fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Walka o odszkodowania za lockdown to krew, pot i łzy - uważa adwokat Radosław Płonka

Fotorzepa / Paweł Rochowicz
Są szanse na wygraną w sądzie ze Skarbem Państwa w procesach za niekonstytucyjnie wprowadzone zakazy pandemiczne, aczkolwiek trzeba być gotowym na to, że procesy potrwają latami, a udowodnienie kwoty utraconych korzyści też nie będzie łatwe. Po każdej nocy nastaje jednak dzień – przewiduje adwokat Radosław Płonka, ekspert Business Centre Club.

Hasło „wyrok w sprawie Fryzjera" do niedawna mogło się kojarzyć ze słynną sprawą korupcji w polskim futbolu sprzed kilkunastu lat. Teraz kojarzy się inaczej, bo pewien fryzjer z Opolszczyzny wygrał z państwem proces o mandat za strzyżenie wbrew zakazowi wydanemu w czasie pandemii. Widzi pan jakieś podobieństwa?

Znam ludzi, którzy po aferze z udziałem działacza piłkarskiego o pseudonimie Fryzjer byli tak zniesmaczeni, że przestali oglądać mecze. Tamta sprawa była głośna i rzeczywiście napiętnowała korupcyjne praktyki. Z kolei ten najnowszy „fryzjerski" kazus napiętnował działania władz wbrew konstytucji. Mam nadzieję, że też będzie swoistym przełomem, choć w zupełnie innej sferze.

Czytaj także:

Jednak fryzjer z Opolszczyzny też złamał prawo...

Tak, ale były to przepisy wydane z naruszeniem konstytucji. Zaistniało bezprawie legislacyjne, bo rząd zakazał działalności gospodarczej poprzez wydanie rozporządzenia, czyli aktu prawnego niższego rzędu. Złamał tym Konstytucje RP, która w art. 22 wyraźnie przewiduje, że ograniczenie wolności działalności gospodarczej może nastąpić tylko w drodze ustawy. Rządowe rozporządzenie może doprecyzowywać jedynie pewne szczegóły tego, co przewiduje ustawa, jest to niejako techniczne uściślenie ustawowych zasad. Ale jeśli samo rozporządzenie stanowi coś, czego nie przewidziano w ustawie, czy też rozszerza normę przewidzianą w ustawie, mamy do czynienia z deliktem legislacyjnym. Wydany w ten sposób przepis rozporządzenia nie ma mocy prawnej. Skoro przepis nie jest wiążący, to nie można mówić o karze za jego nieprzestrzeganie. Takie właśnie było rozumowanie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu.

Pewnie sytuacja byłaby trochę inna, gdyby wprowadzono któryś ze stanów nadzwyczajnych, np. stan klęski żywiołowej.

Oczywiście, takie stany przewidziano w konstytucji na szczególne okoliczności, gdy dobro ogólne wymaga ograniczania praw obywateli. Być może wiosną nie wprowadzono stanu klęski żywiołowej, bo to odsuwałoby w czasie wybory prezydenckie. Nie chcę się tu wgłębiać w politykę, ale faktem jest, że te wybory się już odbyły, a więc po nich stan nadzwyczajny można było ogłosić. Tymczasem rząd wciąż zakazuje działalności niektórych przedsiębiorców w drodze rozporządzeń. Co gorsza, są one często zmieniane, powstaje wielki chaos prawny, a nikt też nie wie, jak długo on potrwa. To praktyki dalekie od porządku konstytucyjnego. Cierpi na tym nie tylko ład prawny, zaufanie obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa, ale i przedsiębiorcy narażeni na straty. Gdyby wprowadzono stan nadzwyczajny, to z mocy specjalnej ustawy przedsiębiorcy mogliby otrzymać odszkodowania za szkody majątkowe wywołane ograniczeniem praw i wolności.

Wyrok WSA w Opolu, jeśli zyska prawomocność, może oznaczać, że dany przedsiębiorca nie zapłaci kary. A inni? Czy też będą mogli się na ten wyrok powoływać i starać nie tylko o uniknięcie kar, ale też o odszkodowania?

Choć nie mamy w Polsce prawa precedensowego, na wyrok ten oczywiście można i trzeba się powoływać, licząc, że niezawisłe sądy przyjmą taki tok rozumowania jak WSA w Opolu. Z doświadczenia wiem jednak, że gdy pozywa się o odszkodowanie Skarb Państwa, sady są dość ostrożne w zasądzaniu odszkodowań. Moja kancelaria prowadziła kiedyś sprawę biznesmena, który w procesie karnym został prawomocnie uniewinniony. Niestety, przez urzędniczą rażącą niedbałość wpisano w rejestrze karnym, jakoby został skazany. Przez jakiś czas, zanim sprawę wyjaśniono, nie mógł on przez to pełnić funkcji w zarządzie firmy, bo wzmianka o rzekomym skazaniu na trwałe znalazła się też w Krajowym Rejestrze Sądowym. Naruszało to poważnie dobre imię i interesy tego biznesmena, więc złożyliśmy pozew przeciwko Skarbowi Państwa o zadośćuczynienie za krzywdę. I choć wina urzędnika nie budziła w tej sprawie żadnych wątpliwości, krzywdę obywatela sądy powszechne wyceniły jedynie na kwotę 10 tys. zł. Przypomnijmy, że mieliśmy do czynienia z rażącym naruszeniem prawa przez funkcjonariusza państwa, tj. ujawnieniem informacji o skazaniu, którego nie było, w powszechnie dostępnym dla każdego Krajowym Rejestrze Sądowym. Dopiero Sąd Najwyższy, do którego sprawa trafiła w wyniku kasacji, podniósł zadośćuczynienie do 100 tys. zł i stwierdził m.in., że tak niska kwota nie licuje z powagą państwa. Trzeba być zatem gotowym na to, że sądy powszechne mogą nie być skore do zasądzania wysokich odszkodowań od Skarbu Państwa, traktując budżet jako dobro wspólne. Powyższy przykład pokazuje jednak, że warto walczyć do końca. Przedsiębiorców, którzy będą dochodzić odszkodowania za zamkniecie firm w czasie pandemii, czeka trudna droga. Można powiedzieć: krew, pot, łzy i długie oczekiwanie na prawomocny wyrok.

Czy więc warto rozważać taką walkę?

Warto, bo po każdej nocy nastaje dzień. Jeśli w wyniku niekonstytucyjnych działań organów władzy publicznej przedsiębiorca poniósł straty, państwo powinno zadośćuczynić za swoje błędy. Jest to filar demokratycznego państwa prawnego, którym zgodnie z art. 2 Konstytucji RP jesteśmy. Nieocenioną rolę będą w tej sprawie odgrywać niezawiśli sędziowie i sądy, które są powołane do obrony obywatela w takich sytuacjach. Dlatego – choć wymiar sprawiedliwości nie jest idealny – walka o niezależne od pozostałych władz sądy była i jest tak istotna dla nas wszystkich, obywateli.

Na jakiej podstawie można składać do sądów pozwy o odszkodowanie?

Podstawą są przepisy artykułów 417 i 4171 kodeksu cywilnego, mówiące o odpowiedzialności odszkodowawczej władzy publicznej. Aby je zastosować, nie musi być wprowadzony stan nadzwyczajny. Niemniej jednak, gdy szkoda powstała w wyniku wydania przez władze niekonstytucyjnego aktu prawnego, konieczny jest tzw. prejudykat, czyli stwierdzenie tej niekonstytucyjności. Co do zasady orzeka o tym Trybunał Konstytucyjny.

A czy prawomocny wyrok sądu administracyjnego, w którym sędziowie bezpośrednio zastosowali konstytucję, może być takim prejudykatem?

Przepisy kodeksu cywilnego, o których wspomniałem, mówią tylko o „właściwym postępowaniu" w sprawie stwierdzenia niekonstytucyjności aktu prawnego, nie odnoszą się wprost do TK. Zresztą kierowanie skargi konstytucyjnej w takich sprawach do TK w dzisiejszych realiach mija się z celem. Moje zaufanie do Trybunału Konstytucyjnego zostało w ostatnich latach bardzo mocno nadszarpnięte. Przedsiębiorcom radziłbym poszukać innej drogi .Wyrok taki jak w sprawie fryzjera stwierdza fakt bezprawia konstytucyjnego i niezawisły sąd powinien w mojej ocenie go uwzględnić w procesie o odszkodowanie.

Pewnie fryzjerowi spod Opola łatwiej będzie się starać o odszkodowanie, bo ma wyrok w swojej sprawie. A inni przedsiębiorcy, którzy nie walczyli z decyzjami nakładającymi mandat?

Powtórzę, że nie mamy w Polsce prawa precedensowego, ale ocena prawna, jakiej dokonał WSA w Opolu, jest oceną obiektywną. Zresztą zapadają już podobne wyroki w innych sądach, które też stwierdzają, że wprowadzenie zakazów pandemicznych odbyło się z naruszeniem konstytucyjnych reguł. Mogą oczywiście próbować skargi konstytucyjnej, ale już wspomniałem, że dziś raczej nie ma szans, by ten Trybunał uznał działania tego rządu za niekonstytucyjne.

A gdyby z wnioskiem o zbadanie konstytucyjności rozporządzeń pandemicznych wystąpiła uprawniona organizacja, taka jak BCC? Przecież macie takie prawo jako organizacja pracodawców.

Wątpię, czy dziś to ma sens.

Zakładając, że sąd uwzględni wyrok opolskiego WSA jako swoisty prejudykat, ile czasu trzeba by czekać na wyrok zasądzający odszkodowanie?

Jaka jest szybkość orzekania sądów, każdy widzi. To może potrwać kilka lat. Może wymagać dodatkowych nakładów. Konieczna będzie opinia biegłego szacująca realne straty albo utracone korzyści. Ale nawet do takiej opinii druga strona może mieć zastrzeżenia i niewykluczone, że trzeba będzie zamówić dodatkową opinię biegłego.

Czy to musi być takie skomplikowane? Jeśli na przykład osoba prowadząca pensjonat w górach pokaże, że w ciągu ostatnich kilku sezonów miała określoną liczbę gości, płacących określone kwoty, i są na to dowody w różnych ewidencjach prowadzonych np. dla celów podatkowych – czy to nie wystarczy?

Oczywiście, jeśli są dokumenty potwierdzające określone obroty, są one dowodem w sprawie. Sąd może też wzywać na świadków osoby pracujące w takim pensjonacie, które mogą potwierdzić, jaki był rzeczywiście „ruch w interesie". Jednak jest wiele bardziej skomplikowanych sytuacji, zwłaszcza tych dotyczących utraconych korzyści. Jeśli bowiem jakieś przedsiębiorstwo szykowało się do podpisania zupełnie nowego lukratywnego kontraktu, a przeszkodziły w tym zakazy pandemiczne, to zgodnie z polskim prawem sąd może nie zakwalifikować takiej straty jako utraconej korzyści. Jest to pewien element oceny i liczymy na racjonalne podejście do problemu.

Domyślam się, że w podobnej sytuacji będą przedsiębiorcy, którzy zainwestowali sporo pieniędzy w uruchomienie zupełnie nowego interesu, np. hotelu czy aquaparku, i mieli go uruchomić wiosną.

W takiej sytuacji teoretycznie można wyliczyć utracone korzyści, choćby porównując się do podobnych przedsięwzięć gospodarczych w kraju czy za granicą. Ale tu dowodzenie może być bardzo trudne bez danych historycznych danej placówki. Nie jest to jednak zupełnie niemożliwe, choć warto się zastanowić, czy to nie będzie skórka za wyprawkę.

Niektórzy przedsiębiorcy mogą przyjąć postawę wyczekującą i na razie żadnych pozwów nie składać. Nie zdziwiłbym się, gdyby zdecydowali się poczekać z tym „do lepszych czasów". Jak długo mogą czekać?

Termin przedawnienia dla deliktu legislacyjnego to trzy lata od momentu, gdy osoba składająca pozew dowiedziała się o wydaniu aktu prawnego i powstaniu szkody. Po upływie tego terminu takie roszczenia się przedawniają. Istnieje instytucja pozwalająca na przerwanie biegu przedawnienia: zawezwanie do próby ugodowej. Jednak odsuwanie w czasie może nie przynieść korzyści. Choćby dlatego, że świadkowie coraz mniej pamiętają. Tak czy inaczej warto zawczasu przedyskutować strategię takiej walki z prawnikiem doświadczonym w procesach odszkodowawczych. Sam delikt legislacyjny popełniony przez władze nie wystarczy jeszcze, by sąd automatycznie przyznał przedsiębiorcy odszkodowanie.

Jeśli zatem przedsiębiorcy zdecydują się walczyć w sądzie o powetowanie im szkód za lockdown, to muszą się uzbroić w cierpliwość i przygotować na dodatkowe koszty przy niepewności wyniku sprawy?

To prawda, choć jedną z podstawowych kwestii jest uzyskanie prejudykatu, o którym wspominałem. Wiele zależy od tego, czy sądy powszechne będą literalnie interpretowały zasadę, że orzekanie o zgodności z konstytucją to wyłączna domena TK, czy może jednak przychylą się do poglądu, że orzeczenia sadów administracyjnych też mogą być prejudykatem. Niewykluczone, że gdy sprawy wszczynane przez sanepid, podobne do kazusu fryzjera z Opolszczyzny trafią do Naczelnego Sądu Administracyjnego, ten podejmie stosowną uchwałę. Mogłaby mieć większą moc niż pojedynczy wyrok. Wierzę, że NSA, który jest sądem prawa, a nie faktów, stanie po stronie praworządności i obywateli.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA