fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Ostrowski: Wrogie przejęcie? Mnie to nie dotyczy

AdobeStock
To, co na co dzień jest drobną niedogodnością, zabezpiecza źródło utrzymania.

Tematyka związana z wrogimi przejęciami kojarzona jest bardziej ze spółkami notowanymi na GPW niż z rodzinnymi firmami. Na parkiecie przejęcia nie budzą większej sensacji, ponieważ wprowadzenie akcji spółki do obrotu na rynku regulowanym już samo przez się uświadamia dotychczasowemu właścicielowi zagrożenia, w tym możliwość podjęcia próby przejęcia jego biznesu. Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie spółki publiczne są odpowiednio przed wrogim przejęciem zabezpieczone lub choćby przygotowane do przeciwdziałania takim próbom. Rzadziej przejęcie kontroli nad spółką, wbrew woli dotychczasowego właściciela, następuje w spółce prywatnej, rodzinnej. Szczególnie gdy tym „wrogiem" okażą się osoby od lat zaangażowane w prowadzenie biznesu wspólnie z właścicielem, jak wspólnicy, a nawet członkowie rodziny. Wtedy bywa nawet sensacyjnie.

Nadchodzi próba sił

Wśród firm rodzinnych podstawowym źródłem zagrożenia przed wrogim przejęciem jest brak czy też niedopuszczanie do świadomości przez właścicieli biznesu, iż to zagrożenie jest nawet bardziej realne niż właśnie spółek notowanych na giełdzie. Kiedy temat wrogich przejęć poruszany jest w rozmowach z właścicielami rodzinnych biznesów, nierzadko konwersacja ta sprowadza się do stwierdzenia: „Wrogie przejęcie? Nie, niemożliwe. Mnie to nie dotyczy". A gdy mleko już się rozleje, to słychać: „Szybciej spodziewałem się zawału niż ataku ze strony własnej rodziny".

Choć zazwyczaj całe to zdziwienie i zaskoczenie wynika ze szlachetnych pobudek, jak zaufanie do bliskich czy dotychczasowych partnerów biznesowych albo wspólników, to niepodejmowanie działań zabezpieczających firmę przed wrogim przejęciem może być brzemienne w skutkach. To trochę tak, jakby pasażer samochodu prowadzonego przez lubiącego szybką jazdę przyjaciela świadomie rezygnował z zapinania pasów bezpieczeństwa, będąc przekonanym o umiejętnościach kierowcy.

Dlaczego to takie ważne? Bo jeżeli już podjęta zostanie próba przejęcia firmy, to używając języka biznesu – na koniec dnia – liczyć się będzie to, co zostało zapisane w aktach korporacyjnych (statucie, umowie spółki, regulaminie rady nadzorczej czy zarządu) i powszechnie obowiązujących przepisach.

W skrajnych przypadkach brak odpowiedniego zabezpieczenia biznesu pod względem prawnym może się skończyć nawet utratą kontroli nad firmą budowaną nierzadko wysiłkiem całego życia właściciela. Skala zagrożenia jest szczególnie doniosła właśnie dla tych firm rodzinnych, w których model zarządzania oparty jest na silnej pozycji i decyzyjnej roli nestora – najczęściej założyciela firmy. Mimo iż przedsiębiorstwa te coraz częściej poprzez różne formy strukturyzacji biznesu próbują przybierać korporacyjne ramy działania, to instrumenty prawne czy korporacyjne są raczej marginalizowane. I choć w wielu przypadkach ów autorytet pozostaje wystarczający, to próba sił nadchodzi, gdy przedsiębiorstwo jest zmuszone do zmierzenia się z wyzwaniem, jakim jest sukcesja.

Jak się zabezpieczyć

Co więc począć? Zabezpieczenie przed wrogim przejęciem, tak jak większość działań o charakterze prewencyjnym, trzeba rozpocząć od budowania świadomości ryzyka i istoty zagadnienia.

Punktem wyjścia jest więc przeprowadzenie badania wewnętrznych aktów prawnych spółki, ustalenia struktury właścicielskiej, poznanie strategii dalszego prowadzenia biznesu, weryfikacja planów w obszarze sukcesji. Po zidentyfikowaniu potrzeb oraz zagrożeń niezbędne jest wdrożenie stosownych zabezpieczeń oraz okresowe monitorowanie, czy wprowadzone rozwiązania w dalszym ciągu odpowiadają zarówno wizji prowadzenia biznesu, jak i codziennym wyzwaniom w tym obszarze.

Wachlarz rozwiązań i mechanizmów zabezpieczających jest bardzo szeroki. W pierwszej kolejności należy pochylić się nad zakresem uprawnień osób tworzących dany podmiot. W spółkach kapitałowych istotne jest takie ukształtowanie struktury kapitału, aby zakres praw akcjonariuszy czy wspólników zapewniał odpowiednim osobom realne bezpieczeństwo przy jednoczesnym wyważeniu interesów pozostałych.

Zarząd jako organ uprawniony przede wszystkim do prowadzenia realnej działalności operacyjnej spółki utożsamiany jest z posiadaniem władzy w tej spółce. Częstym błędem, który warto byłoby wyelimować, planując strategię bezpieczeństwa, jest także marginalizowanie roli rady nadzorczej (jeśli taka w spółce została utworzona), a nawet walnego zgromadzenia, czy nieprzywiązywanie większej wagi do szerokich kompetencji prokurentów samoistnych.

Niepowołani z uprawnieniami

Tymczasem formalne uzyskanie odpowiednich uprawnień  przez niepowołane osoby może być początkiem końca dotychczasowego właściciela w jego „własnej" spółce.

Tytułem przykładu można wskazać jedno z rozwiązań dla spółki akcyjnej, w której prawo dopuszcza emisję tzw. akcji niemych tj. bez prawa głosu.

Takie akcje mogłyby zostać przeznaczone dla członków rodziny niezaangażowanych w prowadzenie biznesu, zainteresowanych jednak czerpaniem z niego pewnych zysków. Z akcji tych nie przysługuje prawo głosu, a zatem nawet w przypadku ich zbycia na rzecz potencjalnego agresora, niezależnie od ilości, ich nabycie nie będzie przekładało się na kontrolę nad spółką. Jednocześnie akcje te mogą być uprzywilejowane co do dywidendy, więc mogą stanowić doskonałą formę czerpania zysków z udziału w spółce.

Rolą doradców jest pokazanie przedsiębiorcom, że to, co na co dzień może być drobną niedogodnością, realnie czyni ich firmę, a więc także źródło utrzymania ich, ich rodzin oraz zatrudnionych pracowników bardziej bezpiecznym. Mówiąc wprost – trzeba się pogodzić z tą koniecznością, tak jak z opłaceniem składki OC, zanim przekręci się kluczyk w stacyjce samochodu.

Adwokat Radosław Ostrowski jest partnerem Zarządzającym AXELO Prawo i Podatki radca prawny Tomasz Bek jest partnerem AXELO

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA