fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

#RZECZoBIZNESIE: Hubert Czapiński: Windykator zabiera negatywne emocje

tv.rp.pl
Jeżeli my będziemy „ci źli” i zabierzemy wszystkie złe emocje to dłużnik i kontrahent mogą powrócić do dobrej współpracy – mówi Hubert Czapiński, prezes TCM Group, międzynarodowej firmy windykacyjnej, gość programu Marcina Piaseckiego.

Gość tłumaczył, że TCM jest globalną siecią niezależnych firm windykacyjnych oraz kancelarii prawnych. - Jesteśmy obecni w 145 państwach na wszystkich kontynentach. Mamy globalny zasięg poprzez lokalną obecność – mówił Czapiński.

- Lokalna obecność oznacza, że pomaga osoba, która zna lokalne środowisko, lokalne środowisko biznesowe, język, kulturę, zwyczaje i nie pozwoli wymknąć się dłużnikowi od odpowiedzialności – dodał.

Przyznał, że 95 proc. spraw, które do TCM trafiają rozwiązywane są na drodze polubownej. - Droga sądowa jest dużo bardziej kosztowna, długotrwała i nie wiadomo, czy skończy się efektem finansowym. Pójście do sądu w większości przypadków może być nieskuteczne i opóźnić odzyskanie należności – ocenił Czapiński.

Zaznaczył, że świadomość polskich firm, że można skorzystać z takich usług rośnie.

- Rośnie również świadomość potężnych różnic międzykulturowych pomiędzy państwami. Odmienna windykacja będzie w krajach skandynawskich, a zupełnie inna w krajach Ameryki Łacińskiej – tłumaczył.

- Strefa komfortu w krajach rozwiniętych jest dość duża. Człowiek w Skandynawii nie życzy sobie, żeby ktoś go nachodził w jego miejscu zamieszkania, dzwonił do niego w weekendy, wieczorami, nawet w ciągu dnia. Windykacja w Skandynawii będzie polegała na daniu sygnału osobie, która jest zobligowana do spełnienia świadczenia, że spóźnia się z należnością – podał przykład.

- W krajach Ameryki Łacińskiej będzie sytuacja zupełnie odmienna. Tam bez pięciu wizyt u dłużnika, bez zbudowania relacji z dłużnikiem, żadne silniejsze działanie nie będzie możliwe. Dla dłużnika w Kolumbii należność jest czymś mało uciążliwym, trochę jak deszcz za oknem. Istnieje, ale nie przeszkadza w funkcjonowaniu – dodał.

Czapiński zaznaczył, że każdemu dużemu klientowi dostarczają informacje o lokalnym rynku. - Wystarczy nas o nie poprosić. Używamy też tylko i wyłącznie lokalnych kontaktów. Niewiele firm na rynku może poszczycić się gwarancją lokalnej obecności na rynku dłużnika. Jeżeli nie możemy się skontaktować z dłużnikiem to informujemy klienta, że nasza usługa jest niemożliwa – mówił.

Wyjaśnił, że w części z 145 państw TCM jest obecna w 2-3 miejscach. - W Chinach mamy 2200 pracowników w 34 oddziałach – podał.

Czapiński przyznał, że idealną sytuacją będzie jeśli po zakończenie skutecznej windykacji, kontrahent powróci do współpracy z naszym klientem. - Bardzo często chce wrócić – mówił.

- My jako trzecia strona sporu przejmujemy na siebie wszystkie negatywne emocje i staramy się być buforem pomiędzy dłużnikiem a wierzycielem. Jeżeli my będziemy „ci źli” i zabierzemy wszystkie złe emocje to tamte dwie strony mogą powrócić do dobrej współpracy – dodał.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA