Firma

Nowa klauzula w umowach, uniemożliwiająca powołanie się na kodeks cywilny

Fotolia.com
Wykonawcy na budowach nie dostaną dodatkowej zapłaty, nawet gdy wzrosną ceny.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad chce mieć pewność, że nie zapłaci grosza więcej niż to, co będzie zapisane w kontraktach z wykonawcami.

– W projektach umów dołączanych do dokumentacji przetargowej umieszczane są klauzule, na mocy których wykonawcy nie będą mogli dążyć do podwyższenia wynagrodzenia w nadzwyczajnych sytuacjach. Chodzi o przypadki totalnie poza kontrolą stron, które – co do zasady – zgodnie z kodeksem cywilnym umożliwiają zmianę każdej ceny, nawet ryczałtowej – mówi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

– Mieliśmy już styczność z tym w kilku przetargach i widać, że problem i jego niezrozumienie zaczynają narastać – przyznaje Krzysztof Kozioł, dyrektor biura komunikacji Budimex SA.

Niepokojące zapisy

W projektach umów, które można znaleźć na stronach dyrekcji, znajdują się postanowienia o wyłączeniu stosowania w kontraktach o roboty budowlane art. 357 [1], art. 358 [1] oraz art. 632 § 2 kodeksu cywilnego. Przepisy te ratują budżety wykonawców m.in., gdy na rynku zaczynają się dziać rzeczy niespodziewane. Pierwszy z przepisów mówi, że jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, sąd może oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy.

– Oczywiście zgodnie z prawem stosowanie wskazanych przepisów strony mogą wyłączyć, ale kontrakt z GDDKiA to nie jest zwykła umowa, przy której strony siadają i negocjują warunki. To kontrakt narzucany przez Skarb Państwa drugiej stronie, która co do jego treści nie ma wiele do powiedzenia: albo go akceptuje, albo nie – podkreśla Styliński.

– Przykładem ograniczających zapisów, który dotyczy GDDKiA, jest zamówienie na kontynuację budowy obwodnicy Dąbrowy Tarnowskiej w ciągu drogi krajowej nr 73. Innym zamówieniem publicznym, w którym kwestia ta się pojawiła, był przetarg na budowę Mareckiego Centrum Edukacyjno-Rekreacyjnego w Markach – wylicza Krzysztof Kozioł. – W tym drugim przypadku zamawiający z wyłączenia regulacji art. 632 § 2 k.c. ostatecznie się wycofał.

Wzrost cen, choćby materiałów budowlanych czy robocizny, to dziś normalne zjawisko na rynku, do tego niezależne od wykonawców. Skarb Państwa o tym wie. Dlatego, zdaniem Stylińskiego, wprowadza w umowach postanowienia, które jeszcze bardziej utrudniają prowadzenie firm.

– W niektórych przypadkach wykonawcy będą woleli zapłacić karę umowną za rozwiązanie kontraktu i zejść z placu budowy niż kontynuować pracę, wiedząc, że nie mogą liczyć na podwyższenie wynagrodzenia. W skrajnych przypadkach dochodzić będzie do upadłości – zaznacza Styliński

Silniejszy chce dyktować warunki

Prawnicy pytani o praktyki stosowane przez GDDKiA nie są w ich ocenie jednomyślni.

– Artykuł 357[1] i art. 632 § 2 k.c. dają sądowi wyjątkowe prawo ingerencji w treść umowy i są wyjątkiem od zasady, że umów trzeba dotrzymywać, by przywrócić zachwianą słuszność kontraktową. Skoro są to kompetencje sądu, który wyjątkowo może zmodyfikować umowę, i to tylko w razie pojawienia się po jej zawarciu wyjątkowych, nadzwyczajnych i nieprzewidzianych zdarzeń, to strony nie powinny mieć możliwości ich wyłączenia umownego. Bo to nie jest element umowy, lecz wyjątkowe uprawnienie sądu stworzone po to, by silniejszy ekonomicznie nie mógł pozbawić słabszego sądowej ochrony – twierdzi dr Mariusz Zelek, adwokat.

Z kolei Andrzej Lulka, radca prawny, odwołuje się do piśmiennictwa i orzecznictwa, z którego wynika, że nie tylko możliwe jest modyfikowanie zastosowania tych przepisów, ale też ich zupełne wyłączenie. Tak odnośnie do art. 357[1] k.c. orzekł m.in. Sąd Apelacyjny w Warszawie 28 czerwca 2016 r. (VI ACa 268/15).

– Dążenie przez GDDKiA do wyłączenia stosowania w umowach wspomnianych przepisów nie jest niezgodne z prawem – uważa mec. Lulka. Podkreśla jednak, że wyłączenia te uczynią umowy, które GDDKiA proponuje swoim wykonawcom, jeszcze bardziej trudnymi do przyjęcia.

OPINIA

Łukasz Mróz, radca prawny

Nie jestem zwolennikiem umownego wyłączania przepisów art. 357[1], 358[1] czy art. 632 § 2 kodeksu cywilnego. Negatywnie opiniuję je, oceniając umowy po stronie wykonawców. Nie zalecam też ich używania inwestorom, bo wiem, że w ten sam sposób odniosą się do nich potencjalni kontrahenci. Nazywając rzeczy po imieniu – na takie kształtowanie umowy mogą sobie pozwolić podmioty o dominującej pozycji, działające w myśl zasady „podpisz albo zostaw". Kształtowanie przez GDDKiA projektów umów w sposób przekreślający regulacje chroniące równowagę kontraktową „to gorzej niż zbrodnia – to błąd". Już teraz występuje problem braku wykonawców chętnych do realizacji zamówień w przewidywanych budżetach. Taka praktyka tylko pogłębi to zjawisko. Wykonawcy będą musieli proponować wyższe ceny, żeby kompensować ryzyko, które na siebie przyjmują. Obok tego trzeba uwzględnić też odwołania do Krajowej Izby Odwoławczej, którymi wykonawcy będą próbowali walczyć z klauzulami z projektów umów. Wpłyną one negatywnie na czas realizacji inwestycji.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL