fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Przetargi in-house: Sejm uchwalił nowelizację prawa zamówień publicznych

123RF
Instytucje publiczne będą mogły zlecać zadania swoim spółkom bez przetargu. Posłowie PiS odrzucili kompromis w sprawie trybu in-house.

Wczoraj raj, dzisiaj piekło – tak wynik piątkowego głosowania w Sejmie nad nowelizacją prawa zamówień publicznych określił Witold Zińczuk, przewodniczący Rady Programowej Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami. Posłowie ostatecznie odrzucili poprawki PO, Nowoczesnej i Kukiz'15 dające samorządom prawo bezprzetargowego udzielania zamówień swoim spółkom tylko wtedy, gdy na danym rynku nie ma konkurencji.

Od początku prac nad nowelą tzw. tryb in-house budził kontrowersje. Przedsiębiorcy ostrzegali, że pozbawi ich udziału w dużej części rynku zamówień wartego w 2015 r. 38,3 mld zł. Posłowie PiS odrzucili jednak kompromisowe rozwiązanie i wprowadzili pełny in-house.

Czarny piątek

– Wygrało lobby samorządowców – mówi Marek Kowalski, ekspert Konfederacji Lewiatan – bo in-house w tym kształcie zostawia pełne pole włodarzom gmin do tworzenia monopoli. Już teraz, gminy podwyższają ceny na odbiór odpadów, przekonane o tym, że in-house zostanie wprowadzony, czyli że nie będą mieć konkurencji.

In-house'u najbardziej obawia się sektor związany z gospodarką odpadami. Obecnie świadczenie usług z tego zakresu zdominowane jest przez sektor prywatny.

– Dla nas uchwalone zmiany oznaczają pogrzeb polskich przedsiębiorców i jasny komunikat ze strony władz, osłabiający chęć inwestowania w tym kraju – mówi Witold Zińczuk.

Dwa lata temu wprowadzono ustawowe zmiany przewidujące obowiązkowe przeprowadzanie przetargów na zadania związane z gospodarką odpadami. W piątek posłowie zdecydowali jednak, że nie muszą mieć takiego obowiązku,

– W ostatnich dwóch latach powstało kilkadziesiąt firm działających w tym obszarze, każda z nich zainwestowała miliony w niezbędną infrastrukturę. Teraz nie są pewne, czy będzie im dane utrzymać się na rynku. Zależeć to będzie od danej gminy, czy zechce przejąć ten sektor – przewiduje Zińczuk.

Zgodnie z nowelą wystarczy, że spółka kontrolowana przez instytucję publiczną, np. komunalna należąca do miasta, będzie mogła otrzymać zlecenie bez przetargu, jeśli 90 proc. swoich zadań świadczy dla danej instytucji.

Oznacza to, że zmiany dotkną nie tylko sektora związanego z odpadami, ale wszystkich firm realizujących zadania z zakresu użyteczności publicznej. Nie wiadomo jednak, jak to wpłynie na rynek.

– Ze względu na presję czasu, jaką wprowadzał obowiązek terminowego wdrożenia dyrektyw, nie zostały przeprowadzone żadne analizy, jakie skutki będzie za sobą niosło wprowadzenie in-house – mówi Małgorzata Janyska, poseł PO, przewodnicząca podkomisji pracującej nad ustawą, która była przeciwna in-house. – Trudno nawet ustalić pełne spektrum rynków, które tą zmianą zostaną dotknięte. Mogą to być zadania z zakresu utrzymania dróg, obszarów zieleni miejskiej, zarządzania nieruchomościami, wodociągi i kanalizacja, a nawet systemy informatyczne i wiele innych, bo zadań z zakresu użyteczności publicznej może być naprawdę wiele.

Nie taki straszny tryb

O zachowanie spokoju apeluje Andrzej Porawski, dyrektor Związku Miast Polskich. Jego zdaniem gminy na pewno nie będą ingerować w realizację zadań tam, gdzie już jest rozwinięta prywatna infrastruktura.

– Trudno mi mówić o wszystkich gminach, ale np. samorząd w Poznaniu na pewno nie zajmie się odpadami, skoro zadania te realizuje sektor prywatny. Dlatego nie uważam, aby wpisanie do ustawy trybu in-house wprowadziło na rynku realne zmiany, zarówno wśród przedsiębiorców, jak i na rynku zatrudnienia. Podkreśla również, że in-house (oprócz sfery gospodarki odpadami) funkcjonował już od dawna, na mocy orzecznictwa TSUE, teraz zostanie tylko prawnie usankcjonowany.

Nowe zasady zlecania zadań mają obowiązywać od stycznia 2017 r.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, weronika.tokaj@rp.pl

Będą nowe procedury i ułatwienia

Uchwalona w piątek przez Sejm nowelizacja prawa zamówień publicznych wprowadza:

- jednolity europejski dokument zamówienia,

- nową procedurę – partnerstwa innowacyjnego, przeznaczonej do nabywania produktów i usług, które nie są jeszcze dostępne na rynku,

- ułatwienia w udzielaniu zamówień w częściach, dzięki którym więcej małych i średnich przedsiębiorstw będzie mogło startować w przetargach,

- bardziej elastyczne rozwiązania w zakresie modyfikacji umów o zamówienia publiczne,

- przepisy zobowiązujące do stosowaniu pozacenowych kryteriów oceny ofert,

- zachęty do stosowania klauzul społecznych przez zamawiających.

Powiedzieli dla „Rz"

Mariusz Haładyj, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju

Wiele wskazuje, że zmiany w gospodarce komunalnej po wprowadzeniu nowych przepisów mogą być niewielkie, zwłaszcza w przypadku sektorów, w których in-house de facto już funkcjonował. Jeśli chodzi o gospodarkę odpadami, dane Ministerstwa Środowiska pokazują, że niezależnie od tego, czy prawo wymaga organizowania przetargu czy nie, struktura rynku odbioru odpadów komunalnych utrzymywała się na podobnym poziomie. W 2012 r. – przed wejściem przepisów nakazujących organizację przetargów – relacja firm prywatnych do publicznych wybieranych w konkurencyjnych warunkach bezpośrednio przez właścicieli nieruchomości wynosiła 60 do 40. W 2013 r., gdy ustawa weszła już w życie, było to 62 do 38, a w pierwszym pełnym roku działania ustawy – 64 do 36. Co więcej, rynek gospodarki odpadami jest na tyle duży, że jego obsługa bez udziału firm prywatnych byłaby niemożliwa.

Małgorzata Krasnodębska -Tomkiel, była prezes UOKiK, partner w kancelarii Hansberry Tomkiel

Procedowana obecnie w Sejmie nowelizacja prawa zamówień publicznych budzi duże kontrowersje przede wszystkim z uwagi na spodziewane wyeliminowanie konkurencji z rynku odpadów komunalnych. W rzeczywistości jednak negatywne skutki ewentualnej implementacji zawartej w tym projekcie koncepcji zamówień in-house będą znacznie szersze. Obejmą one zamówienia udzielane przez wszystkie podmioty publiczne, w tym gminy i inne organy samorządu terytorialnego. W konsekwencji podmioty te, kontrolujące spółki świadczące różnego rodzaju usługi, będą mogły zlecać im te usługi z wolnej ręki (bez konieczności organizowania przetargu). Będzie to dotyczyć zarówno gospodarki komunalnej, jak i np. zarządzania nieruchomościami. Doprowadzi to do wyeliminowania konkurencji w zakresie usług świadczonych dla podmiotów publicznych, czego konsekwencją będzie wzrost ich cen. Zapłacimy za to my wszyscy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA