fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

NBP: komunikacja ważniejsza, niż zarządzanie

Fotorzepa/ Piotr Guzik
Martyna Wojciechowska, dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji w Narodowym Banku Polskim, jedna z najbliższych współpracownic prezesa Adama Glapińskiego, zarabiała w ostatnich latach więcej niż niektórzy członkowie zarządu tej instytucji.

Tak wynika z zestawienia wynagrodzeń kadry kierowniczej NBP w latach 1995-2018, opublikowanego w czwartek wieczorem w Biuletynie Informacji Publicznej. Do ujawienia tych danych NBP zobligowała ustawa z końca lutego. Niedługo po tym, jak akt ten podpisał prezydent Andrzej Duda, bank centralny opublikował szczegółową listę płac w ub.r. Teraz dopełnił obowiązku.

Już z informacji opublikowanych w lutym wynikało, że takiej pensji, jak Wojciechowska, nie otrzymuje żaden inny dyrektor w NBP, nawet ci kierujący departamentami kluczowymi dla działalności tej instytucji, takimi jak Departament Stabilności Finansowej i Departament Analiz Ekonomicznych.

Czwartkowe dane pokazują, że dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji ma pobory nawet większe, niż niektóry spośród członków zarządu. W ub.r. zarobiła (licząc wszelkie premie i dodatki) 595 tys. zł brutto, rok wcześniej zaś niemal 599 tys. zł brutto. To więcej, niż zarobki dwóch spośród ośmiu obecnych członków zarządu (licząc z prezesem i wiceprezesami). Najlepiej opłacaną osobą w banku jest oczywiście prezes Adam Glapiński, który otrzymał w ub.r. niemal 710 tys. zł brutto, a rok wcześniej 777 tys. zł brutto.

Ustawa o jawności zarobków w NBP, która doprowadzi też do obniżenia poborów części osób na kierowniczych stanowiskach, to pokłosie grudniowych doniesień „Gazety Wyborczej”, które wywołały oburzenie nie tylko opinii publicznej, ale też środowiska PiS. Wynikało z nich, że Wojciechowska zarabiała przed 2018 r. około 65 tys. zł brutto. Uwzględniając jej wynagrodzenie w Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, w którym reprezentuje NBP, doniesienia te okazały się bliskie prawdy.

Opublikowane w czwartek dane pozwalają porównać wynagrodzenie obecnej dyrektor ds. komunikacji z jej poprzednikami. Marcin Kaszuba, który pełnił tę rolę za czasów prezesury Marka Belki (od sierpnia do 2010 do kwietnia 2016 r.) zarabiał od 445 tys. zł brutto rocznie do niespełna 537 tys. zł brutto. Z kolei Marcin Roszkowski,który sprawował tę funkcję przed Kaszubą, od lutego 2009 r., przez półtora roku łącznie otrzymał 538 tys. zł.

To jednak nie oznacza, że siatka płac w NBP za czasów poprzednich prezesów była przejrzysta. Przykładowo, Sławomir Cytrycki, który był dyrektorem gabinetu prezesa Marka Belki i jednym z bohaterów afery taśmowej, w 2015 r. zarobił aż 733,8 tys. zł. W poprzednich latach jego zarobki oscylowały między 530 tys. zł a 636,5 tys. zł.

Dla porównania, Kamila Sukiennik, szefowa gabinetu Adama Glapińskiego, zarabiała w ub.r. niespełna 43 tys. zł miesięcznie (pełni tę funkcję od lipca, zastąpiła Roberta Jagiełło, który został dyrektorem Departamentu Innowacji Finansowych).

Relatywnie do przeciętnej płacy w gospodarce narodowej najwięcej we współczesnej historii NBP zarabiała prezes Hanna Gronkiewicz-Waltz. Z opublikowanych w czwartek w BIP danych wynika, że w 1999 r., gdy jej pobory sięgnęły 541 tys. zł, stanowiło to 26-krotność przeciętnej rocznej płacy w Polsce. Jej następcy zarabiali maksymalnie 15-16 razy więcej, niż przeciętny pracownik.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA