fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Artyści w podróży przez życie

Kora uważa, że najważniejsza jest miłość. Na zdjęciu na planie „Drogi do mistrzostwa”
materiały
W niedzielę, 24 kwietnia, w sieci Cinema City pokazy najnowszego dokumentu Bartosza Konopki. Bohaterami są znani ludzie kultury.

W filmie „Droga do mistrzostwa" zostały opowiedziane historie Kory, czyli Olgi Sipowicz, Agnieszki Holland, Rafała Olbińskiego, Tomasza Stańki i Janusza Gajosa. W jednym obrazie znaleźli się za sprawą producenta dokumentu, znanego koncernu motoryzacyjnego, który realizacją filmu postanowił uczcić 100-lecie swego istnienia.

– Chodziło o pokazanie wartości, z jakimi identyfikuje się firma – mówi „Rzeczpospolitej" Bartosz Konopka, autor scenariusza i reżyser filmu. – Stąd pomysł, by przyjrzeć się z bliska ludziom, którzy osiągnęli sukces i wyróżniają się swoim widzeniem sztuki, rzeczywistości. Mają silne osobowości, ale zarazem musieli się zmagać z przeszkodami, swoją trudną historią. Poprzez poszukiwania wypracowali własny punktu widzenia i to jest ciekawe. Trzeba było tylko znaleźć odpowiedni pomysł, który splótłby pięć historii w jedną.

Mit drogi

Pomysłem okazała się tzw. teoria podróży bohatera, sformułowana przez Josepha Campbella, amerykańskiego mitoznawcę i religioznawcę. Głosi ona, że życie każdego człowieka jest drogą mającą kolejne etapy – od wezwania przez próby, znalezienie sprzymierzeńców, nabycie samoświadomości po powrót do świata, z którego się wyruszyło, by uczynić go lepszym.

– Jego koncepcja często jest stosowana w filmach i w tym przypadku jest także bardzo porządkująca – uważa reżyser. – Wszyscy bohaterowie „Drogi do mistrzostwa" są w podobnym wieku i sumują już swoją drogę. Przebyli podróż Campbella. Wrócili do domu z eliksirem, którym jest osiągnięcie harmonii i spokoju duszy. Pogodzili się ze sobą, swoim losem i doświadczenie to daje im dobrą energię. Już nie mają w sobie nerwowości i nie czują ciśnienia doraźności, za nimi także zachłanność na wrażenia i sukcesy. Choć ciągle pracują, skupiają się wyłącznie na tym, co ich ciekawi, co uznają za ważne. Tak działając, zostawiają już tylko istotny ślad. Rodzaj credo.

Zdaniem Bartosza Konopki obecnie, w czasach dotkliwego braku autorytetów, szczególnie potrzebujemy możliwości konfrontacji z doświadczeniami ludzi, którzy przeżyli więcej niż inni.

– Dzisiaj często fascynujemy się osobami 20-letnimi, które zaistniały w mediach społecznościowych i które ze swadą wypowiadają się, jak żyć albo co ma w życiu sens – zauważa reżyser. – To przekonanie, że coś o życiu wiedzą, jest mocno przedwczesne. Skąd mają to wiedzieć, skoro są na początku drogi? Realizując film, zazwyczaj dąży się do objęcia jak najszerszego fragmentu życia bohatera, bo tylko wtedy jego doświadczenie staje się wiarygodne, dotykające czegoś więcej – może nawet ludzkiego losu.

- Przez tysiąclecia było oczywiste, że z uwagą i szacunkiem należy przyglądać się starszym. - kontynuuje reżyser - Istniały autorytety, które nie były samozwańcze, ale uwierzytelnione sumą doświadczeń, przeżyć, zdolnością do formułowania wyższych refleksji, niepoprzestające na umiejętności myślenia tylko ze swojego punktu widzenia. Z wiekiem widzę, że prawda jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo ciągle, w miarę przechodzenia przez etapy życia, odsłaniają się kolejne pokłady głębi, sensu, które wciąż na nowo trzeba odkrywać. Przy tym projekcie tym bardziej mnie to zafrapowało, że bohaterowie filmu są już dalej na tej drodze niż ja. I co najważniejsze – wierzę im, bo za ich słowami stoi całe ich życie. Każdy z nich opowiada, które doświadczenie było dla niego decydujące: Kora uważa, że miłość, Tomasz Stańko – desperackie błędy, które omal go nie zabiły, Agnieszka Holland – samoświadomość. Rafał Olbiński ocenia, że kluczowe było dla niego myślenie o jutrze, a Janusz Gajos podkreśla dążenie do celu i jedynie przeczucie, że idzie się właściwą drogą.

Jeden dzień

W blisko godzinnym filmie jest tylko 10 minut na opowieść o każdym bohaterze.

– I to było początkowo bardzo trudne – przyznaje Konopka. – Bohaterowie oferowali na zdjęcia tylko jeden dzień swojego życia. Rozumiałem więc, że nie przywiązują wagi do tego projektu. Ale myliłem się – kiedy zobaczyli, że traktuję poważnie ich udział i potrzebuję współpracy z ich strony, okazało się, że rewanżują się tym samym. Stopniowo nabierali zaufania i dzięki temu mogliśmy pojechać do domu Kory na Roztocze, z Tomaszem Stańką – na jego festiwal. To ważne, bo w takich okolicznościach nawiązuje się zupełnie inny rodzaj kontaktu, który procentuje na ekranie.

Najbardziej tajemniczy – niemal bez słów – jest portret Janusza Gajosa.

– Chciałem, żeby w swojej etiudzie odwiedzał ważne miejsca ze swojego życia, ale ten pomysł niezbyt mu się podobał. Opowiedział mi za to swój powracający sen, w którym jest w podziemiach opery, słyszy instrumenty, uwerturę, i za chwilę będzie musiał zaśpiewać główną arię. Ale wie też, że nie umie śpiewać. I że musi tam iść, choć nie chce. Dwie siły go ciągną – jedna namawia do działania, druga – do ucieczki. A kiedy już czas wyjść na scenę – budzi się zlany zimnym potem. Podążyliśmy tym tropem...

Nowy film

Bartosza Konopkę pochłaniają zajęcia z młodymi adeptami sztuki dokumentu w projekcie Doc Lab Poland, a przede wszystkim przygotowania do swojego nowego filmu fabularnego.

– „Niemego" przygotowuję już kilka lat – wyjaśnia reżyser. – Rzecz dzieje się we wczesnym średniowieczu, choć tak naprawdę dokładnie nie wiadomo, kiedy i gdzie. To opowieść o mechanizmach tworzenia demokracji i konfliktach różnych postaw wobec nawrócenia „niewiernych". Jesienią zaczniemy zdjęcia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA