsiębiorcą?

To bardzo zły i szkodliwy pomysł. Mamy swobodę działalności gospodarczej. Większość aktywności zawodowych może być realizowana i na etacie, i w ramach firmy. Wybór zależy od wielu czynników. Firma daje elastyczność, większą swobodę. To ważne zwłaszcza dla młodych, którzy nie chcą mieć szefa, korporacyjnych zasad i pracy od 9 do 17. Z kolei dla osób już doświadczonych, ale na kilka lat przed wiekiem emerytalnym, firma to zwyczajnie jedyny sposób na dalsze zarabianie na życie. W obu przypadkach jeden kontrahent nie musi oznaczać, że ktoś chce oszukiwać państwo czy oszczędzać na podatkach. Może to wynikać ze specyfiki branży, tego, że firma się dopiero rozwija, czy po prostu z wyboru samego przedsiębiorcy.

Rząd mówi o konieczności uporządkowania rynku pracy, o tym, że wielu pracowników zmuszono do przejścia z etatu na samozatrudnienie.

Nawet jeśli takie przypadki się zdarzały, to żaden test nie rozwiąże ich problemu. Rynek rządzi się swoimi prawami. To, że ktoś musiał przejść z etatu na firmę, nie oznacza, że po zmianie przepisów czy praktyki automatycznie na niego wróci. Wywoła to wiele negatywnych zjawisk, m.in. niepewność, pogłębienie braku zaufania do państwa, a nawet falę bankructw. Skupianie się na celu fiskalnym to krótkowzroczność. Resort finansów nie patrzy w tej sprawie horyzontalnie. Nikt nie bierze pod uwagę, że informatyk, lekarz, pielęgniarka czy prawnik ze swoją firmą z łatwością wyniesie się za granicę, np. do Niemiec. Tam nikt nie będzie go ścigał za prowadzenie firmy. Testowanie samozatudnionych może się skończyć wielkim exodusem dobrze wykształconych specjalistów. Państwo nawet jeśli coś zarobi, samo wydrenuje się z kapitału ludzkiego.

Może to przesada?

Nie sądzę. Pojawiły się już stwierdzenia, że test przedsiębiorcy nie jest potrzebny. Wystarczy lepiej egzekwować dzisiejsze przepisy. Zmiana podejścia do obecnych, często niejasnych, definicji na bardziej profiskalne otworzy puszkę Pandory. Pozwoli nie tylko na podważanie rozliczeń PIT jednoosobowej firmy, i to co najmniej pięć lat wstecz. To zaległości podatkowe i w ZUS, odsetki, sankcje VAT i karnoskarbowe. To też katastrofa dla kontrahenta, którego sama korekta VAT może doprowadzić na skraj bankructwa. Nie mówiąc o korekcie kosztów w CIT.

Gra jest niewarta świeczki?

To nieodpowiedzialne działania, w dodatku bez jasnego celu. Niepokojący jest chaos informacyjny i brak spójnego przekazu. Uważam, że sama dyskusja o testowaniu jednoosobowych firm destabilizuje rynek i powoduje negatywne skutki dla całej gospodarki. Czas najwyższy, by ją skończyć i przestać straszyć tysiące przedsiębiorców.

Rozmawiała Aleksandra Tarka

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA